Spekulacje na blackoucie

13 października 2025. Po kolejnym ostrzale infrastruktury energetycznej i wyłączeniu prądu w Kijowie oraz innych miastach sprzedawcy generatorów, stacji zasilania oraz powerbanków szybko i znacznie podnieśli ceny. To nie tylko oburzyło kupujących, ale również zainteresowało służbę podatkową.

Kiedy w wyniku ostrzału Kijowa i innych regionów ludzie zostali bez prądu i wody prawie przez dobę, kraj ogarnęła dobrze znana fala paniki zakupowej. Mieszkańcy znowu rzucili się do sklepów po generatory, powerbanki, stacje ładowania, przejściówki i przedłużacze. Już po kilku dniach ceny sprzętu do zasilania awaryjnego zaczęły rosnąć tak samo gwałtownie, jak w najciemniejsze dni zimy 2022 roku.

Tym razem nawet państwo nie pozostało obojętne. O sytuacji oficjalnie poinformowała p.o. szefowej Państwowej Służby Podatkowej, Lesia Karnauch. Jak powiedziała, popyt na urządzenia do zasilania awaryjnego wzrósł tak gwałtownie, że niektórzy sprzedawcy zaczęli aktualizować ceny dosłownie co godzinę.

 „W ciągu ostatniego tygodnia koszt niektórych modeli wzrósł nawet o trzydzieści procent. Podczas gdy ludzie siedzieli bez prądu i wody przez 12–18 godzin, a energetycy robili wszystko, aby przywrócić światło w naszych domach, niektórzy postanowili dorobić się na cudzej biedzie. Już rejestrujemy przypadki gwałtownego wzrostu cen — w niektórych sytuacjach cena tej samej stacji zasilania wzrosła o ponad 2 tys. UAH w ciągu dwóch godzin” — podkreśliła szefowa skarbówki.

Służba podatkowa zareagowała, ponieważ skargi napływały ze wszystkich regionów. W sklepach, w których rano można było kupić stację zasilania średniej klasy za 18–19 tysięcy UAH, wieczorem cena sięgała już 21–22 tysięcy. Podobna sytuacja dotyczyła powerbanków: najpopularniejsze modele o pojemności 20–30 tysięcy miliamperogodzin drożały w ciągu dnia o kilkaset hrywien. W mediach społecznościowych użytkownicy dzielili się zrzutami ekranu pokazującymi, że różnica między starą a nową ceną tej samej pozycji wynosiła ponad 10 proc. czasem w zaledwie dwie–trzy godziny.

Ukraina już przez to przechodziła. Jesienią 2022 roku, po pierwszych masowych atakach na system energetyczny, ceny przenośnych generatorów skoczyły o 30–60 proc. w zaledwie kilka dni. Ludzie stali w kolejkach przed sklepami, śledzili nowe dostawy w internecie, wykupywali nawet egzemplarze wystawowe. Najtańsze generatory benzynowe o mocy 1–1,5 kW dosłownie zniknęły, pozostawały jedynie droższe modele — a średni rachunek rósł, nawet jeśli oficjalnie nikt nie podnosił cen wszystkich towarów jednocześnie.

W 2023 roku, gdy państwo zniosło ulgi na import generatorów i przywróciło VAT oraz cło, sieci handlowe również zareagowały błyskawicznie. Już po kilku tygodniach ceny wzrosły o 5–10 proc., a niektórzy dostawcy zaczęli sprzedawać zapasy „ulgowych” partii drożej niż nowe. Wtedy ekonomiści tłumaczyli: rynek działa zgodnie z prawami popytu, ale społeczeństwo — według prawa przetrwania. Kiedy prąd znika, nikt nie ma czasu czekać na „sprawiedliwą” cenę.

W 2024 roku, po kolejnej fali ataków, rząd ponownie rozszerzył listę urządzeń energetycznych zwolnionych z VAT i cła. Tymczasowo obniżyło to średnie ceny, ale nie zlikwidowało głównego problemu — spekulacyjnych podwyżek w dniach szczytowego zapotrzebowania. Gdy w kraju wyłącza się prąd na kilka godzin lub dni, część sprzedawców znów „podkręca” cenniki. W dużych sieciach handlowych pojawiają się komunikaty o „tymczasowym braku promocji” lub „aktualizacji cen w związku z kursem walut”. W praktyce oznacza to jedno — rynek szykuje się, by zarobić na ciemności.

Sieci detaliczne bronią się argumentem o rosnących cenach hurtowych i kosztach logistyki. Eksperci jednak zwracają uwagę, że właśnie te „chwilowe” skoki w ciągu kilku godzin nie mają ekonomicznego uzasadnienia — to raczej czysta spekulacja, gdy popyt eksploduje, a kupujący są gotowi zapłacić każdą cenę. Na platformach sprzedażowych różnice w cenie tego samego modelu mogą sięgać tysięcy hrywien, a „gorące” towary potrafią zmieniać cenę kilka razy dziennie.

Zachowanie kupujących tylko wzmacnia tę dynamikę. Z doświadczeń lat 2022–2023 Ukraińcy pamiętają, że deficyt generatorów trwał tygodniami, dlatego teraz wolą działać z wyprzedzeniem. W mediach społecznościowych krążą rady typu „kupuj teraz, bo jutro będzie drożej” — i ta zbiorowa panika staje się samospełniającym się proroctwem. Nawet ci, którzy już mają zapasowe źródła energii, modernizują swoje urządzenia, wywierając dodatkową presję na rynek.

Służba podatkowa apeluje do sprzedawców detalicznych, by powstrzymali się od zawyżania cen, i przypomina, że rejestruje przypadki nadużyć. Jednak przy braku państwowej regulacji cen w tym segmencie możliwości kontroli są ograniczone. Jednak niektórzy ekonomiści przypominają, że Ukraina funkcjonuje w warunkach gospodarki rynkowej. Tu cena kształtuje się wyłącznie na podstawie popytu i podaży, a każda administracyjna interwencja państwa może przynieść odwrotny skutek — wywołać deficyt, przeniesienie sprzedaży do szarej strefy lub zakłócić równowagę między uczestnikami rynku. Dlatego, ich zdaniem, zadaniem państwa nie jest dyktowanie ceny, lecz zapewnienie przejrzystości i uczciwej konkurencji, by konsument sam mógł zdecydować, komu powierzyć swoje pieniądze.

Maksimum, co może zrobić służba podatkowa, to zwrócić uwagę opinii publicznej i zmusić sprzedawców, by tymczasowo „przyhamowali” swoje apetyty. Jeśli chodzi o nabywców, to uspokajają się oni tym, że gdy tylko napięcie w sieci energetycznej spadnie, ceny również stopniowo się ustabilizują. Do następnego blackoutu.

Wiktoria Czyrwa
Image by Alexandra_Koch from Pixabay

Facebook
Twitter
LinkedIn