30 sierpnia 2026 roku. Rosyjskie ataki na magazyny i centra dystrybucyjne zmuszają ukraińskie sieci handlowe do przebudowy dotychczasowego systemu dostaw. Zamiast dużych, scentralizowanych magazynów szukają dodatkowych obiektów, wytyczają alternatywne trasy i zwiększają bezpośrednie dostawy od producentów do sklepów. Jednocześnie sieci próbują dzielić z dostawcami ryzyko utraty towarów podczas ostrzałów. Dla klientów nowy model może oznaczać mniejszy wybór, okresowe braki niektórych produktów i dodatkową presję na ceny.
Sierpień był jednym z najtrudniejszych miesięcy dla ukraińskiego handlu spożywczego. Rosyjskie ataki uszkodziły kilka dużych obiektów logistycznych w obwodzie kijowskim. Z eksploatacji został praktycznie wyłączony liczący około 50 tys. m² powierzchni kompleks logistyczny NOVUS, ucierpiały też cztery centra dystrybucyjne Fozzy Group. W wyniku ataków zginęło sześciu pracowników.
Szczególnie mocno ucierpiała sieć „Fora”. W ciągu miesiąca zaatakowano kilka jej magazynów, w tym obiekty, z których zaczęła korzystać w zastępstwie już wcześniej uszkodzonych. Straty po jednym tylko ataku firma szacowała na około 1,15 mld UAH, kolejny spowodował szkody przekraczające 100 mln UAH.
Zniszczenie dużych centrów dystrybucyjnych postawiło sieci przed dwoma problemami. Pierwszy – jak szybko dostarczać towary do setek sklepów bez dotychczasowych węzłów logistycznych. Drugi – kto ma zapłacić za towar, który został już przekazany sieci handlowej, ale później zniszczyła go w jej magazynie rosyjska rakieta.
Przed ostatnią falą ataków system był stosunkowo prosty. Producent dostarczał produkty do centrum dystrybucyjnego sieci, po ich przyjęciu prawo własności przechodziło na detalistę, a ten rozwoził towar do swoich sklepów. Producent nie otrzymywał jednak pieniędzy od razu: standardowe umowy przewidują odroczony termin płatności, który może wynosić 30–50 dni.
Oznacza to, że w momencie ewentualnego ataku producent poniósł już koszty surowców, wyprodukował towar i przekazał go sieci, ale jeszcze nie otrzymał za niego pieniędzy. Teraz duzi detaliści próbują zmienić ten system.
Jak podała „Ekonomiczna Prawda”, która dotarła do pism i aneksów do umów, po sierpniowych atakach ATB, NOVUS, „Silpo” i „Fora” zaproponowały dostawcom nowe warunki współpracy. Chodzi o podział strat w przypadku zniszczenia towarów w magazynach i centrach dystrybucyjnych.
NOVUS, „Silpo” i „Fora” proponują dzielić takie straty po połowie: jeśli produkty zostaną zniszczone, dostawca nie otrzyma połowy kwoty, którą sieć miała mu zapłacić. Najbardziej rygorystyczny wariant zaproponowało ATB.
W przypadku zniszczenia towaru sieć chce uznawać, że prawo własności nie przeszło z dostawcy na detalistę. W efekcie całą stratę miałby ponosić producent. Producenci nie zgadzają się z takim podejściem. Ich główny argument jest prosty: nie mogą odpowiadać za towar, który został już przekazany sieci i znajduje się na terenie jej obiektu logistycznego. Organizacje branżowe zrzeszające producentów zwracały się już do rządu z propozycją uregulowania takich relacji i stworzenia mechanizmu rekompensat za produkty zniszczone w centrach dystrybucyjnych.
ATB tłumaczy natomiast zmianę umów krytyczną sytuacją w branży i podkreśla, że nowe warunki są przedmiotem negocjacji, a nie ultimatum. Sieć zadeklarowała również gotowość do rozmów o terminach płatności, cenach zakupu i innych warunkach współpracy.
Podczas gdy sieci i dostawcy spierają się o to, kto powinien ponosić straty związane ze zniszczonym towarem, detaliści muszą rozwiązać inny problem – jak zaopatrywać sklepy bez uszkodzonych centrów dystrybucyjnych. Sierpniowe ataki pokazały słabość samego modelu logistycznego, w którym duże ilości towarów koncentrują się w kilku centrach dystrybucyjnych. Dlatego sieci zaczęły rozpraszać zapasy oraz szukać zapasowych magazynów i alternatywnych tras.
„Fora” zwiększyła między innymi bezpośrednie dostawy od producentów do sklepów, a niektóre kategorie towarów dostarcza praktycznie „z kół”. NOVUS przekierował część dostaw przez obiekty zapasowe i inne regionalne węzły.
