21 października 2026. W Ukrainie zaostrzył się konflikt między firmami zajmującymi się skupem złomu a hutami. Te pierwsze domagają się zniesienia zakazu eksportu, ponieważ wskutek spadku popytu znalazły się na skraju bankructwa. Drugie nalegają na utrzymanie ograniczeń, obawiając się, że po wznowieniu produkcji zabraknie im surowca.
Z powodu rosyjskich ostrzałów i wstrzymania pracy części hut firmom skupującym złom coraz trudniej znaleźć nabywców. Według danych branżowego stowarzyszenia UАWtormet w magazynach zalega około 60 tys. ton złomu o wartości 300 mln UAH. Przedsiębiorcy domagają się zgody na jego sprzedaż za granicę i już grozili protestami.
Eksport złomu jest jednak praktycznie zablokowany: od początku 2026 roku w Ukrainie obowiązuje zerowy kontyngent eksportowy. Rząd wprowadził to ograniczenie, aby zachować surowiec dla krajowych hut. Przetwarzanie złomu w kraju jest bowiem korzystniejsze niż jego sprzedaż za granicę: oznacza miejsca pracy, wpływy podatkowe i produkcję gotowych wyrobów.
Jak informuje prezes UАWtormetu Wołodymyr Bublej, obecnie nie pracuje około 150 zakładów zajmujących się skupem i przygotowaniem złomu. Każdy z nich wydaje miesięcznie od 50 do 150 tys. UAH na czynsz, podatki, energię elektryczną i ochronę. Z powodu braku nabywców ceny niektórych rodzajów złomu spadły do 2 UAH za kilogram. Przedsiębiorstwom coraz trudniej utrzymać pracowników i kontynuować działalność.
Od stycznia do sierpnia 2026 roku w Ukrainie zebrano 971,7 tys. ton złomu, o 27,7 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Jednocześnie dostawy do hut zmniejszyły się zaledwie o 7,2 proc., do 925,4 tys. ton.
Oznacza to, że ilość zbieranego złomu spada znacznie szybciej niż jego zużycie. To niepokojący sygnał również dla samych hut, ponieważ przedsiębiorstwa, które dziś zaprzestają zbierania złomu, jutro mogą już nie wznowić działalności.
We wrześniu przedstawiciele UАWtormetu zaapelowali do rządu o zmianę ograniczeń i zaproponowali dopuszczenie eksportu do UE w wysokości do 200 tys. ton rocznie. Ich zdaniem pomogłoby to firmom skupującym złom przetrwać, nie pozbawiając ukraińskich hut potrzebnego surowca.
Hutnicy uważają jednak, że obecne trudności ze zbytem nie oznaczają jeszcze nadwyżki złomu. W wyniku okupacji regionów przemysłowych, działań wojennych i zaminowania terenów Ukraina utraciła znaczną część źródeł jego pozyskiwania. Gdy zaś zakłady, które obecnie nie pracują, wznowią produkcję, zapotrzebowanie na surowiec wzrośnie. Jeśli do tego czasu znaczne ilości złomu zostaną wywiezione za granicę, huty mogą stanąć w obliczu niedoborów.
Według szacunków stowarzyszenia Ukrmetalurhprom przetworzenie jednej tony złomu w ukraińskich hutach przynosi około 15 tys. UAH wpływów podatkowych. Dlatego hutnicy przekonują, że dla państwa korzystniejsze jest wspieranie własnej produkcji stali niż czerpanie dochodów wyłącznie ze sprzedaży surowca.
Jest jeszcze jeden powód ich sprzeciwu. Prezes Ukrmetalurhpromu Ołeksandr Kalenkow przypomina, że w 2025 roku Ukraina wyeksportowała niemal 449 tys. ton złomu. Według niego część surowca wywożono do Polski bez uiszczania ukraińskiego cła eksportowego, a stamtąd kierowano do innych krajów, w tym do Turcji. Stowarzyszenie szacuje straty budżetu wynikające z takich operacji na ponad 2 mld UAH.
Dlatego hutnicy opowiadają się nie tylko za przedłużeniem zakazu, lecz także za zmianą zasad eksportu. Pod koniec września firmy zrzeszone w Europejskim Stowarzyszeniu Biznesu (EBA) zaproponowały rządowi utrzymanie zerowego kontyngentu na 2027 rok albo wprowadzenie cła w wysokości 180 EUR za tonę na wszystkich kierunkach eksportu, z uwzględnieniem międzynarodowych zobowiązań Ukrainy.
Firmy skupujące złom protestują przeciwko takiemu rozwiązaniu: przy europejskiej cenie złomu wynoszącej 270–300 EUR za tonę i kosztach transportu sięgających około 70 EUR takie cło sprawiłoby, że eksport stałby się nieopłacalny. Innymi słowy, formalne zezwolenie na wywóz przy jednoczesnym ustanowieniu tak wysokiej stawki oznaczałoby w praktyce utrzymanie zakazu.
Czy jednak w Ukrainie rzeczywiście nagromadzono nadmiar złomu? Dyrektor ośrodka analitycznego GMK Center Stanisław Zinczenko zwraca uwagę, że przed pełnoskalową wojną w kraju zbierano około 4 mln ton złomu rocznie. Same zakłady Interpipe przy pełnym wykorzystaniu mocy produkcyjnych mogły zużywać 1–1,5 mln ton. Na tym tle 60 tys. ton zalegających obecnie w magazynach nie jest wcale tak dużą ilością. Jego zdaniem problem nie polega na nadmiarze surowca, lecz na tym, że obecny popyt na złom nie odzwierciedla przyszłych potrzeb przemysłu.
W samym środku konfliktu znalazły się również odlewnie, które także wykorzystują złom, ale z powodu spadku liczby zamówień nie mogą w pełni wykorzystywać swoich mocy produkcyjnych. Przedstawiciele branży proponują najpierw ustalić rzeczywiste zapotrzebowanie ukraińskich zakładów, zabezpieczyć niezbędne rezerwy surowca, a resztę dopuścić do eksportu. Wymaga to wiarygodnych danych o ilości zbieranego złomu, jego zapasach i zużyciu.
Ostatecznie to właśnie brak uzgodnionego bilansu utrudnia rozwiązanie sporu. Firmy skupujące złom widzą surowiec, którego nie mogą dziś sprzedać, a hutnicy – materiał, którego jutro może im zabraknąć. Dopóki każda ze stron posługuje się własnymi wyliczeniami, rządowi trudno ustalić, ile złomu rzeczywiście można wywieźć bez szkody dla ukraińskiego przemysłu.
Do końca roku ukraiński rząd musi zdecydować czy przedłużyć zakaz eksportu złomu na 2027 rok, czy dopuścić jego wywóz pod określonymi warunkami. Być może rozwiązaniem okaże się ograniczony eksport, pod warunkiem zaspokojenia potrzeb krajowego przemysłu. Najpierw jednak państwo musi ustalić, ile złomu znajduje się w Ukrainie, ile potrzebują go krajowe zakłady i jaką część można bezpiecznie sprzedać za granicę.
Wiktoria Czyrwa
Image by wal_172619 from Pixabay