12 sierpnia 2026. Była premier Julia Swyrydenko może objąć nowe stanowisko – stanąć na czele Naftohazu Ukrainy. Oficjalnej decyzji na razie nie ma, jednak kilka niezależnych źródeł informuje, że jej kandydatura jest poważnie rozważana, a w radzie nadzorczej zebrano już liczbę głosów potrzebną do podjęcia takiej decyzji.
Źródła z otoczenia Swyrydenko zaprzeczają, jakoby jej nominacja była już przesądzona. Nie odpowiadają jednak wprost na pytanie, czy taka roszada kadrowa jest planowana. Na razie mowa więc jedynie o jednym ze scenariuszy personalnych, które w Ukrainie zmieniają się niemal z dnia na dzień.
Sam ten scenariusz jest jednak interesujący co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, Swyrydenko jeszcze niedawno stała na czele rządu i nie ma doświadczenia w branży naftowo-gazowej. Co więcej, ostatnio wymieniano ją jako główną kandydatkę na stanowisko ambasadora Ukrainy w USA, jednak według doniesień medialnych odrzuciła tę propozycję.
Po drugie, Naftohaz zaledwie trzy tygodnie temu otrzymał nowego tymczasowego szefa: rada nadzorcza spółki powierzyła obowiązki prezesa zarządu dyrektorowi handlowemu Serhijowi Fedorenko po tym, jak jego poprzednik Serhij Korecki stanął na czele rządu.
Powołując Fedorenkę, który ma ponad dziesięcioletnie doświadczenie w branży naftowo-gazowej, rada nadzorcza wyraźnie podkreślała, że kluczowym zadaniem nowego p.o. prezesa będzie przygotowanie do sezonu grzewczego. Czyli zgromadzenie zapasów gazu, odbudowa infrastruktury uszkodzonej w rosyjskich atakach oraz kontynuowanie współpracy z partnerami międzynarodowymi.
Jak twierdzą ukraińskie media, pierwotny plan był właśnie taki: Fedorenko miał pełnić obowiązki prezesa, a po zakończeniu sezonu grzewczego miała zapaść decyzja w sprawie konkursu i wyboru stałego szefa Naftohazu. Teraz najwyraźniej pojawił się inny wariant – wprowadzić Julię Swyrydenko do zarządu, powierzyć jej obowiązki prezesa, a konkurs przeprowadzić dopiero później.
Ostatecznej decyzji, powtórzmy, nie ma. Widać jednak przygotowania do ewentualnych zmian kadrowych. W sierpniu uzupełniono skład rady nadzorczej Naftohazu. Jednym z przedstawicieli państwa został Ołeksij Sobolew, który przez długi czas pracował ze Swyrydenko w Ministerstwie Gospodarki.
Główne pytanie dotyczące ewentualnej kandydatury Swyrydenko wiąże się z brakiem doświadczenia właśnie w sektorze naftowo-gazowym. Przypomnijmy, była premier pracowała w sektorze prywatnym, Czernihowskiej Obwodowej Administracji Państwowej i Ministerstwie Gospodarki, była pierwszą wicepremier i minister gospodarki, a od lata 2025 roku stała na czele rządu. W tym czasie zajmowała się polityką inwestycyjną, negocjacjami międzynarodowymi, reformami gospodarczymi oraz współpracą z zachodnimi partnerami. Dla szefa dużej państwowej spółki są to niewątpliwe atuty. Zwłaszcza w przypadku Naftohazu, który zależy nie tylko od wyników operacyjnych, ale również od dostępu do międzynarodowego finansowania i porozumień z zagranicznymi partnerami.
Naftohaz to jednak nie tylko negocjacje i zarządzanie. To wydobycie, import i magazynowanie gazu, przygotowania do zimy, dziesiątki spółek należących do grupy oraz infrastruktura znajdująca się pod ciągłymi rosyjskimi atakami. Po uderzeniach w obiekty wydobycia gazu Ukraina musi jednocześnie odbudowywać własną produkcję, gromadzić gaz w magazynach i zapewniać finansowanie importu. Nowy szef będzie musiał wdrożyć się we wszystkie te procesy praktycznie w przededniu sezonu grzewczego.
Dlatego ewentualne zastąpienie Fedorenki przez Swyrydenko wygląda nietypowo. Zamiast branżowego menedżera, któremu jeszcze w lipcu powierzono przygotowanie spółki do zimy, Naftohaz może otrzymać polityka i menedżera szczebla państwowego, ale bez doświadczenia w branży.
Z drugiej strony analitycy zwracają uwagę, że właśnie polityczna pozycja Swyrydenko może przemawiać na jej korzyść. Szef Naftohazu musi nie tylko zarządzać spółką, lecz także negocjować z rządem, międzynarodowymi instytucjami finansowymi, zagranicznymi partnerami i darczyńcami. Pod tym względem była premier dysponuje możliwościami, których może nie mieć typowy menedżer branżowy.
Pytanie sprowadza się więc do tego, kogo Naftohaz potrzebuje obecnie bardziej: człowieka, który zna branżę od podszewki, czy silnego politycznie menedżera z bezpośrednim dostępem do najwyższego szczebla decyzyjnego.
Ewentualna nominacja Swyrydenko ma zresztą jeszcze jedną, niemal historyczną paralelę. Niektórzy eksperci już żartują, że Ukraina wchodzi w drugi odcinek serialu „Julia i gaz”. Ponad trzydzieści lat temu inna Julia – Tymoszenko – również rozpoczęła swoją drogę do wielkiej polityki właśnie od biznesu energetycznego. W połowie lat 90. stanęła na czele korporacji Zjednoczone Systemy Energetyczne Ukrainy, jednego z największych wówczas handlarzy gazem w kraju. Później trafiła do Rady Najwyższej, została wicepremierem odpowiedzialnym za sektor paliwowo-energetyczny, a następnie dwukrotnie stanęła na czele rządu. W przypadku Swyrydenko, jeśli rzeczywiście obejmie Naftohaz, droga będzie niemal lustrzanym odbiciem – od fotela premiera do sektora gazowego.
Oczywiście na tym podobieństwa właściwie się kończą. Inne czasy, inna gospodarka, inny Naftohaz i zupełnie inny model zarządzania państwem. Swyrydenko, w przeciwieństwie do Tymoszenko z połowy lat 90., wchodzi też do branży nie jako przedsiębiorca gazowy, lecz jako menedżer państwowy.
Czy Julia Swyrydenko rzeczywiście zostanie prezesem zarządu Naftohazu – przekonamy się w najbliższym czasie. Ukraińska polityka kadrowa wielokrotnie już pokazywała bowiem, że nawet scenariusz, który wydaje się ostatecznie uzgodniony, może zostać przepisany w ostatniej chwili.