Handel detaliczny stopniowo odchodzi więc od uzależnienia od dużych centrów dystrybucyjnych na rzecz bardziej rozproszonego systemu dostaw. Taki system jest bezpieczniejszy: zniszczenie jednego obiektu nie powinno już paraliżować dostaw do całej sieci. Jest jednak droższy i trudniejszy w zarządzaniu. I właśnie tutaj interesy sieci i producentów znów się przecinają. Bezpośrednie dostawy oznaczają, że zamiast jednej dużej partii wysyłanej do centrum dystrybucyjnego dostawca musi przygotowywać mniejsze partie i rozwozić je do znacznie większej liczby punktów. W ten sposób część obciążeń logistycznych, które wcześniej brał na siebie detalista, przechodzi na dostawcę.
Przebudowa tego systemu wymaga czasu, dlatego sieciom na razie nie udaje się całkowicie uniknąć zakłóceń w dostawach niektórych towarów. Pierwsze skutki zniszczeń infrastruktury logistycznej klienci zobaczyli już na sklepowych półkach. Po ataku 5 sierpnia z niektórych sklepów w Kijowie i obwodzie kijowskim tymczasowo znikały poszczególne towary, a sieci ostrzegały, że przywrócenie pełnego asortymentu może potrwać.
Detaliści nie spodziewają się jednak na razie systemowego niedoboru żywności. Według Ukraińskiego Stowarzyszenia Detalistów najbardziej narażone pozostają produkty o krótkim terminie przydatności do spożycia: nabiał, mięso, ryby, jaja, warzywa i inne produkty świeże. W ich przypadku nawet krótkie opóźnienie w dostawie ma znacznie poważniejsze konsekwencje.
Detaliści nie spodziewają się jednak na razie systemowego niedoboru żywności. Według Ukraińskiego Stowarzyszenia Detalistów najbardziej narażone pozostają produkty o krótkim terminie przydatności do spożycia: nabiał, mięso, ryby, jaja, warzywa i inne produkty świeże. W ich przypadku nawet krótkie opóźnienie w dostawie ma znacznie poważniejsze konsekwencje.
Z cenami sytuacja jest bardziej skomplikowana. Sama przebudowa logistyki nie oznacza automatycznie wzrostu cen produktów. Koszty w łańcuchu dostaw jednak obiektywnie rosną.
Sieci potrzebują nowych magazynów, dodatkowych tras i rezerwowych mocy logistycznych. Producenci – większej liczby środków transportu i bardziej skomplikowanego systemu dostaw, jeśli część produktów trzeba wozić bezpośrednio do sklepów. A jeśli dostawcy zgodzą się dodatkowo pokrywać część wartości towaru zniszczonego w magazynach sieci, do kosztów logistycznych dojdzie ryzyko utraty już dostarczonych produktów. Producent może je zrekompensować na dwa sposoby: zmniejszyć własną marżę albo spróbować uwzględnić dodatkowe koszty w cenie sprzedaży. W tym drugim przypadku sieć będzie z kolei decydować, jaką część podwyżki przenieść na cenę detaliczną.
Jest jeszcze jedno ryzyko. Dla dużego producenta dodatkowe koszty mogą być dotkliwe, ale możliwe do udźwignięcia. Dla niewielkiego dostawcy jednoczesna utrata partii towaru, konieczność ponownego jej wyprodukowania oraz dodatkowe koszty dostawy mogą stać się znacznie poważniejszym problemem. Jeśli część takich firm ograniczy dostawy albo całkowicie zrezygnuje ze współpracy z dużymi sieciami, klient odczuje to nie tylko w cenach, ale również w mniejszym wyborze.
Na razie sieci handlowe i producenci próbują uzgodnić, kto i jaką część nowych kosztów związanych z wojną powinien wziąć na siebie. W jednej kwestii są zgodni: samo przerzucenie ryzyka z jednej strony na drugą nie rozwiązuje problemu. Zarówno detaliści, jak i producenci mówią o potrzebie stworzenia przez państwo mechanizmu ubezpieczeń lub rekompensat za straty spowodowane rosyjskimi atakami.
Taki mechanizm powinien pokrywać przynajmniej część wartości towarów i mienia zniszczonych w wyniku rosyjskich ataków. Pozwoliłoby to uniknąć przerzucania całego ryzyka wojennego na jedną ze stron, a ostatecznie – również na konsumenta. Dostępne obecnie rozwiązania nie wystarczają, by rozwiązać ten problem, dlatego każdy kolejny atak ponownie stawia producentów i detalistów przed tym samym pytaniem: kto zapłaci za zniszczony towar.