11 lutego 2026. Szef Funduszu Mienia Państwowego Dmytro Natalucha, powołany na to stanowisko niespełna miesiąc temu, w wywiadzie dla „Forbesa” opowiedział, czy w Funduszu pozostali „ludzie Mindicza”, czym jest „ukryta prywatyzacja” oraz jakie aktywa planuje się wystawić na sprzedaż w najbliższym czasie.
Jak podkreślił Dmytro Natalucha, w 2025 roku Fundusz zadeklarował wobec Ministerstwa Finansów cel w wysokości 2,5 mld UAH i przekroczył go o 170 proc., ponieważ faktyczne wpływy wyniosły 4,3 mld UAH. Od początku bieżącego roku do funduszu likwidacji skutków zbrojnej agresji Federacji Rosyjskiej trafiło już 75 mln UAH – są to środki pochodzące ze sprzedaży majątku objętego sankcjami.
„W tym roku naszym minimum jest utrzymanie wyników z ubiegłego roku. Maksimum – rozpoczęcie realizacji trudnych, lecz krytycznie ważnych projektów, w tym dotyczących bezpieczeństwa żeglugi morskiej” – powiedział szef FMP.
Zaznaczył, że obecnie dochodzi do ukrytej prywatyzacji poprzez zarządzających majątkiem, kiedy wszystkie zyski trafiają do prywatnych kieszeni, a całe ryzyko i straty pozostają po stronie państwa i obciążają budżet. Dlatego potrzebna jest zmiana – odejście od roli „zarządcy spadku”, przecenionego majątku postsowieckiego w kierunku instytucji, która skutecznie zarządza kapitałem państwowym i staje się motorem napędowym gospodarki narodowej.
O funduszu rozwoju
Wyjście Dmytro Natalucha widzi w konsolidacji aktywów w ramach koncernów, ich oczyszczeniu, uzdrowieniu oraz dalszym określeniu ich miejsca w strukturze ukraińskiej gospodarki. Część tych aktywów może pozostać własnością państwa, lecz na zupełnie innych zasadach – bez setek pośredników, którzy jedynie „wysysają” zasoby, pozostawiając cały ciężar negatywnych skutków państwu.
„To powinien być działający fundusz rozwoju – skoncentrowany na efektywnym zarządzaniu kapitałem państwowym, a nie na jego doraźnym wykorzystywaniu czy wyprzedaży aktywów” – podkreśla Natalucha.
Jego zdaniem przyszły ukraiński fundusz rozwoju może zostać zbudowany na wzór indonezyjskiego INA. Indonezja, nie dysponując nadzwyczajnymi dochodami z surowców naturalnych, utworzyła fundusz z kapitałem początkowym w wysokości 5 mld USD – 2 mld USD z budżetu państwa oraz 3 mld USD z banków państwowych.
Następnie fundusz określił strategiczne sektory – logistykę, farmację i półprzewodniki – i rozpoczął współinwestowanie wraz z kapitałem prywatnym. W ciągu roku na 300 mln USD środków publicznych udało się przyciągnąć 1,2 mld USD inwestycji prywatnych, czyli w proporcji jeden do czterech. Fundusz wchodzi w projekty jako inwestor mniejszościowy z horyzontem wyjścia 3–5 lat, czasem pozostawiając niewielki udział państwowy w celu ograniczenia ryzyk regulacyjnych i podatkowych.
„W kierunku takiego modelu może zmierzać także nasz Fundusz. Nie chodzi o totalną wyprzedaż aktywów. Chodzi o wprowadzenie zdrowego rozsądku do zarządzania kapitałem państwowym i odejście od traktowania go jako zasobu do tymczasowego ‘wysysania’” – zaznaczył szef FMP.
O wpływach Mindicza
Według Dmytra Nataluchy w Funduszu Mienia Państwowego było trzech urzędników powiązanych z bohaterem sprawy „Midas” Timurem Mindiczem. Jednak po powołaniu Nataluchy, każdy z nich zgłosił się i oświadczył, że nie chce powodować żadnych niedogodności, nie zamierza brać na siebie publicznego ciężaru i jest gotów odejść bez problemów. Dwóch z nich zostało już zwolnionych, trzeci jest w trakcie dopełniania formalności.
„Czy ma sens organizowanie dalszego polowania na czarownice i inicjowanie postępowań służbowych? Tylko wtedy, gdy istnieją dowody realnej szkody dla budżetu państwa lub pracy Funduszu” – uważa Natalucha.
O „zagubionych” aktywach
Szef Funduszu Mienia Państwowego zwraca uwagę, że strona internetowa Funduszu nie posiada nawet angielskiej wersji, co zawęża możliwości zagranicznych inwestorów w zakresie zapoznania się z informacjami. Dlatego w najbliższym czasie zostanie przeprowadzony audyt i pełna inwentaryzacja majątku państwowego, po czym powstanie internetowa mapa aktywów państwowych, aby raz na zawsze przenieść te informacje do przestrzeni publicznej.
Według Nataluchy obecnie ewidencjonowanych jest 2219 obiektów państwowych, z których 53 proc. znajduje się w stanie upadłości lub w trakcie likwidacji, jest położonych na terytoriach czasowo okupowanych, objętych sankcjami albo posiada zadłużenie, zajęcia komornicze i inne obciążenia.
Oznacza to, że ponad połowa aktywów Funduszu ma problemowy charakter.
„Gdy mówi się, że państwo ma ‘duży majątek’, trzeba rozumieć rzeczywisty stan rzeczy. Na przykład spośród 572 przedsiębiorstw pozostających w zarządzaniu jedynie około 50 proc. ma uregulowany stan prawny majątku, a w 44 proc. nie podpisano nawet statutów. To oznacza, że często po prostu nie wiemy, czym faktycznie dysponujemy, a dyrektorzy takich przedsiębiorstw w praktyce nie podlegają Funduszowi i mogą ignorować jego wymagania” – stwierdził Dmytro Natalucha.
O planach prywatyzacyjnych
Szef FMP przedstawił plany prywatyzacyjne na najbliższe pół roku. Chodzi o co najmniej cztery obiekty: Odeski Zakład Przyportowy, Ocean Plaza, Demuryński Kombinat Górniczo-Wzbogacający oraz Mikołajowski Zakład Tlenku Glinu.
Jak zaznaczył Natalucha, w przypadku OZP największą obawą inwestorów są ryzyka wojenne. Nawet długi Firtasza (około 193 mln USD) budzą mniejsze obawy niż lokalizacja w obwodzie odeskim. W OZP występują również odrębne kwestie środowiskowe z potencjalnymi ryzykami.
Odrębnym kierunkiem szef Funduszu nazwał bank ziemi.
„Naszym zadaniem jest maksymalne skalowanie tego sukcesu: rozszerzenie puli gruntów, tworzenie większych i bardziej atrakcyjnych pakietów oraz znaczące zwiększenie świadomości społecznej na temat funkcjonowania tego instrumentu. W perspektywie może to przerodzić się nawet w częściową ofertę publiczną banku ziemi – z możliwością dla obywateli inwestowania w papiery wartościowe i uzyskiwania dochodu nie jako użytkownicy gruntów, lecz jako inwestorzy” – powiedział Dmytro Natalucha.
Wiktoria Czyrwa