Rosja próbuje zostawić Ukrainę bez paliwa

7 lipca 2026. Rosja otworzyła kolejny front wojny przeciwko ukraińskiej infrastrukturze cywilnej. Jeśli wcześniej głównymi celami były elektrownie, stacje transformatorowe, linie kolejowe czy centra logistyczne, to od wiosny 2026 roku systematycznym atakom poddawane są stacje paliw.

Według przedstawicieli rynku tylko od kwietnia uszkodzonych lub całkowicie zniszczonych zostało około 200 stacji paliw. Najbardziej ucierpiały wschodnie i południowe obwody Ukrainy – sumski, charkowski, doniecki, dniepropietrowski, zaporoski i mikołajowski. W ostatnim czasie zasięg ataków wyraźnie się jednak rozszerzył. Rosyjskie drony uderzają już w stacje paliw w obwodzie połtawskim, a pojedyncze ataki odnotowuje się także daleko od linii frontu.

Po każdym takim ataku rosyjska propaganda niemal natychmiast uruchamia kampanię informacyjną. Prorosyjskie kanały na Telegramie masowo rozpowszechniają informacje o rzekomo nieuchronnym niedoborze benzyny i oleju napędowego w Ukrainie. Rosyjskie media otwarcie przedstawiają uderzenia na stacje paliw jako „odpowiedź” na ukraińskie ataki na rosyjską infrastrukturę naftową.

To właśnie tutaj ujawnia się jednak zasadnicza różnica między działaniami obu stron. Ukraina od dawna systematycznie atakuje rosyjskie rafinerie – zakłady produkujące paliwo dla gospodarki i armii Federacji Rosyjskiej. W ostatnich miesiącach ukraińskie drony uderzyły w dziesiątki takich obiektów, a jedną z najgłośniejszych operacji był atak na Omską Rafinerię Nafty, największą w Rosji. Znajduje się ona niemal trzy tysiące kilometrów od granicy z Ukrainą, co jeszcze kilka lat temu wydawało się praktycznie niemożliwe.

Rosja coraz częściej wybiera natomiast zupełnie inne cele. Atakuje nie zakłady produkujące paliwo, lecz stacje paliw, na których tankują cywile. Dlatego wojskowy efekt takich uderzeń jest praktycznie żaden.

Eksperci wyjaśniają, że ukraińska armia nie tankuje sprzętu na cywilnych stacjach paliw. Funkcjonuje w tym celu odrębny system zaopatrzenia obejmujący polowe składy materiałów pędnych i smarów, wojskowe cysterny oraz specjalistyczną logistykę. Innymi słowy, nawet gdyby jutro wszystkie cywilne stacje paliw przestały działać, nie oznaczałoby to, że ukraińska armia pozostanie bez paliwa. Skutki dla życia cywilnego mogłyby być jednak bardzo dotkliwe.

Przede wszystkim oznacza to ogromne straty dla biznesu. Według sieci WOG tylko w ciągu ostatnich dwóch miesięcy firma utraciła lub poważnie uszkodziła ponad dwadzieścia stacji paliw w regionach przyfrontowych. Odbudowa jednej nowoczesnej stacji kosztuje około 50–70 mln UAH. Jeżeli jednak obiekt trzeba praktycznie wybudować od nowa, koszty mogą sięgnąć 2 mln USD.

Zdaniem ekspertów rynku największe sieci są jeszcze w stanie ponosić takie straty. Znacznie trudniej mają mniejsi operatorzy. Przykładowo sieć Marshall, dysponująca około 70 stacjami paliw, w ciągu zaledwie kilku miesięcy straciła ponad piętnaście obiektów. Podobna sytuacja dotknęła sieć BVS, która intensywnie inwestowała w rozwój stacji paliw w obwodzie sumskim. Dla regionalnych przedsiębiorstw kilka takich uderzeń może oznaczać utratę znacznej części całej infrastruktury.

Mimo skali zniszczeń na razie nie ma jednak podstaw, by mówić o ogólnokrajowym niedoborze paliwa. Po kryzysie paliwowym z 2022 roku rynek całkowicie przebudował logistykę. Obecnie paliwo trafia do Ukrainy dziesiątkami tras od wielu dostawców, dlatego pojedyncze ataki nie są już w stanie sparaliżować całego systemu. Operatorzy rynku są przekonani, że nawet jeśli Rosja będzie kontynuowała obecną kampanię, masowego deficytu benzyny ani oleju napędowego nie będzie.

