Krawczenko otworzył puszkę Pandory

15 września 2026. Rada Najwyższa 317 głosami wyraziła zgodę na odwołanie prokuratora generalnego Rusłana Krawczenki. Na tym jednak historia się nie skończyła: Krawczenko nie odszedł po cichu, a jego głośne oświadczenia zaostrzyły konflikt między organami ścigania. Pod znakiem zapytania stanęły uczciwość i profesjonalizm funkcjonariuszy tych organów, a wraz z nimi – zaufanie do podejmowanych przez nich decyzji procesowych.

Jeszcze tydzień temu, po operacji NABU i SAP pod kryptonimem „Kartagina”, Krawczenko oświadczał, że nie zamierza dobrowolnie odchodzić ze stanowiska, i zaprzeczał swojemu udziałowi w sprawie. Jednak 7 września, po spotkaniu z prezydentem, złożył rezygnację, nazywając ją decyzją polityczną. A w nocy 14 września, wciąż pozostając prokuratorem generalnym, wyjechał z Ukrainy.

Według informacji mediów granicę przekroczył w nocy samochodem służbowym. W Biurze Prokuratora Generalnego wyjaśniono, że chodzi o pięciodniową podróż służbową do Francji. Sam Krawczenko zaprzeczył doniesieniom o ucieczce i oświadczył, że planuje spotkania z partnerami międzynarodowymi.

Okoliczności wyjazdu wzbudziły jednak pytania. Według doniesień dziennikarzy Krawczenko sam wystawił sobie delegację. Wspominano o jego udziale w wydarzeniu organizowanym przez parlamentarną sieć ZPRE, jednak jej przedstawiciele poinformowali, że ani Krawczenko, ani jego przedstawiciele nie wezmą udziału w odpowiednim posiedzeniu. Ponadto, według dziennikarzy, żona prokuratora generalnego wyjechała z Ukrainy około dwóch dób przed mężem. Obecnie nie ma dowodów na to, że Krawczenko opuścił kraj nielegalnie lub nie zamierza wracać. Okoliczności podróży służbowej dały jednak podstawy do licznych pytań i przypuszczeń.

Ale zagraniczny wyjazd prokuratora generalnego to tylko część tej historii. Rankiem 14 września, będąc już za granicą, Krawczenko oświadczył, że podpisał zawiadomienie o podejrzeniu wobec dyrektora NABU Semena Krywonosa. Chodzi o wydarzenia z 2009 i 2014 roku. Według wersji przedstawionej w materiałach opublikowanych przez Krawczenkę, w pierwszym przypadku Krywonos miał rzekomo uznać ojcostwo cudzego dziecka, co pozwoliło mu skorzystać z amnestii w starym postępowaniu karnym, a następnie doprowadzić do wykreślenia wpisu o ojcostwie. Drugi epizod dotyczy okresu jego pracy w organach wymiaru sprawiedliwości oraz sprawy gruntowej, w której, według śledczych, miały występować korzyść majątkowa i fałszowanie dokumentów.

Krawczenko opublikował ponad 30 stron dokumentu. Jednocześnie poinformował o kolejnym podejrzeniu – wobec nienazwanej „osoby bliskiej szefowi SAP”, którą oskarżył o szereg naruszeń prawa. Kogo dokładnie miał na myśli, oficjalnie nie podano.

Równolegle z ogłoszeniem podejrzeń Krawczenko przedstawił własną wersję operacji „Kartagina”.Według niego jej prawdziwym celem było uzyskanie dostępu do materiałów postępowań karnych dotyczących kierownictwa i pracowników NABU oraz SAP, a także niedopuszczenie do podjęcia decyzji procesowych w tych sprawach.

Oświadczył również, że przedstawiciele organów antykorupcyjnych mieli proponować mu gwarancje nietykalności w zamian za odstąpienie od podejrzeń. Nie ma na to niezależnych potwierdzeń. NABU i SAP zaprzeczyły twierdzeniom Krawczenki.

NABU oświadczyło, że podczas przeszukań nie zabezpieczano akt postępowań karnych, o których mówił Krawczenko, i nigdy nikomu nie proponowano nietykalności. Jego działania nazwano tam kontynuacją systemowego ataku na niezależność organów antykorupcyjnych.

Sam Krywonos poinformował, że nie otrzymał zawiadomienia o podejrzeniu, a dokument opublikowany przez Krawczenkę nazwał „podejrzeniem z Telegrama”. Na zarzuty dotyczące wydarzeń z 2009 i 2014 roku nie odpowiedział jeszcze szczegółowo, nazywając opublikowane materiały sfałszowanymi.

