20 stycznia 2021 roku. Zawieszony w czynnościach sędziego Sądu Konstytucyjnego Ołeksandr Tupicki, wczoraj nie mógł wejść na salę sądową i do gabinetu szefa Trybunału Konstytucyjnego.

Uniemożliwili to pracownicy Zarządu Państwowej Służby Ochrony Ukrainy (odpowiednik dawnego polskiego Biura Ochrony Rządu). Tupicki wezwał do budynku Trybunału funkcjonariuszy Narodowej Policji Ukrainy i złożył zawiadomienie, że uniemożliwiono mu podjęcie pracy. Policjanci obiecali rozpoznać sprawę.

  • Pod koniec grudnia 2020 r. prezydent Wołodymyr Zełenski, mocą swojego dekretu, zawiesił Ołeksandra Tupickiego w czynnościach sędziego Sadu Konstytucyjnego na dwa miesiące.
  • Sąd Konstytucyjny i jego sędziowie znaleźli się w centrum uwagi po skandalicznej decyzji z 27 października 2020 r. w sprawie niekonstytucyjności jawnych majątkowych deklaracji elektronicznych polityków i niektórych uprawnień Narodowej Agencji Zapobiegania Korupcji. Rada Najwyższa, ponaglana przez prezydenta Zełenskiego przywróciła już uprawnienia NAZK i procedury antykorupcyjne.
  • 28 grudnia Prokuratura Generalna wysłała zawiadomienie w mailu o podejrzeniu szefa Sądu Konstytucyjnego Ukrainy O. Tupickiego o przekupieniu świadka i wprowadzenia w błąd sądu w sprawie rozporządzenia majątkiem zakładów energo-mechanicznych w obwodzie donieckim.

Całą tą sprawę trudno potraktować anegdotycznie. Zwalczanie korupcji, jawność majątków decydentów, transparentność w tworzeniu i stosowaniu prawa to warunki wiarygodności Ukrainy w oczach wspierających ją międzynarodowych instytucji finansowych, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. To także świadectwo prawdziwych intencji ekipy prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Jak widać, nie tylko my w Polsce mamy problem z sądem konstytucyjnym, choć konsekwencje w przypadku obu krajów są różne. I poważne.

Dariusz Szymczycha