Problem nie ogranicza się jednak wyłącznie do zniszczonych stacji paliw. Coraz większym problemem staje się bezpieczeństwo ludzi, którzy nadal pracują w warunkach nieustannych ataków.

Jak podkreśla dyrektor grupy konsultingowej A-95, Serhij Kujun, coraz więcej kierowców cystern odmawia wyjazdów do regionów przyfrontowych. Powód jest oczywisty – rosyjskie drony celowo polują na pojazdy przewożące paliwo. O ile kilka lat temu najbardziej zagrożone były magazyny czy bazy paliwowe, dziś celem coraz częściej staje się cały łańcuch dostaw – od cysterny po stację paliw.

Operatorzy są zmuszeni nie tylko przebudowywać logistykę, lecz także wzmacniać ochronę pracowników. Na wielu stacjach budynki obsługi zostały obłożone workami z piaskiem. Jeden z menedżerów sieci opowiadał, że właśnie takie prowizoryczne zabezpieczenia uratowały pracowników przed odłamkami podczas nocnego ataku. W czasie alarmu lotniczego personel bezwzględnie opuszcza teren stacji, nawet jeśli oznacza to przerwanie obsługi klientów.

Niektóre sieci zmieniły już godziny pracy. WOG od początku lipca wprowadził specjalny tryb funkcjonowania stacji paliw w sześciu obwodach przyfrontowych oraz na części obwodu połtawskiego. W nocy są one zamknięte, a podczas alarmu lotniczego sprzedaż paliwa zostaje całkowicie wstrzymana.

Kolejny problem pojawia się tam, gdzie stacjonarnych stacji paliw po prostu już nie ma. Dobrym przykładem jest Trostianiec w obwodzie sumskim. Po rosyjskich atakach wszystkie stacje paliw w mieście zostały zniszczone. Aby mieszkańcy nie pozostali bez paliwa, rozpoczęto jego sprzedaż z odpowiednio wyposażonych cystern. Takie mobilne punkty posiadają pompy, liczniki, przewody paliwowe oraz standardowe pistolety do tankowania, dlatego sam proces praktycznie nie różni się od tankowania na zwykłej stacji.

To rozwiązanie ujawniło jednak kolejny problem. Obowiązujące przepisy de facto nie pozwalają na pełnoprawną detaliczną sprzedaż paliwa z mobilnych punktów. Dodatkowo na takich stacjach na razie można płacić wyłącznie gotówką.

Eksperci coraz częściej podkreślają konieczność zmiany zasad funkcjonowania rynku paliw w warunkach wojny. Jeżeli ataki będą utrzymywały obecną intensywność, mobilne stacje paliw mogą stać się stałym elementem infrastruktury przyfrontowych społeczności.

Podobnego zdania jest również rząd. Minister gospodarki, środowiska i rolnictwa Ołeksij Sobolew poinformował, że Gabinet Ministrów wspólnie z władzami lokalnymi i przedstawicielami rynku opracowuje już rozwiązania, które mają zapobiec lokalnym niedoborom paliwa. Wśród nich znajdują się rozproszenie zapasów, organizacja dostaw „na kołach”, dodatkowa ochrona stacji paliw oraz stworzenie mechanizmów ubezpieczenia lub rekompensat dla operatorów.

Jednocześnie uczestnicy rynku podkreślają, że żadne rozwiązania regulacyjne nie są w stanie całkowicie wyeliminować problemu bezpieczeństwa. Fizycznie niemożliwe jest zapewnienie obrony przeciwlotniczej dla blisko sześciu tysięcy ukraińskich stacji paliw. Dlatego zarówno biznes, jak i państwo muszą szukać nowych rozwiązań, które pozwolą utrzymać ciągłość dostaw paliwa nawet w warunkach nieustannych ataków.

W ciągu czterech lat pełnoskalowej wojny ukraiński rynek paliwowy wielokrotnie udowodnił swoją odporność. Po utracie Rafinerii Krzemieńczuckiej, zablokowaniu dostaw drogą morską i kryzysie paliwowym z 2022 roku został w praktyce zbudowany od nowa. To właśnie ten zapas odporności pozwala dziś uniknąć niedoborów nawet wtedy, gdy Rosja celowo niszczy cywilną infrastrukturę paliwową.

Wiktoria Czyrwa
Image by Pexels from Pixabay

Facebook
Twitter
LinkedIn