Julia numer 2

15 lipca 2025. Wiadomość o tym, że prezydent Wołodymyr Zełenski zaproponował wicepremierce Julii Swyrydenko objęcie stanowiska premiera, podzieliła ukraińskie społeczeństwo na dwie części. Jedni szczerze gratulują nowej nominacji i życzą sukcesów przyszłej szefowej rządu. Drudzy wskazują na naruszenie Konstytucji.

Ta nominacja nie była zaskoczeniem. Pogłoski, że to właśnie Swyrydenko może zastąpić premiera Denysa Szmyhala krążyły już od lata 2024 roku. A w ostatnich miesiącach była ona de facto jedyną realną kandydatką na to stanowisko. W razie nominacji Ukraina otrzyma drugą w swojej historii kobietę-premiera – po Julii Tymoszenko.

Julia Swyrydenko jest znana Ukraińcom przede wszystkim z kluczowych projektów gospodarczych. To ona nadzorowała podpisanie umowy ze Stanami Zjednoczonymi o strategicznych minerałach, promowała program „Narodowy cashback” i przewodziła negocjacjom z Komisją Europejską w sprawie pakietu pomocy Ukraine Facility w wysokości 50 mld EUR.

W zespole prezydenta Swyrydenko uchodzi za skuteczną i lojalną wykonawczynię. Jak twierdzą analitycy, skutecznie współpracuje z Biurem Prezydenta, z łatwością przyjmuje rolę koordynatorki trudnych inicjatyw i bierze na siebie projekty, których inni się obawiają. „Do Ministerstwa Gospodarki często zwracają się z prośbą: Julia, zrób to— i ona to robi” – mówią źródła rządowe. Jej styl rozwoju kariery określają jako „miękką siłę” — bez publicznej walki, ale z rezultatem. Zwolennicy uważają, że właśnie takiej osoby teraz potrzeba: zdyscyplinowanej, wpisanej w logikę prezydenckiego zespołu, z doświadczeniem w zarządzaniu kryzysowym.

Jednak ta lojalność jest również źródłem krytyki. Część deputowanych uważa, że J. Swyrydenko ma skłonność do zgadzania się nawet na ryzykowne pomysły, jeśli pochodzą z Bankowej. Przykładem może być inicjatywa „ePidtrymka” z wypłatą 1000 UAH, która kosztowała budżet 13 miliardów i wywołała falę krytyki.

Mimo to nawet krytycy przyznają: Swyrydenko to silna menedżerka i technokratka, która nie ma własnego biznesu ani „planu B” i jest całkowicie skoncentrowana na pracy państwowej.

Po spotkaniu z prezydentem Julia Swyrydenko ogłosiła trzy priorytety nowego rządu: wzmocnienie gospodarki, rozszerzenie programów społecznych i rozbudowę produkcji zbrojeniowej. Aby zrealizować te cele, zapowiedziała „odczuwalną deregulację”, ograniczenie nieefektywnych wydatków i koncentrację wszystkich zasobów na kwestiach bezpieczeństwa. „Ukraina zasługuje na to, by znaleźć się wśród najsilniejszych gospodarek Europy. Każdy ukraiński żołnierz, każdy weteran zasługuje na konkretny i odczuwalny szacunek ze strony państwa” – zadeklarowała. Dodała też, że po zatwierdzeniu jej kandydatury rząd przedstawi nowy skład ministrów.

Tymczasem w przestrzeni publicznej ponownie pojawiła się stara teza: że niby w czasie stanu wojennego nie wolno zmieniać premiera. Jednak prawnicy ją obalają.

Były wiceszef Centralnej Komisji Wyborczej Andrij Mahera podkreśla: zmiana rządu jest całkowicie zgodna z prawem, nawet w czasie wojny. Rada Ministrów to organ mianowany, a nie wybierany, dlatego Rada Najwyższa i prezydent zachowują pełną konstytucyjną swobodę działania.

Jednocześnie Mahera zwraca uwagę na formalną procedurę: zgodnie z Konstytucją, kandydaturę nowego premiera musi najpierw zgłosić większościowa frakcja w parlamencie (w tym przypadku Sługa Ludu ), i dopiero potem prezydent ma prawo skierować ją pod obrady. Z politycznego punktu widzenia, dodaje, nazwisko premiera w takich warunkach ma znaczenie drugorzędne: jeśli partia prezydencka kontroluje parlament, realna władza i tak koncentruje się w rękach głowy państwa, a premier pełni raczej funkcję wykonawcy jego woli politycznej.

O naruszeniu Konstytucji w kontekście zgłoszenia kandydatury Swyrydenko mówią także inni eksperci i politycy. Opozycyjny poseł Wołodymyr Arjew wręcz oskarża prezydenta Zełenskiego o próbę ustanowienia niekonstytucyjnej monarchii. Z kolei redaktor naczelny Espresso Serhij Rudenko uważa, że Zełenski powiela najgorsze praktyki swoich poprzedników – Leonida Kuczmy i Wiktora Janukowycza – ignorując normy konstytucyjne na rzecz doraźnej politycznej korzyści. Jego zdaniem, Zełenski uważa Swyrydenko za idealną kandydatkę, bo ta na pewno nie ma prezydenckich ambicji.

„Choć ja, na miejscu prezydenta, nie cieszyłbym się zbyt wcześnie. Zarówno sondaże, jak i ambicje oraz chęć działania pojawiają się z czasem. Dowiedli tego i Kuczma, i Juszczenko, i Janukowycz, i Tymoszenko, i Marczuk – dla których premierostwo było początkiem kariery politycznej. Z wymienionych tylko Marczuk i Tymoszenko nie dotarli do celu. Niewykluczone jednak, że uda się to teraz innej Julii – Swyrydenko”,– uważa dziennikarz.

Z kolei ekspert polityczny Ołeksij Haran jest przekonany, że zmiana premiera niewiele zmieni, ponieważ ogólne podejście pozostaje to samo – wszystkim kieruje Biuro Prezydenta.

Po roszadzie w rządzie pozostaje jeszcze jedno pytanie – czy obecny premier Denys Szmyhal otrzyma jakąś nową funkcję? Jak wynika z wczorajszego wieczornego wystąpienia Wołodymyra Zełenskiego, w którym mówił o „wyjątkowej przydatności Szmyhala na stanowisku ministra obrony”, obejmie właśnie tę funkcję. Obecny szef MON Rustem Umierow prawdopodobnie wyjedzie jako ambasador do Stanów Zjednoczonych.

Wiktoria Czyrwa
Zdjecie Euromaidan Press

Facebook
Twitter
LinkedIn