5 listopada 2025. Współczesne konflikty zbrojne nie kończą się na froncie, rozgrywają się także w przestrzeni informacji, emocji i znaczeń. Rosyjska agresja na Ukrainę od 2014 roku toczy się równolegle jako wojna o świadomość. O to, jak nazwane zostaną wydarzenia, kto zostanie uznany za ofiarę, a kto za agresora. W tej wojnie o język uczestniczą nie tylko media, politycy i influencerzy, ale jak pokazuje raport Centrum Mieroszewskiego – także środowisko naukowe.
Raport „Narracje polityczne w duchu rosyjskiej propagandy. Raport na temat ich występowania w polskiej literaturze naukowej w latach 2014-2024”, autorstwa dr. Ernesta Wyciszkiewicza i dr. Bartłomieja Gajosa, to pierwsze w Polsce kompleksowe badanie tego rodzaju. Jego celem było oszacowanie skali obecności narracji zbieżnych z rosyjską propagandą w polskim dyskursie akademickim z zakresu humanistyki i nauk społecznych.
Autorzy nie pytają, kto „służy Kremlowi”, lecz jak język nauki, podobnie jak każdy inny dyskurs, może nieświadomie reprodukować pewne interpretacyjne ramy. Raport bada więc narracje, nie dezinformację: bo, jak piszą autorzy, narracja nie musi być fałszywa, staje się niebezpieczna wtedy, gdy przestaje być rozpoznawana jako narzędzie interpretacji.
Analiza objęła 377 publikacji naukowych z lat 2014-2024, pochodzących z repozytorium bibliotekanauki.pl, co stanowi około 43 proc. dorobku polskiej humanistyki i nauk społecznych z badanego okresu. Badacze zdefiniowali 44 kluczowe narracje prokremlowskie, oparte na analizie przemówień Władimira Putina, rosyjskich dokumentów ideologicznych oraz literatury propagandowej.
Wykorzystano zaawansowane narzędzia analizy języka naturalnego (text-mining) i sztucznej inteligencji, które pozwoliły identyfikować konkretne frazy i konteksty w korpusie ponad 600 tysięcy tekstów. Każdy wykryty fragment oceniono także pod względem wydźwięku (sentymentu) i funkcji w strukturze przekazu. W rezultacie powstała mapa narracji rosyjskich w polskiej literaturze naukowej, swoista „sieć opowieści”, które współtworzą krajobraz poznawczy i emocjonalny polskiego dyskursu o wojnie.
Autorzy wyróżniają cztery podstawowe kategorie narracji, odpowiadające strategicznym celom rosyjskiej polityki informacyjnej:
- delegitymizacja Ukrainy,
- legitymizacja działań Rosji,
- dyskredytacja Zachodu,
- demobilizacja społeczeństwa polskiego.
Najczęściej występujące motywy to: „Ukraina podzielona” (200 publikacji), „Ukraina skorumpowana” (126), „Ukraina jako upadłe państwo” (105) „Ukraina jako marionetka Zachodu” (99).
Razem tworzą one spójną siatkę delegitymizacji – przedstawiają Ukrainę jako kraj słaby, niezdolny do reform, zależny od Zachodu. Taki obraz, nawet jeśli pojawia się w kontekście analizy naukowej, może nieświadomie utrwalać rosyjski schemat interpretacyjny.
Raport nie stwierdza świadomej afirmacji rosyjskich przekazów w nauce. Przeciwnie, większość tekstów ma charakter opisowy lub krytyczny. Jednak sama obecność określonych ram pojęciowych, np. mówienie o „wojnie domowej” w Donbasie zamiast o rosyjskiej agresji, może wpływać na sposób, w jaki odbiorca interpretuje fakty. To przykład działania framingu, czyli ram interpretacyjnych: sposób nazwania zjawiska decyduje o jego rozumieniu. Jak podkreśla raport, język nauki nie jest przezroczysty, jego precyzja jest kluczem do odporności informacyjnej. Autorzy podkreślają paradoks: by demaskować propagandę, trzeba o niej mówić, ale każde przywołanie narracji ją wzmacnia.
Podczas prezentacji raportu badacze podkreślali, że sytuacja nie jest tak zła, jak zakładano, prorosyjskie narracje pojawiają się rzadziej, niż przewidywano. Jednak ich skuteczność wynika nie z liczby, lecz z emocjonalnego oddziaływania.
Szczególnie groźne są narracje łączące delegitymizację Ukrainy z dezinformacją o Zachodzie. Działają one demobilizująco, wywołują lęk, poczucie bezradności i przekonanie, że Polska nie ma wpływu na bieg wydarzeń. To właśnie ta emocjonalna demotywacja stanowi dziś największe zagrożenie dla odporności społecznej.
Zwrócono też uwagę na psychologiczne mechanizmy odbioru propagandy: człowiek sam „dorysowuje” brakujące elementy, dopasowując je do swoich przekonań. Dlatego propaganda rzadko działa wprost, pozostawia przestrzeń dla interpretacji, w której odbiorca sam buduje sens.
Równie istotny jest czynnik środowiskowy: grupy radykalne reagują impulsywnie, natomiast środowiska akademickie, wolniej, ale często bez dostrzeżenia niebezpiecznych implikacji językowych. W efekcie, jak zauważyli autorzy, nawet niewinna publikacja lub podcast z udziałem rosyjskiego „eksperta” może służyć legitymizacji propagandowej narracji.
Raport i dyskusja wokół niego pokazują także szerszy problem- zanik znaczenia prawdy jako wartości społecznej. W świecie przesyconym opiniami odbiorcy coraz trudniej rozróżniają fakty od komentarzy, a „narracja” staje się dominującą formą rozumienia rzeczywistości. To zjawisko sprzyja rosyjskiej strategii informacyjnej: w chaosie interpretacyjnym każda opinia wydaje się równie ważna jak fakt. Propaganda nie musi więc przekonywać, wystarczy, że relatywizuje.
Dodatkowym zagrożeniem jest zmiana źródeł informacji: coraz mniej osób szuka wiedzy w tradycyjnych źródłach, coraz więcej, w mediach społecznościowych, na TikToku czy w odpowiedziach generowanych przez AI. To tam rozgrywa się dziś główny front wojny narracyjnej. Jak zauważyli autorzy, nauka w tej sytuacji traci zasięg, choć zachowuje autorytet. Aby przeciwdziałać dezinformacji, musi się zdigitalizować, wejść w przestrzeń, gdzie odbiorcy naprawdę są.
W zakończeniu raportu autorzy postulują powołanie międzyśrodowiskowej grupy roboczej, z udziałem naukowców, redakcji i ekspertów, której zadaniem byłoby opracowanie kodeksu dobrych praktyk językowych. Celem nie jest cenzura, lecz podniesienie świadomości komunikacyjnej: umiejętność rozpoznawania propagandowych ram, właściwego cytowania i komentowania źródeł, a także reagowania na dezinformację bez jej wzmacniania.
Wojna informacyjna przenika wszystkie sfery życia, od mediów po uniwersytety. Dlatego, jak piszą autorzy, odporność informacyjna nie polega na milczeniu, ale na rozumieniu. To nie tylko kwestia polityczna, lecz etyczna, dotyczy odpowiedzialności za słowo, które może legitymizować lub demaskować kłamstwo.
Nune Gevorgian
Obraz Pete Linforth z Pixabay