Zima na zasilaniu awaryjnym

2 listopada 2026. W Ukrainie uruchamiają ogrzewanie w budynkach mieszkalnych. Tysiące kotłowni już pracują, ale nowy sezon grzewczy rusza w warunkach uszkodzonej infrastruktury energetycznej i regularnych przerw w dostawach prądu. Władze zapewniają, że kraj jest przygotowany na nadejście chłodów. Jednak najważniejsze pytanie tej zimy brzmi nie tylko, kiedy w mieszkaniach zrobi się ciepło, lecz także czy uda się utrzymać ogrzewanie po kolejnych rosyjskich atakach.

Według danych Ministerstwa Rozwoju Wspólnot i Terytoriów Ukrainy 30 października w kraju działało 6716 kotłowni. Ogrzewanie docierało do 2423 budynków mieszkalnych oraz 9716 placówek użyteczności publicznej, w tym szpitali, szkół i przedszkoli. W najbliższych dniach liczba ogrzewanych budynków powinna znacząco wzrosnąć, ponieważ w wielu miastach rozpoczyna się uruchamianie ogrzewania w blokach i kamienicach.

W Ukrainie nie ma jednej daty rozpoczęcia sezonu grzewczego. Decyzje podejmują samorządy, biorąc pod uwagę pogodę i stan przygotowania przedsiębiorstw komunalnych.

Zazwyczaj ogrzewanie uruchamia się, gdy średnia dobowa temperatura spada poniżej ośmiu stopni Celsjusza przez trzy kolejne dni. Jednak w ciągu ostatnich pięciu lat do tych czynników doszły skutki rosyjskich ostrzałów, stan infrastruktury energetycznej oraz zagrożenie kolejnymi atakami.

W Kijowie sezon grzewczy dla placówek użyteczności publicznej rozpoczął się już 16 października, natomiast ogrzewanie budynków mieszkalnych rusza 2 listopada. Władze miasta uprzedzają, że cały proces potrwa kilka dni. Stołeczna sieć ciepłownicza liczy około trzech tysięcy kilometrów, dlatego jednoczesne dostarczenie ciepła do wszystkich budynków jest technicznie niemożliwe.

W Tarnopolu i Chmielnickim ogrzewanie budynków mieszkalnych zaczęto uruchamiać 28 października. W Żytomierzu planowano rozpocząć dostawy ciepła do mieszkań 1 listopada, a w Połtawie i Czerkasach – 2 listopada. W pozostałych regionach terminy zależą od temperatury powietrza i decyzji lokalnych władz. Nawet po oficjalnym rozpoczęciu sezonu grzejniki nagrzewają się stopniowo. Pracownicy przedsiębiorstw komunalnych muszą napełnić instalacje wodą, sprawdzić ciśnienie, odpowietrzyć rury i usunąć ewentualne usterki.

Samo uruchomienie ogrzewania nie oznacza jednak, że w mieszkaniach będzie ciepło przez całą zimę. Nawet sprawne kotłownie i wyremontowane sieci ciepłownicze nie gwarantują, że grzejniki pozostaną gorące. Rosyjskie ataki na obiekty energetyczne mogą bowiem w każdej chwili zakłócić działanie systemów grzewczych.

A ataki nie ustają. Rosjanie uderzają w elektrownie, stacje elektroenergetyczne, linie wysokiego napięcia, a także instalacje wydobywcze i infrastrukturę gazową. Z powodu uszkodzeń systemu energetycznego w wielu regionach obowiązują już harmonogramy wyłączeń prądu. To dodatkowe zagrożenie dla dostaw ciepła.

Problem polega na tym, że nawet kotłownia gazowa potrzebuje energii elektrycznej. Bez niej nie działają pompy obiegowe, automatyka ani inne urządzenia niezbędne do dostarczania gorącej wody do budynków. Przerwy w dostawach prądu mogą więc pozbawić mieszkańców nie tylko światła, ale również ogrzewania. Szczególnie niebezpieczne są długotrwałe awarie podczas silnych mrozów, kiedy woda w nieczynnych instalacjach może zamarznąć i uszkodzić rury.

Najbardziej narażone są duże miasta, w których setki tysięcy mieszkańców korzystają z centralnego ogrzewania. W Kijowie rosyjskie ataki uszkodziły między innymi obiekty służące do wytwarzania i przesyłu energii elektrycznej. Uszkodzenia elektrociepłowni zagrażają nie tylko dostawom prądu, lecz także ogrzewaniu stolicy. Duże elektrociepłownie produkują bowiem jednocześnie energię elektryczną i ciepło dla znacznej części miasta.

