23 lipca 2025. Dziesiątki tysięcy ludzi w Kijowie i innych miastach Ukrainy wyszły na protest przeciwko kontrowersyjnej ustawie, która podporządkowuje NABU i SAP Prokuraturze Generalnej. Sądząc po ostrym tonie haseł na plakatach, społeczeństwo obywatelskie nie zamierza milcząco przełknąć kolejnej inicjatywy władz, którą aktywiści uważają za atak na antykorupcyjne instytucje oraz brak szacunku wobec partnerów międzynarodowych.
Zaraz po wczorajszym głosowaniu przewodniczący Rady Najwyższej Rusłan Stefanczuk, a następnie prezydent Wołodymyr Zełenski podpisali dokument, po czym został on opublikowany w monitorze „Gołos Ukrainy”. Oznacza to, że ustawa już weszła w życie.
W tradycyjnym orędziu do narodu Wołodymyr Zełenski zapewnił, że „infrastruktura antykorupcyjna będzie dalej działać, tylko bez rosyjskich wpływów. (…) Oczywiście, że NABU i SAP będą pracować. Ważne jest, że Prokurator Generalny jest nastawiony na to, aby w Ukrainie rzeczywiście zapewniono nieuchronność kary dla tych, którzy łamią prawo. I to jest coś, czego naprawdę potrzeba Ukrainie. Sprawy, które leżały odłogiem, muszą być prowadzone” – oświadczył Zełenski.
Przy tym prezydent nawet nie wspomniał o masowych protestach, które wybuchły w związku z przyjęciem i podpisaniem tej ustawy.
Ludzie trzymali w rękach „mocne” plakaty : „Ręce precz od NABU!”, „263 zdrajców państwa” (tylu właśnie deputowanych głosowało za kontrowersyjną ustawą), „Ustawa 12414 – to autokracja, a nie demokracja”, „Nie cofajcie kraju do czasów Janukowycza”.
W prasie i mediach społecznościowych jest wiele krytyki zarówno pod adresem samej treści ustawy, jak i deputowanych, którzy za nią głosowali. Szczególnie oberwało się przedstawicielom Tatarów krymskich w parlamencie – liderowi Mustafie Dżemilewowi i Tamile Taszewej, którzy uchodzili za pewne autorytety moralne. Część ekspertów wyraziła rozczarowanie działaniami społeczności krymsko-tatarskiej, która na własnej skórze doświadczyła autorytaryzmu, ucisku i bezkarności władzy.
Większość ekspertów i dziennikarzy zabrała głos w krytyce władz – niektórzy bardzo ostro, nie przebierając w słowach. Wszyscy są zgodni, że wraz z przyjęciem tej ustawy Ukraina odeszła od kursu europejskiego i zbliżyła się do autorytaryzmu.
Zdaniem przedsiębiorcy i analityka Walerego Piekara doszło do złamania niepisanej „umowy społecznej” po Rewolucji Godności – porozumienia o zachowaniu europejskiego kierunku rozwoju, dla którego społeczeństwo było gotowe przymykać oko na inne problemy władzy.
„Protesty to nie tyle obrona NABU czy SAP, co reakcja na zagrożenie odwrotu od demokracji i wartości europejskich. Udział młodzieży i weteranów wojny pokazał, że ludzie są gotowi zrezygnować z autocenzury i otwarcie wystąpić przeciwko działaniom władzy, nawet w czasie stanu wojennego” – uważa ekspert.
Są jednak i inne opinie: niektórzy eksperci zwracają uwagę na niską efektywność pracy NABU – gdy większość głośnych spraw nie trafia do sądu, a staje się elementem PR-u i medialnego szumu.
Ekonomiczny ekspert Ołeh Posternak uważa, że ustawę o podporządkowaniu proceduralnym NABU Prokuraturze Generalnej należało przyjąć już kilka lat temu. Jego zdaniem brak kontroli nad NABU doprowadził do poważnych nadużyć, a nawet współpracy z rosyjskimi służbami specjalnymi, na co wskazują ostatnie przeszukania i zatrzymania pod zarzutem zdrady państwa.
„ W ciągu 10 lat istnienia NABU, dzięki Biuru do budżetu wróciło jedynie 0,8 mld UAH. A pochłonęła ta struktura prawie 10 (!) mld UAH! Oznacza to, że na każdą odzyskaną do budżetu hrywnę Biuro wydało 12 UAH podatników” – podkreśla Posternak.
Niemniej głosy w obronie tej ustawy toną w morzu krytyki i uzasadnionych obaw, że po jej przyjęciu Ukraina może napotkać poważne niezrozumienie ze strony zachodnich partnerów. Niektórzy analitycy już zasugerowali, że kraj może zostać pozbawiony ruchu bezwizowego z Europą i wstrzymane może zostać finansowanie.
Jeszcze wczoraj protestujący domagali się od prezydenta Zełenskiego zawetowania ustawy, ale po jej podpisaniu szukają nowych mechanizmów wycofania kontrowersyjnego dokumentu. Jak powiedział poseł Jarosław Żelezniak, już rozpoczął zbieranie podpisów w celu złożenia wniosku do Trybunału Konstytucyjnego o uznanie ustawy za niezgodną z ustawą zasadniczą i jej unieważnienie.
Jednak zdaniem byłego zastępcy przewodniczącego Centralnej Komisji Wyborczej Andrija Mahery istnieje znacznie skuteczniejsza droga – zarejestrowanie projektu ustawy o zmianach w Kodeksie postępowania karnego, w którym zostaną poprawione wszystkie niedociągnięcia obecnej ustawy. Mahera zaznacza jednak, że aby taki projekt przeszedł pomyślnie, trzeba uzyskać poparcie społeczne i międzynarodowe.
Podczas dzisiejszego spotkania kierownictwa Prokuratury Generalnej, NABU i SAP z prezydentem stało się jasne, że nie udało się osiągnąć wspólnego stanowiska. Wołodymyr Zełenski po spotkaniu oświadczył, że „słyszy społeczeństwo”, a organy ścigania są gotowe „pracować w zespole, wyłącznie konstruktywnie i dla dobra Ukrainy”.
Z kolei NABU i SAP miały zupełnie inną reakcję: instytucje te podkreślają, że przyjęte przez parlament zmiany istotnie ograniczają ich niezależność.
„Od teraz NABU i SAP są pozbawione gwarancji, które wcześniej umożliwiały im skuteczne realizowanie swoich zadań i funkcji w walce z korupcją na najwyższym szczeblu. Dla przywrócenia pełnowartościowej i niezależnej pracy potrzebne są wyraźne i jednoznaczne kroki na poziomie ustawy, które przywrócą gwarancje uchylone przez parlament” – podkreślono w oświadczeniu.
Organy antykorupcyjne liczą na aktywną postawę społeczną Ukraińców oraz wsparcie partnerów międzynarodowych.
A tymczasem protesty trwają. Ukraińcy nie zamierzają milczeć – jak i w 2013 roku, kiedy były prezydent Wiktor Janukowycz próbował nagle zmienić wektor polityki zagranicznej kraju z zachodniego na prorosyjski. Wśród radykalnej części społeczeństwa już pojawiają się głosy, że jeśli Wołodymyr Zełenski nadal będzie ignorował opinię Ukraińców, może to się to dla niego skończyć tak samo, jak dla Janukowycza.
Wiktoria Czyrwa
Foto: Olena Dub, Euromaidanpress