Dzieci podziemia

4 września 2026. W Ukrainie rozpoczął się piąty rok szkolny podczas pełnoskalowej wojny. Jednak dla milionów uczniów zwykłe „pójście do szkoły” już dawno straciło swoje dosłowne znaczenie. Jedni uczą się w klasach, gdzie lekcje są nieustannie przerywane przez syreny alarmowe, inni w schronach lub online, a tysiące dzieci w miastach przyfrontowych chodzą do szkoły pod ziemię.

Jeśli chodzi o moje dzieci, realia wyglądają tak: młodszy syn, trzecioklasista, uczy się stacjonarnie, ale lekcje odbywają się bezpośrednio w schronie. Tak zdecydowano, żeby nie biegać z klasy do podziemnego schronienia podczas każdego alarmu lotniczego, a tych w ciągu dnia może być nawet dziesięć. Nietrudno sobie wyobrazić, jak wygląda taka „nauka”: kilka klas w jednym ciasnym pomieszczeniu, nauczyciele próbują się nawzajem przekrzyczeć, wtłaczając dzieciom do głów podstawy matematyki, języka ukraińskiego czy angielskiego.

O zwykłych szkolnych posiłkach w takich warunkach również trzeba zapomnieć. Zorganizowanie pełnowartościowego, ciepłego obiadu w schronie jest praktycznie niemożliwe, dlatego dzieci dostają suchy prowiant – coś, co można przynieść, szybko rozdać i zjeść na miejscu.

U starszego syna, który poszedł do siódmej klasy, sytuacja jest inna, ale nie lepsza. Na razie uczą się online, jednak od razu nas uprzedzono, że podczas alarmów zarówno dzieci, jak i nauczyciele muszą przebywać w bezpiecznych miejscach, a więc nauka ciągle jest przerywana. Biorąc pod uwagę, że od siódmej klasy dochodzą trudne przedmioty – fizyka, chemia, geometria, biologia itd. – trudno liczyć na to, że przy tak poszarpanym procesie nauczania uda się uniknąć luk w wiedzy.

Moja rodzina jest jedną z setek tysięcy – niemal cała Ukraina uczy się w podobnych warunkach. Oficjalne statystyki dotyczące początku roku szkolnego na pierwszy rzut oka wyglądają dość optymistycznie. Spośród 11,9 tys. ukraińskich szkół 8424 pracują stacjonarnie, 2211 – w trybie hybrydowym, a 1306 – zdalnie. Ponad 82 proc. szkół prowadzących naukę stacjonarną ma własny lub dostępny, odpowiednio wyposażony schron. Tylko w tym roku państwo przeznaczyło 5 mld UAH na budowę i wyposażenie obiektów ochronnych w szkołach.

Ale za określeniem „nauka stacjonarna” może kryć się wszystko, tylko nie zwykły proces edukacyjny. W stosunkowo bezpiecznym mieście dziecko rano przychodzi do zwykłej szkoły, siada w ławce i uczy się do chwili, gdy rozlegnie się alarm lotniczy. Wtedy klasa schodzi do schronu. Po odwołaniu alarmu lekcje są kontynuowane. Jeśli alarm trwa długo albo powtarza się kilka razy, szkolny plan zajęć zaczyna funkcjonować według rozkładu wojny.

Tam, gdzie schron nie jest w stanie pomieścić wszystkich jednocześnie, pojawia się nauka hybrydowa: część klas przychodzi do szkoły, część zostaje w domu, a dni nauki stacjonarnej i zdalnej odbywają się na przemian. Tam zaś, gdzie sytuacja związana z bezpieczeństwem nie pozwala nawet na to, szkoła nadal istnieje głównie na ekranie laptopa – w trybie online.

