23 kwietnia 2026. Rezerwowanie pracowników, które miało ratować gospodarkę w czasie wojny, stopniowo przekształca się w odrębny rynek – z „etatami na sprzedaż”, fikcyjnym zatrudnieniem i ceną za odroczenie. Podczas gdy jedni płacą za możliwość uniknięcia służby wojskowej, państwo próbuje znaleźć nowy model, który jednocześnie pozwoli utrzymać biznes i nie naruszy zasady sprawiedliwości.
Uruchomienie jesienią 2024 roku pełnoprawnego systemu rezerwacji poprzez Diia miało rozwiązać dwa problemy: zapobiec zatrzymaniu kluczowych przedsiębiorstw oraz utrzymać równowagę mobilizacyjną. Już po półtora roku widać jednak, że mechanizm ten stworzył cały system nadużyć – z własną logiką, pośrednikami, „cennikami” i ryzykiem korupcyjnym.
W Charkowie ponad siedemdziesięciu mężczyzn uzyskało legalne rezerwacje jako „nauczyciele”, nie przeprowadzając ani jednej lekcji. W obwodzie odeskim w przedsiębiorstwie komunalnym, które miało usuwać skutki ostrzałów, fikcyjnie zatrudniono 90 osób i naliczono im niemal 15 mln UAH wynagrodzeń; część z nich otrzymała dodatkowo odroczenie poboru. W obu przypadkach rezerwacja przestała być narzędziem ochrony realnego pracownika, a stała się towarem, który można „załatwić” przez odpowiednią instytucję. To tylko kilka najbardziej jaskrawych przykładów – podobnych spraw są w kraju już setki, a ich rzeczywista skala jest prawdopodobnie znacznie większa.
I tu właśnie widać zasadniczą zmianę. O ile wcześniej zarabiano na przetargach, majątku państwowym czy pozwoleniach, o tyle dziś – na możliwości pracy w instytucji dającej prawo do rezerwacji.
Nieprzypadkowo w centrum wielu takich schematów znajdują się właśnie przedsiębiorstwa państwowe i komunalne. Z analizy rejestru sądowego wynika, że spośród ponad 1150 postępowań karnych dotyczących fikcyjnego zatrudnienia po uruchomieniu nowego systemu, w 292 przypadkach udało się ustalić konkretną osobę prawną, a niemal w połowie z nich chodzi właśnie o sektor publiczny lub spółki z udziałem państwa.
Powód jest oczywisty: prawo do rezerwacji nie przysługuje wszystkim. Firma musi uzyskać status podmiotu o kluczowym znaczeniu, działać na rzecz przemysłu obronnego lub zapewniać potrzeby Sił Zbrojnych i spełniać określone kryteria. W obecnym modelu dla większości takich przedsiębiorstw podstawowy limit wynosi 50 proc. pracowników podlegających mobilizacji, a w niektórych branżach lub decyzją międzyresortowej komisji może zostać zwiększony – do 62, 67 i 82 procent, a nawet do 100 procent.
Pełne rezerwacje przewidziane są m.in. dla przedsiębiorstw sektora obronnego, energetyki oraz dla niektórych obszarów objętych działaniami wojennymi lub zagrożonych nimi. To właśnie różnice w statusach i limitach tworzą przestrzeń do handlu „miejscami” w odpowiednich strukturach.
Kwoty za „sprzedaż miejsca” w strukturze organizacji są różne. W niektórych sprawach chodzi o 800 czy 950 USD, w innych – o znacznie wyższych ustaleniach. Ważniejsze jest jednak coś innego: szkoda ma tu podwójny wymiar. Fikcyjny pracownik otrzymuje nie tylko odroczenie mobilizacji, lecz także wynagrodzenie z budżetu lub środków przedsiębiorstwa, co oznacza, że schemat korupcyjny bezpośrednio kosztuje podatników i gospodarkę.
