18 września 2020. Tydzień temu Olha Buslavets, pełniąca obowiązki Ministra Energii Ukrainy ogłosiła, że resort zrezygnuje z projektu mostu energetycznego Polska- Ukraina.

Jej deklaracja wzbudziła różne komentarze, gdyż most energetyczny Polska- Ukraina był w poprzednich latach przedmiotem dyskusji i planów biznesu z obu krajów. Co się zatem stało?

Pojawia się opinia, że Pani Buslavets jako pełniąca obowiązki ministra, w kontekście możliwych w zmian w rządzie Ukrainy (te zmiany mają zaś kontekst wyborczy: 25 października będą wybory samorządowe i chodzi o notowania kandydatów z prezydenckiej partii Sługa Narodu), może pozwolić sobie na szczerość. To może być sygnał do ukraińskich oligarchów zaangażowanych w energetykę, którym zależy na eksporcie tańszej energii do UE. Jej źródłem mogą być moce wytwórcze w Ukrainie, ale też z Białorusi. Most energetyczny pozwoliłby im zdyskontować przewagi cenowe, jakie mają nad innymi producentami prądu.

Pani minister podkreśliła, że projekt mostu wcześniej był przedstawiany jako źródło finansowania budowy bloków energetycznych nr 3 i nr 4 elektrowni jądrowej Chmielnicki. Jednak teraz ministerstwo szuka innych sposobów inwestowania, które pozwolą na zwiększenie mocy elektrowni jądrowej.

Co zdaje się jednak najmocniejszym argumentem, Ukraina zamierza zsynchronizować swój system energetyczny z systemem europejskim ENSTO-E. Planowane to jest w lipcu 2022 roku. Po co wiec koncentrować się na jednym z możliwych połączeń, skoro zadaniem jest synchronizacja całego systemu? Jest wystarczająco dużo innych punktów, dzięki którym sieci energetyczne Ukrainy i UE zostaną ostatecznie połączone. Ukraina jest teraz połączona ze Słowacją, Węgrami, Polską i Rumunią trzema liniami energetycznymi o napięciu 750 kV, trzema liniami energetycznymi o mocy 400 kV i jedną o mocy 220 kV.  Trudno odmówić logiki takiemu podejściu.

Jest w tej sprawie „wątek polski”, a dokładniej obecnie nieczynnej linii przesyłowej 750 kV Chmielnicki- Rzeszów. Eksperci wskazują, że jest ona w niezłym stanie i przy stosunkowo niewielkim nakładzie środków, możliwy byłby import tańszej energii elektrycznej z Ukrainy. Tymczasem w kwietniu 2020 roku minister Piotr Naimski skierował list do byłego już ministra byłego Ministerstwa Energii i Ochrony Środowiska Ukrainy, w którym stwierdził, że import energii z elektrowni Chmielnicki nie jest w polskich planach. Zaś przywrócenie przesyłu energii na linii Chmielnicki- Rzeszów nie jest wykonalne ze względów technicznych i finansowych. Podkreślił, że polska polityka energetyczna w zakresie bezpieczeństwa dostaw opiera się na wytwarzaniu prądu w oparciu o krajowe zasoby produkcyjne.

Czy projekt mostu energetycznego rozsypie się? Ukraiński portal www.dsnews.ua pisze, że „lobbing projektu będzie prawdopodobnie kontynuowany, ponieważ zainteresowane nim są duże firmy zagraniczne. Konsorcjum utworzone dla projektu obejmuje Westinghouse (USA), francuski państwowy EDF (87 proc. własnością rządu francuskiego, największego przedsiębiorstwa energetycznego w Europie), polską Polenergia International (rozwija morską energię wiatrową, sprzedaje gaz i energię elektryczną w Europie Środkowej), węgierski MVM (krajowa 100 proc. udział państwa).”

Dariusz Szymczycha