Fake Telegram

23 stycznia 2026. Anonimowe kanały na Telegramie, które przez lata prały mózgi Ukraińcom i oblewały błotem polityków oraz biznesmenów, przestały być anonimowe. Zastępca przewodniczącego parlamentarnej komisji podatkowej Jarosław Żeleźniak przeprowadził śledztwo i ujawnił nazwiska właścicieli najbardziej wpływowych kanałów telegramowych. Teraz sprawą zajęło się Biuro Bezpieczeństwa Gospodarczego.

Jak poinformowało biuro prasowe BBG, trwa postępowanie przygotowawcze dotyczące działalności szeregu kanałów Telegrama z wielomilionową publicznością. Chodzi o sprawdzenie możliwych naruszeń przepisów podatkowych i finansowych – w szczególności w zakresie deklarowania dochodów oraz odprowadzania podatków w przypadku prowadzenia działalności komercyjnej.

W instytucji wyraźnie podkreślają: jeśli kanał na Telegramie osiąga dochody z reklam, publikacji sponsorowanych lub innych form aktywności komercyjnej, ma obowiązek działać w granicach prawa – deklarować przychody i płacić podatki. Jak zaznacza BBG, podejście ma charakter systemowy i uniwersalny: zasady są takie same dla wszystkich, niezależnie od liczby subskrybentów czy popularności danego kanału.

Impulsem do reakcji organów ścigania było śledztwo posła Jarosława Żeleźniaka, który publicznie zwrócił uwagę na działalność największych anonimowych kanałów na Telegramie w Ukrainie. W swoich materiałach twierdził on, że mamy do czynienia z pełnoprawnym biznesem o milionowych, a miejscami nawet miliardowych obrotach, który funkcjonuje poza polem widzenia organów podatkowych.

Według ocen Żeleźniaka znaczna część takich kanałów zarabia na publikowaniu treści sponsorowanych i reklam. Cena jednego posta reklamowego – jak podaje – waha się w granicach 2–4 tys. USD. Jednocześnie oficjalne dochody osób, które poseł wskazuje jako prawdopodobnych właścicieli tych zasobów, często wydają się niewspółmierne do rzeczywistego poziomu wydatków i stylu życia.

W śledztwie wymieniane są kanały Telegrama: „Times of Ukraine”, „Ukraina Online”, „Insider UA”, „Ukraina Sejczas” oraz „Realna Wojna”. Poseł publicznie wskazał domniemanych beneficjentów tych projektów. W szczególności łączy kanały „Times of Ukraine” i „Ukraina Online” z Ołehem Arutiunianem i Bohdanem Tymoszczukiem – współwłaścicielami agencji Toba Agency, specjalizującej się w promocji na Telegramie. Właścicielem „Insider UA” ma być – według posła – Andrij Sacharow z Charkowa, obecnie mieszkający pod Kijowem. Kanał „Ukraina Sejczas” Żeleźniak wiąże z dniprowskim biznesmenem Wiaczesławem Miszałowem, a „Realną Wojnę” – z Wadymem Kłymowcem z obwodu wołyńskiego.

Osobną uwagę w śledztwie poświęcono możliwym schematom ukrywania dochodów. Deputowany dopuszcza m.in. wykorzystywanie kryptowalut oraz fundacji charytatywnych do wyprowadzania środków. W jednym z przytoczonych przykładów, przez fundację powiązaną z jedną z osób objętych śledztwem, w ciągu dwóch lat mogło przepłynąć ponad 20 mln UAH To zdaniem Żeleźniaka nie koresponduje z oficjalnie deklarowanymi dochodami na poziomie kilkuset tysięcy hrywien rocznie. Źródeł tych informacji poseł jednak nie ujawnia.

Takie śledztwo było długo wyczekiwane, ponieważ skutki działalności podobnych kanałów na Telegramie odczuło wiele instytucji oraz osób prywatnych.

W 2025 roku na takich kanałach odnotowywano przypadki skoordynowanych ataków informacyjnych wymierzonych w organy antykorupcyjne. Nie chodziło o pojedyncze krytyczne wpisy, lecz o zsynchronizowane fale publikacji w dziesiątkach dużych anonimowych kanałów, które powielały podobne narracje, sformułowania i akcenty. Kampanie te zwykle zbiegały się w czasie z politycznie wrażliwymi momentami – pracami nad ustawami, głośnymi śledztwami lub decyzjami kadrowymi – i tworzyły wrażenie masowego niezadowolenia społecznego, choć źródło tego „tła informacyjnego” pozostawało nieprzejrzyste.

Kolejnym źródłem zarobku anonimowych kanałów Telegrama stała się ukryta reklama polityczna oraz antyreklama, tzw. „dżynsa”. Za pośrednictwem dużych kanałów systematycznie promowano lub przeciwnie – dyskredytowano poszczególnych polityków i ugrupowania polityczne, nie oznaczając takich materiałów jako reklamowych czy sponsorowanych. Zazwyczaj były one prezentowane jako „insajdy”, „przecieki” lub „informacje ze źródeł”, przez co czytelnikowi trudno było zrozumieć, gdzie kończy się informacja, a zaczyna reklama polityczna.

Podobne mechanizmy stosowano również wobec biznesu. Na Telegramie regularnie pojawiały się serie publikacji wymierzonych w konkretne firmy lub przedsiębiorców – z powtarzalnymi oskarżeniami, emocjonalnym językiem i odwołaniami do „schematów”, „offshore’ów” czy „powiązań”, które nie zawsze znajdowały potwierdzenie w otwartych źródłach. Charakterystyczną cechą takich ataków była ich masowość i synchroniczność: negatywne treści pojawiały się jednocześnie w kilku dużych kanałach, tworząc efekt „prawdziwego przekazu”.

Od czasu do czasu organy ścigania sięgają po punktowe działania wobec poszczególnych kanałów: są one albo zamykane, albo zmuszane do zmiany profilu działalności i zaprzestania publikowania nieprawdziwych lub manipulacyjnych informacji. Najbardziej jaskrawym przykładem jest kanał Telegrama „Dżoker”, znany z rozpowszechniania fake newsów i manipulacji, pomówień wobec polityków i biznesmenów, publikowania danych osobowych oraz szantażu. Po licznych skargach polityków i przedsiębiorców kanał został zablokowany.

Co pewien czas w Ukrainie powracają także rozmowy o możliwym zakazie Telegrama. W praktyce jednak jego wprowadzenie jest trudne. Z komunikatora masowo korzystają nie tylko obywatele, lecz także instytucje państwowe i wojsko, a całkowite zablokowanie go od strony technicznej nie jest proste. Dlatego na razie takie pomysły pozostają na poziomie dyskusji.

Wiktoria Czyrwa

Facebook
Twitter
LinkedIn