26 stycznia 2026. Rząd rozważa możliwość sprzedaży do 25 proc. akcji NAEK „Enerhoatom” w ramach programu dużej prywatyzacji. Poinformował o tym minister gospodarki, środowiska i rolnictwa Ołeksij Sobolew, przebywając na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Jak podkreślił, realizacja takiego projektu wymagałaby zaangażowania dużych instytucji finansowych oraz uzgodnionego stanowiska partnerów europejskich.
Nie chodzi o pełną zmianę formy własności, lecz o częściową sprzedaż strategicznego aktywa w celu pozyskania inwestycji. Jednocześnie minister przyznał, że duże europejskie spółki z sektora jądrowego borykają się obecnie z własnymi problemami finansowymi i operacyjnymi, co utrudnia potencjalne zainteresowanie ukraińskim aktywem – zarówno w czasie wojny, jak i bezpośrednio po jej zakończeniu. Według niego tego typu transakcje są możliwe wyłącznie w przypadku wspólnej decyzji na poziomie Unii Europejskiej.
Sobolew wiąże ideę częściowej prywatyzacji Energoatomu z niedoborem środków publicznych. Jak zaznaczył, państwo nie jest w stanie samodzielnie sfinansować wszystkich potrzeb spółki — od modernizacji po odbudowę po wojnie – dlatego rząd rozpatruje pozyskanie kapitału prywatnego jako jedno z możliwych narzędzi.
Eksperci szacują potencjalną wartość 25 proc. Energoatomu w przedziale od 1,5 do 2,5 mld USD, bez uwzględnienia Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej, która obecnie znajduje się pod okupacją. W przypadku powrotu elektrowni pod kontrolę Ukrainy wycena aktywa mogłaby wzrosnąć wielokrotnie.
Analitycy zwracają uwagę na znaczące przychody operacyjne spółki, wysokie wskaźniki EBITDA oraz relatywnie niewielkie zadłużenie. Jednocześnie, ze względu na ryzyka wojenne, potencjalni nabywcy będą uwzględniać w cenie istotny dyskont ryzyka, co obniża wycenę Energoatomu. W takich warunkach wartość jednej czwartej spółki eksperci oceniają na około 1,6–2,2 mld USD.
Dodatkowym czynnikiem wpływającym na cenę pozostaje mechanizm nałożenia specjalnych obowiązków (PSO) – rekompensata preferencyjnych taryf dla ludności. Zdaniem ekspertów zniesienie lub rewizja tego mechanizmu mogłaby znacząco podnieść atrakcyjność inwestycyjną spółki.
Osobną kwestią są ryzyka reputacyjne spółki. Pomimo głośnej sprawy antykorupcyjnej ujawnionej pod koniec 2025 roku przez NABU i SAP, dotyczącej wyprowadzania środków z tej firmy inwestorzy nie uznają jej za czynnik krytyczny dla wyceny aktywa. Przeciwnie, wzmocnienie kontroli oraz odnowa ładu korporacyjnego mogą zostać odebrane jako sygnał gotowości spółki do zmian.
Eksperci są zgodni, że potencjalnymi nabywcami udziałów Energoatomu raczej nie będą prywatni gracze przemysłowi. Najbardziej prawdopodobne jest zainteresowanie ze strony inwestorów instytucjonalnych — dużych funduszy inwestycyjnych i emerytalnych z UE i USA, a także międzynarodowych instytucji finansowych, takich jak IFC, EBRD czy DFC. Nie wyklucza się również wariantu sprzedaży w ramach szerszych międzynarodowych porozumień dotyczących odbudowy Ukrainy.
Dyskusje o częściowej prywatyzacji strategicznych spółek energetycznych w Ukrainie nie są nowe. Już na początku lat 2000. w rządzie rozważano możliwość sprzedaży udziałów w Naftogazie pod warunkiem wcześniejszej restrukturyzacji oraz wprowadzenia zabezpieczeń przed koncentracją własności. Analizowano wówczas m.in. doświadczenia Włoch, gdzie „ludowa” prywatyzacja ENI, dużej państwowej spółki naftowo-gazowej, zakładała zachowanie kontroli państwa oraz ograniczenia dla dużych akcjonariuszy.
Żaden z tych planów nie został jednak zrealizowany: Naftogaz pozostał w całości własnością państwa, a idea prywatyzacji była każdorazowo odkładana z powodów politycznych lub gospodarczych.
Dzisiejsza dyskusja wokół Energoatomu w istocie przywraca Ukrainę do starego pytania: czy państwo jest gotowe dopuścić kapitał prywatny do strategicznej energetyki i na jakich warunkach jest to możliwe.