Wojna dotarła na tyły

1 października 2026. Liczba zabitych i rannych cywilów w Ukrainie gwałtownie wzrosła w tym roku. Rosja coraz częściej uderza w obiekty, bez których normalne życie miast nie jest możliwe: infrastrukturę energetyczną, magazyny żywności, pocztę, transport, stacje paliw i centra danych. W ten sposób Moskwa próbuje nie tylko powodować straty gospodarcze w Ukrainie, ale także sprawić, by życie ludzi z dala od frontu stawało się coraz trudniejsze i bardziej niebezpieczne.

Cywile ginęli od rosyjskich rakiet i dronów przez cały okres pełnoskalowej wojny, dlatego nie byłoby właściwe mówić o zupełnie nowej rosyjskiej strategii. Jednak w 2026 roku, a szczególnie w ostatnich miesiącach, wyraźnie zmieniły się skala i częstotliwość ataków, a także lista obiektów, które znajdują się pod ostrzałem.

W ciągu pierwszych ośmiu miesięcy 2026 roku w Ukrainie zginęło co najmniej 2222 cywilów, a kolejnych 13 058 zostało rannych. To o 55 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku i ponad dwa razy więcej niż od stycznia do sierpnia 2024 roku. Według danych Misji Monitorującej ONZ ds. Praw Człowieka już w ciągu ośmiu miesięcy liczba ofiar wśród ludności cywilnej przekroczyła wynik za cały 2025 rok. Lipiec był najbardziej śmiercionośnym miesiącem dla ludności cywilnej od maja 2022 roku.

Szczególnie wyraźnie wzrosła liczba ofiar wśród dzieci. W czerwcu zginęło 7 dzieci, a 116 zostało rannych, w lipcu było to już odpowiednio 17 i 166. Lipcowy wynik był najwyższy od kwietnia 2022 roku. Pełnych statystyk za wrzesień jeszcze nie ma, wiadomo jednak o kilkorgu zabitych dzieciach tylko w obwodzie kijowskim. 19 września w rejonie fastowskim w wyniku rosyjskiego ataku zginęła matka i dwoje małych dzieci. Następnego dnia w szpitalu zmarło dziecko ranne podczas ataku w rejonie wyszogrodzkim. 25 września w wyniku uderzenia rosyjskiego drona w budynek mieszkalny w Kijowie zginął 14-letni obywatel Izraela, a 30 września pod gruzami zniszczonego domu w Wyszogrodzie znaleziono ciało kolejnego 14-letniego chłopca.

Jedną z głównych przyczyn takiego wzrostu są ataki dalekiego zasięgu. W sierpniu rakiety i drony uderzeniowe odpowiadały za 47 proc. wszystkich odnotowanych przez ONZ ofiar wśród cywilów: 194 osoby zginęły, a 1077 zostało rannych. Przy czym większość tych ofiar odnotowano nie na terenach przyfrontowych, lecz w miastach położonych daleko od linii walk.

Zimą głównym celem pozostawała infrastruktura energetyczna. Systematyczne rosyjskie ataki na elektrownie i podstacje prowadziły nie tylko do przerw w dostawach prądu, lecz także do problemów z ogrzewaniem, dostawami wody i innymi podstawowymi usługami.

Latem do infrastruktury energetycznej coraz wyraźniej dołączały obiekty zapewniające codzienne funkcjonowanie kraju. Misja Monitorująca ONZ odnotowała w sierpniu 32 ataki na obiekty sześciu dużych ukraińskich firm z branży spożywczej, handlu detalicznego i logistyki. W lipcu takich ataków było 11. Najczęściej celem były obiekty Fozzy Group, Epicentrum, Nowej Poszty, Rozetki, Aurory i Varusa.

Wraz z początkiem jesieni ten trend się utrzymał. 5 września rosyjskie wojska zaatakowały obiekty cywilne jednocześnie w dziewięciu obwodach. Uderzenia dotknęły budynków mieszkalnych, przedsiębiorstw oraz infrastruktury energetycznej, magazynowej i transportowej. W obwodzie odeskim ponownie zaatakowano magazyn żywności, a w Kamieńskiem w wyniku uderzenia w cywilne przedsiębiorstwo zginęło co najmniej pięć osób.

23 września rosyjskie drony zaatakowały Kijów. Uszkodzona została infrastruktura transportowa oraz kompleks stacji paliw Ukrnafty – był to już szósty obiekt infrastruktury cywilnej firmy zaatakowany w ciągu kilku tygodni. Atak na centrum danych spowodował problemy z Internetem w około 100 tys. gospodarstw domowych w Kijowie i obwodzie kijowskim. 29 września w stolicy uszkodzone zostały zajezdnia kolejowa, centrum danych, centra biznesowe i budynki mieszkalne, a w obwodzie odeskim – placówka edukacyjna, akademik oraz dwa zagraniczne statki handlowe.