Nie mniej wymowna jest reakcja systemu sprawiedliwości. Z 1151 postępowań jedynie 45 zakończyło się wyrokami. Wszystkie były skazujące, ale żaden nie zakończył się realnym pozbawieniem wolności: 21 osób otrzymało wyroki w zawieszeniu, pozostali – grzywny lub inne łagodne sankcje. Oznacza to, że ryzyko dla uczestników takich schematów pozostaje relatywnie niskie. Co więcej, wiele tych wyroków to efekt ugód ze śledztwem: oskarżony przyznaje się do winy, sprawa szybko trafia do sądu, a ten orzeka karę w zawieszeniu lub grzywnę. W rezultacie system formalnie reaguje, ale nie tworzy realnego efektu odstraszającego.
Jednocześnie byłoby błędem sprowadzać wszystko wyłącznie do korupcji. Rynek rezerwacji ma także podłoże ekonomiczne: w warunkach ostrego niedoboru kadr stał się dla biznesu narzędziem przetrwania. Państwo to dostrzega i próbuje dopasować system. Jak wskazuje wiceminister gospodarki Witalij Kindratiw, zaktualizowany model przewiduje siedem kryteriów, z których przedsiębiorstwo musi spełnić co najmniej trzy, aby uzyskać prawo do rezerwowania do 50 proc. pracowników (jeśli nie należy do sektora obronnego).
Jednocześnie nawet w systemie cyfrowym pojawiły się luki. Część firm nie rezerwowała wszystkich pracowników jednocześnie, lecz utrzymywała część „w rezerwie” – aby w razie kontroli ze strony TCK szybko zgłosić ich do systemu i zapewnić im odroczenie. Właśnie dlatego państwo wprowadziło dodatkową weryfikację: po złożeniu wniosku rezerwacja nie jest potwierdzana od razu, lecz w ciągu 72 godzin – czas ten służy sprawdzeniu danych w rejestrach i ograniczeniu takich manipulacji.
Równolegle Rada Najwyższa i jej właściwa komisja pracują nad własnym sposobem uporządkowania tego rynku.
Jedną z opcji, która jest obecnie szeroko dyskutowana, jest model rezerwacji poprzez rekrutację. Zakłada on, że przedsiębiorstwo będzie mogło zachować kluczowego pracownika, jeśli pomoże pozyskać do służby kilku nowych — trzech, pięciu, a nawet dziesięciu ochotników w zamian za jedną osobę objętą rezerwacją. Jak tłumaczy przewodniczący podkomisji ds. bezpieczeństwa państwa, obrony i innowacji obronnych w Komitecie Rady Najwyższej Fedir Wenisławski, chodzi o to, by biznes nie tylko „wykupywał” pracownika finansowo, ale realnie kompensował państwu zasoby mobilizacyjne. W założeniu ma to wzmacniać armię, a jednocześnie pozwalać zachować kluczowe kadry w gospodarce.
Logika tego rozwiązania jest zrozumiała: państwo próbuje odpowiedzieć na najważniejsze społeczne pytanie – o sprawiedliwość. Bezpośrednia opłata za rezerwację wyglądałaby jak przywilej dla najbogatszych i naruszałaby zasadę równości wobec prawa. Model oparty na rekrutacji przedstawiany jest więc jako kompromis: zamiast jednego zmobilizowanego państwo otrzymuje kilku nowych żołnierzy, a biznes – możliwość zatrzymania specjalisty. Nawet w tej formule problem jednak nie znika. Oczywiste jest, że łatwiej będzie ją realizować dużym firmom dysponującym środkami, kontaktami i zapleczem kadrowym. Ryzyko nierówności nie znika więc, a jedynie zmienia swoją formę.
W efekcie rezerwacja stała się samodzielnym czynnikiem rynku pracy, stabilności gospodarczej i ryzyk korupcyjnych. A to oznacza, że ich regulacja nie może mieć charakteru kosmetycznego, lecz powinna być elementem spójnej polityki państwa – z bardziej restrykcyjnymi zabezpieczeniami, przejrzystymi zasadami i uczciwą odpowiedzią na pytanie, gdzie kończy się wsparcie gospodarki, a zaczyna handel prawem do niewalczenia.
Wiktoria Czyrwa
Image by Valentin Baciu from Pixabay