Rząd próbuje zmniejszyć zależność miast od dużych obiektów energetycznych. W tym celu instalowane są niewielkie autonomiczne kotłownie, jednostki kogeneracyjne, które jednocześnie wytwarzają prąd i ciepło, oraz generatory awaryjne. Takie urządzenia pozwalają utrzymać działanie poszczególnych obiektów nawet w przypadku uszkodzenia centralnej infrastruktury.

Jak podaje Ministerstwo Rozwoju Wspólnot i Terytoriów Ukrainy, na początku lipca prawie 77 proc. obiektów zaopatrzenia w ciepło i wodę miało zapewnione rezerwowe źródła zasilania. Na budowę dodatkowych źródeł wytwarzania energii elektrycznej przeznaczono ponad 4,5 mld UAH. Ukraińskie samorządy otrzymały od partnerów międzynarodowych ponad 1100 agregatów prądotwórczych z silnikiem Diesla, kilkadziesiąt jednostek kogeneracyjnych i setki urządzeń do produkcji ciepła.

Według lipcowych danych ministerstwa zabezpieczeniami objęto 576 obiektów infrastruktury krytycznej, a prace zakończono wówczas w 110 z nich. Od tego czasu przygotowania trwały nadal, jednak liczby te pokazują, jak wiele pozostawało do zrobienia przed nadejściem zimy.

Sama obecność generatora nie gwarantuje jednak nieprzerwanego ogrzewania. Ważne jest, czy jego moc i zapasy paliwa wystarczą do długotrwałej pracy. Urządzenie przeznaczone do krótkotrwałego zasilania awaryjnego nie zawsze jest bowiem w stanie zastąpić normalne dostawy energii elektrycznej przez kilka dni.

Kolejnym zagrożeniem są rosyjskie ataki na infrastrukturę gazową. Według przedstawicieli rynku przed rozpoczęciem sezonu grzewczego Ukraina zgromadziła w podziemnych magazynach około 16 mld metrów sześciennych gazu. Jednak nawet duże zapasy nie rozwiązują wszystkich problemów. Jeśli Rosjanie poważnie uszkodzą instalacje wydobywcze, kraj może potrzebować dodatkowego importu z Europy, gdzie gaz jest znacznie droższy. Oznaczałoby to kolejne wydatki dla państwa i firm energetycznych, które już teraz potrzebują pieniędzy na odbudowę zniszczonej infrastruktury.

Nie mniej ważna jest kondycja finansowa przedsiębiorstw ciepłowniczych. Muszą one płacić za gaz, energię elektryczną, remonty urządzeń i wynagrodzenia pracowników. Tymczasem branża od lat zmaga się z narastającym zadłużeniem, między innymi z powodu nierozwiązanej kwestii rekompensat za różnicę między taryfami a rzeczywistymi kosztami dostarczania ciepła. W takich warunkach nawet dobrze przygotowane technicznie przedsiębiorstwo może nie mieć wystarczających środków na stabilne funkcjonowanie.

Najtrudniej będzie w miejscowościach położonych w pobliżu frontu. Do zwykłych problemów komunalnych dochodzi tam stałe zagrożenie ostrzałami, które zmuszają do wielokrotnego naprawiania uszkodzonych sieci i urządzeń. Dlatego budowa niewielkich lokalnych kotłowni staje się nie tylko sposobem modernizacji systemu, lecz koniecznością, bez której mieszkańcy mogą zostać pozbawieni ogrzewania.

Poprzednie zimy pokazały, że ukraińscy energetycy i pracownicy przedsiębiorstw komunalnych potrafią przywracać dostawy energii i ciepła nawet po poważnych zniszczeniach. Jednak nadchodząca zima ponownie wystawi ich na próbę. Dopiero wtedy przekonamy się, czy kotłownie będą mogły pracować podczas przerw w dostawach prądu, czy wystarczy generatorów i paliwa oraz jak szybko uda się usuwać awarie. Dla mieszkańców najważniejsze nie jest bowiem to, ile kotłowni uruchomiono jesienią, lecz czy zimą w ich domach będzie ciepło.

Wiktoria Czyrwa
Image by ri from Pixabay

Facebook
Twitter
LinkedIn