Krawczenko utrzymuje natomiast, że zawiadomienie o podejrzeniu zostało sporządzone i podpisane zgodnie z wymogami Kodeksu postępowania karnego, informacje wprowadzono do Jednolitego Rejestru Postępowań Przygotowawczych, a dokument wysłano Krywonosowi pocztą. Na potwierdzenie opublikował paragon fiskalny oraz dane dotyczące śledzenia przesyłki Ukrposzty. Krywonos oświadczył, że dokumentu nie otrzymał.

Prawnicy, z którymi rozmawiały ukraińskie media, zwracają uwagę na zasadniczą różnicę: podpisanie zawiadomienia o podejrzeniu i prawidłowe zawiadomienie o nim danej osoby to nie to samo. To właśnie dochowanie procedury doręczenia stało się przedmiotem sporu.

Konflikt wyszedł jednak daleko poza ramy prawnej dyskusji o procedurze. Krawczenko faktycznie oskarżył kierownictwo NABU i SAP o wykorzystywanie swoich uprawnień do ochrony przed odpowiedzialnością karną. Na te oświadczenia Krawczenki ostro zareagował prezydent.

„Ten prokurator generalny ma tylko jedną drogę: odejście ze stanowiska. Właśnie to mu powiedziałem. Ukraina widziała wszystkie powody. Jeśli uważa to za nacisk polityczny, niech tak to nazywa” – oświadczył Wołodymyr Zełenski i wezwał deputowanych do niezwłocznego poparcia wniosku o odwołanie Krawczenki.

Tego samego dnia prezydent zawiesił Krawczenkę w pełnieniu obowiązków. Późnym wieczorem Biuro Prokuratora Generalnego faktycznie zdezawuowało działania swojego już zawieszonego szefa. BPG oświadczyło, że Krywonos nie został zawiadomiony o podejrzeniu w trybie przewidzianym przez Kodeks postępowania karnego, brak było ku temu podstaw prawnych, a oświadczenia o podejrzeniu są „pozbawione znaczenia prawnego”. Odpowiednie wpisy w Jednolitym Rejestrze Postępowań Przygotowawczych anulowano.

W rezultacie powstała niezwykle nietypowa sytuacja: dokument podpisany przez urzędującego wówczas prokuratora generalnego istnieje i został opublikowany. Krawczenko twierdzi, że został prawidłowo wysłany adresatowi, Krywonos mówi, że niczego nie otrzymał, a Biuro Prokuratora Generalnego po zawieszeniu swojego szefa oświadcza, że prawny fakt zawiadomienia o podejrzeniu nie zaistniał.

Nawet jeśli zawiadomienie Krywonosa o podejrzeniu nie wywoła skutków prawnych, materiały opublikowane przez Krawczenkę już pozostały w przestrzeni publicznej. Zwracają na to uwagę ukraińscy dziennikarze i komentatorzy polityczni: decyzję procesową można uchylić, ale publicznie postawione zarzuty nie znikają przez to automatycznie.

W praktyce istnieją dziś dwie przeciwstawne wersje. Według NABU i SAP „Kartagina” to śledztwo w sprawie działalności organizacji przestępczej powiązanej z funkcjonariuszami prokuratury, a późniejsze działania Krawczenki są próbą zdyskredytowania organów antykorupcyjnych. Według samego Krawczenki operację wykorzystano do uzyskania dostępu do spraw dotyczących kierownictwa NABU i SAP oraz powstrzymania przygotowywanych wobec nich decyzji procesowych.

Publicznie dostępnych dowodów, które pozwalałyby ostatecznie potwierdzić jedną z tych wersji i odrzucić drugą, na razie nie ma wystarczająco dużo. Kwestia personalna jest tymczasem praktycznie rozstrzygnięta: parlament wyraził zgodę na odwołanie Krawczenki, a teraz procedurę musi zakończyć prezydent.

Okazało się jednak, że znacznie łatwiej odwołać prokuratora generalnego, niż zakończyć konflikt, który wyszedł na jaw. Na tym właśnie, być może, polega otwarcie przez Krawczenkę puszki Pandory.

Kiedy organy ścigania publicznie oskarżają się nawzajem o łamanie prawa i nadużywanie swoich uprawnień, podważone zostaje zaufanie do całego systemu. I pojawia się proste pytanie: komu wierzyć, skoro sami funkcjonariusze organów ścigania twierdzą, że ich koledzy wykorzystują prawo jako narzędzie walki?

Wiktoria Czyrwa
Image by Łukasz Mrowiec from Pixabay

Facebook
Twitter
LinkedIn