Wojna zmieniła nawet samo znaczenie szkolnego schronu. Początkowo był miejscem, w którym należało przeczekać niebezpieczeństwo. Potem w piwnicach zaczęto ustawiać ławki, podłączać internet i urządzać miejsca do nauki. Teraz państwo zezwoliło na tworzenie w szkołach specjalnych chronionych przestrzeni edukacyjnych, a w miastach przyfrontowych buduje się już pełnoprawne szkoły podziemne. Tymczasowe rozwiązanie stopniowo przekształciło się w całą infrastrukturę.

Najbardziej radykalnie system szkolny musiał przebudować Charków. W mieście, które nieustannie pozostaje zagrożone atakami, powrót dzieci do zwykłych klas szkolnych jest niemożliwy. Dlatego już jesienią 2023 roku uruchomiono tu tak zwaną „metroszkołę”: sale lekcyjne urządzono w wydzielonych pomieszczeniach na pięciu stacjach charkowskiego metra. Dzieci dowożono zorganizowanym transportem autobusowym, a naukę prowadzono w trybie hybrydowym – część lekcji odbywała się pod ziemią, pozostałe zdalnie. O ile początkowo szkoła w metrze przyjęła około tysiąca uczniów, dziś może się w niej uczyć około sześciu tysięcy dzieci.

Możliwości metra okazały się jednak niewystarczające dla dużego miasta, dlatego kolejnym krokiem były specjalnie budowane szkoły podziemne. Pierwszą otwarto w maju 2024 roku, a na początku obecnego roku szkolnego w Charkowie jest ich już dziesięć.

Podobny system tworzy Zaporoże. Pod koniec ubiegłego roku szkolnego w obwodzie działało już 19 szkół podziemnych. Do początku nowego roku gotowych było kolejnych sześć, a trzy następne mają zostać otwarte do końca 2026 roku. Jeśli plany zostaną zrealizowane, obwód zaporoski będzie miał 28 szkół podziemnych, które, pracując na kilka zmian, będą mogły przyjąć około 37–38 tys. dzieci.

Jednak jeszcze bliżej frontu nawet szkoła podziemna pozostaje na razie luksusem. Na przykład w obwodzie chersońskim w tym roku będzie się uczyć około 45 tys. uczniów. Naukę hybrydową mogło jednak rozpocząć zaledwie 700 dzieci. Sześć szkół prowadzi zajęcia bezpośrednio w schronach na prawym brzegu Dniepru, kolejne dwie placówki działają po przeniesieniu do Krzywego Rogu. W samej hromadzie chersońskiej wszystkie szkoły nadal pracują zdalnie – w ten sposób będzie się uczyć około 17,3 tys. dzieci.

Tak więc w ogarniętej wojną Ukrainie funkcjonuje dziś kilka rodzajów szkół. Jest szkoła, w której nauczyciel przerywa lekcję słowami: „Dzieci, zabieramy rzeczy i schodzimy do schronu”. Jest szkoła, do której przychodzi się dwa-trzy razy w tygodniu, a w pozostałe dni ogląda ją na ekranie. Jest szkoła, która od początku mieści się pod ziemią. I jest szkoła, do której dziecko przez lata w ogóle nie może przyjść.

Można powiedzieć, że system edukacji przystosował się do wojennych realiów. I będzie to prawda. Ale słowo „przystosował się” ma tutaj niebezpieczną właściwość – sprawia, że to, co nienormalne, staje się czymś zwyczajnym. To my, rodzice, pamiętamy inną szkołę i nadal traktujemy syrenę w środku lekcji, ławkę w piwnicy czy klasę na stacji metra jako coś, czego nie powinno być. Ale dla dzisiejszego pierwszoklasisty może to być pierwsza i jak dotąd jedyna szkoła, jaką zna.

Przywykliśmy mierzyć wojnę liczbą rakiet, zniszczonych domów, kilometrami frontu, zabitymi i rannymi. Ale istnieje jeszcze jedna jednostka miary – lata dzieciństwa, których część ukraińskie dzieci są zmuszone spędzać pod ziemią.

Wiktoria Czyrwa
Photo by Eric Prouzet on Unsplash

Facebook
Twitter
LinkedIn