24 sierpnia Ukraina obchodzi trzydziestą czwartą rocznicę swojej niepodległości. Nie czuć świątecznej atmosfery: od 2022 roku każde święto przyćmione jest bólem i stratami. Ale rocznice są nie tylko okazją do uroczystości — to także moment refleksji i podsumowań.
Trzydzieści cztery lata to wiek dojrzałości. Gdyby wyobrazić sobie Ukrainę jako człowieka, to nie jest już ani dziecko, ani nastolatek, który dopiero poznaje świat i siebie samego. Nie jest też staruszką oglądającą się za siebie i wspominającą minione lata. To wiek, w którym kończy się czas prób i wątpliwości, w którym rodzi się poczucie wewnętrznej siły, kiedy za sobą ma się doświadczenia błędów i strat, ale pojawia się przekonanie, że to, co najważniejsze — dopiero przed nami.
Od 1991 roku Ukraina nieustannie szukała siebie. Niepodległość została zdobyta, ale przez długi czas nie potrafiliśmy uczynić jej naszym wewnętrznym stanem.
Żyliśmy w paradygmacie niższości, jakbyśmy wciąż czekali na zewnętrzne potwierdzenie: tak, jesteście prawdziwi, jesteście ważni, dacie radę. Formalnie byliśmy wolni, ale nie potrafiliśmy tej wolności naprawdę przyjąć. Wciąż się wahaliśmy: czy jesteśmy wystarczająco silni, by istnieć samodzielnie, czy wystarczy nam własnych zasobów, czy może lepiej oprzeć się na czyimś ramieniu — zachodnim, wschodnim, jakimkolwiek, byle tylko nie zostać sam na sam z własnymi problemami.
Ale ostatnie lata — a szczególnie ten mijający — okazały się przełomowym doświadczeniem. Weszliśmy w nową fazę samoświadomości, która zburzyła dawne wątpliwości. Wojna, zagrożenia, chwiejne nastroje sojuszników, huśtawka między wsparciem a zmęczeniem — wszystko to było zimnym prysznicem, który uświadomił nam: nie potrzebujemy już ciągłych zapewnień, że damy radę. Bo my już daliśmy radę. Już udowodniliśmy, że potrafimy.
To poczucie nie narodziło się w gabinetach ani na dyplomatycznych przyjęciach, ale w okopach, w zakładach produkcyjnych, w szpitalach, w milionach codziennych decyzji zwykłych ludzi.
Tak narodziła się nowa Ukraina — kraj, który nie patrzy na świat z dołu do góry, lecz ramię w ramię. Przestaliśmy czekać, aż ktoś większy i silniejszy wyciągnie do nas rękę. Zaczęliśmy działać, wychodząc z założenia, że to właśnie my jesteśmy fundamentem własnego państwa.
Tak, wsparcie partnerów jest ważne. Tak, jesteśmy wdzięczni za każdy gest solidarności. Ale ten rok pokazał jednoznacznie: nie można budować swojego bezpieczeństwa wyłącznie na cudzych gwarancjach. Ameryka może się wahać, Europa może zwlekać, świat może rozdzierać się między własnymi interesami a chęcią zachowania pokoju i stabilności. A my zostajemy tutaj, by bronić własnej ziemi. Bo nie mamy innego wyboru. I właśnie w tym tkwi nasza siła i nasza odpowiedzialność.
Ukraina wreszcie poczuła pod stopami twardy grunt. Nie dryfujemy już w poszukiwaniu tożsamości — odnaleźliśmy ją we własnej walce. Nasze skrzydła są już rozpostarte i nie ma powrotu. Ta niepodległość to nie tylko data w kalendarzu — to stan wewnętrzny, którego nie da się odebrać.
Wchodzimy w nowy etap, w którym naszym głównym sojusznikiem jesteśmy my sami. Przestaliśmy być narodem oglądającym się za cudzym uznaniem. Staliśmy się narodem, który żyje i buduje, który sam decyduje o swoim losie.
I już nie prosi o pozwolenie na istnienie.
Wiktoria Czyrwa