1 października do tej listy dołączył kolejny obiekt – Most Południowy w Kijowie. Według władz miasta dwa rosyjskie drony uderzyły w pobliżu podpór mostu. Ruch metra oraz naziemnego transportu publicznego przez most został tymczasowo wstrzymany, aby sprawdzić stan konstrukcji. Nikt nie ucierpiał.

Politolog Wadym Denysenko uważa atak na Most Południowy za oznakę zmiany rosyjskiej taktyki. Jak twierdzi, mosty na Dnieprze pozostawały dotąd jedną z nieformalnych „czerwonych linii” tej wojny. Jego zdaniem Rosja może w ten sposób sprawdzać, czy drony uderzeniowe z napędem odrzutowym są w stanie poprzez systematyczne trafienia uszkodzić most na tyle, by wyłączyć go z użytkowania. Jeśli ataki na mosty na Dnieprze będą kontynuowane, będzie to oznaczać rozszerzenie rosyjskiej kampanii powietrznej na kolejny rodzaj krytycznie ważnej infrastruktury transportowej.

Premier Serhij Korecki wiąże takie ataki z presją na ukraińską gospodarkę. Według niego ich celem jest nie tylko zastraszenie ludności, lecz także zatrzymywanie pracy przedsiębiorstw, zakłócanie logistyki i powodowanie dodatkowych problemów gospodarczych.

Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji przy Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy mówi o nowej rosyjskiej taktyce: wysyłaniu niewielkich grup dronów odrzutowych falami w ciągu dnia. Szef Centrum Andrij Kowalenko uważa, że jej celem jest wyczerpywanie obrony przeciwlotniczej i ludności oraz próba sparaliżowania stolicy.

Zmienia się więc nie tylko lista atakowanych obiektów, lecz także sam rytm wojny powietrznej. Kijów i inne duże miasta przez kilka lat przyzwyczaiły się przede wszystkim do zmasowanych nocnych ataków. Teraz drony coraz częściej pojawiają się w ciągu dnia. Na przykład w ciągu jednej doby, 27-28 sierpnia, alarm lotniczy w Kijowie ogłaszano 14 razy i łącznie trwał on ponad 13 godzin – ponad połowę doby.

Ma to już bezpośredni wpływ na funkcjonowanie miasta. Atak powietrzny powoduje straty gospodarcze nawet wtedy, gdy rakieta czy dron w nic nie trafią. Ludzie schodzą do schronów, przedsiębiorstwa, sklepy i instytucje przerywają pracę, a zajęcia w szkołach i na uczelniach są wstrzymywane.

Według szacunków ministra gospodarki i środowiska Ołeksandra Krawczenki każda godzina, podczas której przedsiębiorstwa przerywają pracę z powodu alarmu lotniczego, kosztuje ukraińską gospodarkę około 45 mln USD. Rosyjskie ataki na zakłady przemysłowe, magazyny, infrastrukturę logistyczną i centra danych od początku roku spowodowały już straty w wysokości około 10 mld dolarów. Sam minister określa takie ataki jako próbę uderzenia praktycznie w całą ukraińską gospodarkę.

Do bezpośrednich strat wynikających ze zniszczenia magazynów, towarów i sprzętu dochodzą koszty odbudowy, droższa logistyka, konieczność rozpraszania produkcji i zapasów oraz godziny przestojów przedsiębiorstw, które same w ogóle nie zostały zaatakowane.

Waszyngtońskie Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS), po przeanalizowaniu geografii rosyjskich ataków rakietowych i dronowych od 2023 do początku 2026 roku, określa tę kampanię jako strategię przymusu. Jej logika polega na jednoczesnym powodowaniu strat militarnych i gospodarczych w Ukrainie oraz wywieraniu presji psychologicznej na społeczeństwo.

Możliwości wywierania takiej presji rosną. Masowa produkcja dronów uderzeniowych pozwoliła Rosji znacznie zwiększyć liczbę i częstotliwość ataków. Do znanych już Shahedów dołączyły drony odrzutowe, które umożliwiają atakowanie miast nie tylko nocą, lecz także niewielkimi falami w ciągu dnia. W pobliżu frontu coraz większym zagrożeniem dla cywilów są drony FPV, a daleko od niego – drony dalekiego zasięgu i rakiety.

Taka broń pozwala Rosji atakować cele położone setki kilometrów od linii frontu. Ich skutki coraz mocniej odczuwają miasta i regiony, które wcześniej uważano za stosunkowo bezpieczne zaplecze. W rezultacie wojna przeciwko ludności cywilnej coraz mniej wygląda na uboczny skutek działań wojennych, a coraz bardziej na odrębny element rosyjskiej kampanii powietrznej.

Wiktoria Czyrwa
Photo by Jessica 🙂 on Unsplash

Facebook
Twitter
LinkedIn