Konsekwencje Mindiczgate

20 listopada 2025 roku. Brak większości parlamentarnej, możliwe przeformatowanie rządu oraz groźba dymisji kierownictwa Kancelarii Prezydenta — tak wyglądają realia Ukrainy po Mindiczgate.

Najpoważniejszy kryzys rozgrywa się w Radzie Najwyższej. Po tym, jak za pierwszym podejściem nie udało się odwołać ministrów uwikłanych w skandal korupcyjny — Switłany Hrynczuk i Hermana Hałuszczenki — zaczęto otwarcie mówić, że w Radzie nie ma już większości. Izba nie jest zdolna podejmować decyzji. I nie mówi o tym wyłącznie opozycja: wewnątrz samej frakcji Sługa Ludu powstały grupy, które mówią wprost o koniecznych decyzjach personalnych wobec najbliższego otoczenia prezydenta, a nawet o wyjściu z monowiększości, jeśli takich decyzji nie będzie.

Na tym tle szczególne znaczenie miało pojawienie się oświadczenia grupy deputowanych Sługi Ludu z Mykytą Poturajewem na czele.

Poturajew zaproponował stworzenie w Radzie Najwyższej nowej, szerokiej „koalicji odporności narodowej” z udziałem wszystkich sił proukraińskich, która zrezygnowałaby z partyjnych kwot i kuluarowych ustaleń oraz powołała technokratyczny rząd złożony ze specjalistów o nienagannej reputacji. Taki gabinet, jego zdaniem, powinien otrzymać wyraźny mandat antykryzysowy — zapewnienie obrony, stabilności gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego oraz twardą walkę z korupcją. Działalność Biura Prezydenta, według inicjatorów, powinna być maksymalnie przejrzysta, a śledztwo NABU–SAP należy wykorzystać jako szansę na odnowienie władzy i odbudowę zaufania do instytucji państwowych.

Aktywizowały się również frakcje opozycyjne — przede wszystkim Europejska Solidarność. Już od kilku dni frakcja blokuje mównicę, domagając się przeformatowania rządu.

Partia Petro Poszenki zebrała najwięcej podpisów za dymisją rządu — w momencie pisania tekstu podpisało się ponad 70 deputowanych. Do wprowadzenia sprawy do porządku obrad potrzeba jednak 150 głosów.

Argument opozycji jest prosty: w kryzysie wywołanym Mindiczgate rozwiązania częściowe nie działają, a partnerzy Ukrainy zgodzą się na odbudowę zaufania dopiero po pełnym przeformatowaniu władzy. Żądanie spotkania prezydenta ze wszystkimi liderami frakcji to także element nowej formy nacisku, który pokazuje, że parlament próbuje odzyskać podmiotowość utraconą w latach dominacji monowiększości.

Politolodzy uważają, że ostatni skandal korupcyjny obnażył kilka strukturalnych problemów. To spadek dyscypliny w partii władzy, narastającą wewnętrzną konkurencję między grupami wpływu, konflikty między częścią frakcji a Biurem Prezydenta, a przede wszystkim poczucie toksyczności, które teraz towarzyszy każdej propozycji objęcia stanowiska rządowego.

Dlatego w prognozach analityków pojawiają się dość twarde wnioski.

Jeśli Rada Najwyższa nie znajdzie nowej konfiguracji współpracy — czy to poprzez przeformatowaną monowiększość, czy poprzez koalicję sił proukraińskich — kolejnym etapem może być polityczny impas. Już teraz Rada Najwyższa jest zmuszona przekładać uchwalenie budżetu na rok 2026, obawiając się, że głosów po prostu zabraknie.

Na tle możliwego przeformatowania parlamentu i rządu ożyły również rozmowy o ewentualnej dymisji szefa Biura Prezydenta Andrija Jermaka, którego wpływ na Wołodymyra Zełenskiego oraz na wszystkie procesy w państwie jest nie do przecenienia. Co więcej, na „taśmach Mindicza” Jermak występuje pod pseudonimem „Alibaba” . Według deputowanego Jarosława Żelezniaka to właśnie Jermak „prowadził narady i wydawał polecenia organom ścigania, by kontynuowały presję na NABU i SAP”.

Część deputowanych uważa, że to właśnie zmiana szefa Biura Prezydenta może „rozładować” kryzys i zatrzymać rozpad monowiększości. Choć oficjalnie frakcja Sługa Ludu zapewnia, że żadnych decyzji w sprawie Jermaka nie ma, do przestrzeni publicznej przenika kilka scenariuszy. Wśród kandydatów na następcę Jermaka wymienia się byłą ambasador Ukrainy w USA, Oksanę Markarową. Istnieje również wersja, że dymisja Jermaka będzie fikcyjna, a jego miejsce zajmie premierka Julia Swyrydenko, uważana za osobę z jego otoczenia. Mówi się też, że Biuro Prezydenta może objąć osoba z doświadczeniem bojowym.

Zdaniem części ekspertów przeformatowanie rządu jest nieuniknione, dlatego coraz częściej pojawiają się spekulacje, kto mógłby objąć stanowisko premiera. Najczęściej pada nazwisko ministra transformacji cyfrowej Mychajła Fedorowa. i Fedorow od dawna pojawia się w wewnętrznych układankach jako kandydat na fotel premiera: jeszcze po dymisji Denysa Szmyhala, według źródeł, oczekiwał możliwej nominacji. Uważa się, że jego technokratyczny wizerunek i wsparcie części zachodnich partnerów czynią tę kandydaturę logiczną w warunkach poszukiwania gabinetu zdolnego szybko ustabilizować sytuację.

Kilka źródeł zakłada również, że jako potencjalnego premiera można brać pod uwagę jedną z niepublicznych postaci bloku gospodarczego rządu — jednak ich nazwiska nie zostały bezpośrednio wymienione w mediach i pozostają na poziomie przypuszczeń. Ale, jak to często bywa w ukraińskiej polityce, sytuacja może rozwinąć się w całkowicie nieprzewidywalny sposób.

Wiktoria Czyrwa
Image by Markus Winkler from Pixabay

Facebook
Twitter
LinkedIn