Bezrobotni są, rąk do pracy brak

27 sierpnia 2026. W Ukrainie powstała paradoksalna sytuacja: bezrobocie pozostaje dość wysokie, a jednocześnie firmom brakuje pracowników. Co więcej, liczba ofert pracy nie maleje, a osób poszukujących zatrudnienia formalnie jest wystarczająco dużo. Dlaczego pracodawcy nie mogą znaleźć potrzebnych specjalistów i co tak naprawdę dzieje się na ukraińskim rynku pracy?

Skalę bezrobocia w czasie wojny trzeba oceniać na podstawie kilku różnych źródeł. Od początku pełnoskalowej inwazji Państwowa Służba Statystyki nie publikuje danych dotyczących poziomu bezrobocia, dlatego bieżące szacunki przedstawiają m.in. organizacje międzynarodowe i agencje badawcze. Według prognozy MFW w 2026 roku bezrobocie wyniesie 10,2 proc., a w 2027 roku może wzrosnąć do 11,3 procenta. Dla porównania, szacunek za 2025 rok wynosił 11,6 procenta.

Według danych agencji badawczej Info Sapiens w lipcu 2026 roku stopa bezrobocia w Ukrainie wynosiła 11,3 procenta. Jednocześnie Centrum Strategii Ekonomicznej, na podstawie danych Work.ua i Robota.ua, obliczyło, że na jedną nową ofertę pracy przypada średnio 2,5 nowego CV. Formalnie więc podaż siły roboczej przewyższa liczbę nowych ofert, ale nie eliminuje to niedoboru pracowników.

Osobno Państwowa Służba Zatrudnienia prowadzi ewidencję osób, które oficjalnie uzyskały status bezrobotnego. Pod koniec czerwca było ich 93,1 tys. – o 2,2 proc. mniej niż rok wcześniej i o 1,3 proc. mniej niż w maju.

Łącznie w pierwszym półroczu status bezrobotnego miało 220,6 tys. osób, czyli o 2,8 proc.  mniej niż w tym samym okresie 2025 roku.

Danych tych nie można jednak bezpośrednio porównywać z szacunkami ogólnej stopy bezrobocia. W urzędach pracy rejestrują się bowiem nie wszystkie osoby pozostające bez pracy. Ponadto spadek liczby zarejestrowanych bezrobotnych nie musi oznaczać, że znaleźli oni pracę: dana osoba może utracić ten status z powodu rozpoczęcia nauki, przejścia na emeryturę lub na własny wniosek.

Pod koniec czerwca w bazie Państwowej Służby Zatrudnienia pozostawało 63,2 tys. ofert pracy – około dwóch ofert na trzech zarejestrowanych bezrobotnych. W pierwszym półroczu pracodawcy zgłosili łącznie ponad 240 tys. ofert, z których udało się obsadzić 131,5 tys. A więc nieco ponad połowę.

Problem wygląda przy tym różnie w zależności od zawodu. W pierwszym półroczu za pośrednictwem służby zatrudnienia udało się znaleźć pracę dla 6,7 tys. sprzedawców artykułów spożywczych, 6,2 tys. kierowców, 3,3 tys. kucharzy i 2,7 tys. księgowych. Jednocześnie na niektóre wąsko wyspecjalizowane oferty – m.in. dla maszynisty wagonu motorowego, pomocnika maszynisty pociągu elektrycznego, elektromontera pociągowego, technika meteorologa oraz pracownika myjącego statki powietrzne – nie wpłynęła ani jedna odpowiedź.

Dane za siedem miesięcy pokazują, jakich pracowników pracodawcy poszukują najczęściej. Spośród 273 tys. ofert zgłoszonych do służby zatrudnienia 51,6 tys. dotyczyło handlu i usług. Wśród konkretnych zawodów największe zapotrzebowanie było na kierowców – ponad 12 tys. ofert – oraz sprzedawców artykułów spożywczych – ponad 11 tys.

Sama liczba CV czy osób bezrobotnych niewiele więc mówi o tym, czy pracodawcy uda się znaleźć odpowiedniego pracownika. Dana osoba może szukać pracy w innym zawodzie, nie mieć wymaganych kwalifikacji albo mieszkać w regionie, w którym nie ma odpowiednich ofert.

Jest jeszcze inny problem: oferty pracy i osoby poszukujące zatrudnienia są nierównomiernie rozmieszczone w kraju. W czerwcu liczba zarejestrowanych bezrobotnych w porównaniu z ubiegłym rokiem wzrosła w kilku zachodnich obwodach: w obwodzie iwanofrankiwskim – o 19,4 proc., tarnopolskim – o 16,2 proc., czerniowieckim – o 12 proc., a lwowskim – o 10 procent. Z kolei w obwodzie rówieńskim spadła o 9,1 proc., połtawskim – o 6,9 proc., a kijowskim – o 4,6 procenta. Przyczyny mogą być różne – od przemieszczania się ludności po specyfikę biznesu działającego w danym regionie i jego zapotrzebowanie na pracowników.

Jest jednak problem o znacznie większej skali: samych pracowników w Ukrainie jest coraz mniej. W 2025 roku wyjechało o 303 tys. Ukraińców więcej niż wróciło do kraju. Część ludności w wieku produkcyjnym służy również w Siłach Obrony. Centrum Strategii Ekonomicznej wskazuje właśnie migrację i mobilizację jako jedne z przyczyn tego, że po pierwszym szoku wojennym popyt firm na pracowników zaczął się odbudowywać, podczas gdy liczba osób gotowych szukać nowej pracy z czasem zaczęła spadać.

Według szacunków Ministerstwa Gospodarki na terytorium kontrolowanym przez Ukrainę mieszka obecnie około 25,9 mln osób, z czego około 13,1 mln pracuje. Jednocześnie prognoza potrzeb rynku pracy na lata 2026-2036 zakłada, że do 2036 roku gospodarka może potrzebować około 14,6 mln pracujących. Największego zapotrzebowania oczekuje się w zawodach technicznych, inżynieryjnych, produkcyjnych i budowlanych, a także w ochronie zdrowia, handlu i usługach.

Niedopasowanie zawodów i umiejętności to tylko jedna część problemu – często ludzie po prostu nie są gotowi pracować na określonych warunkach. Według danych Info Sapiens w lipcu 16,6 proc. ankietowanych Ukraińców deklarowało, że musi oszczędzać nawet na żywności. Sama dostępność miejsca pracy nie oznacza więc jeszcze, że pracodawca znajdzie chętnego: znaczenie mają wynagrodzenie, warunki pracy oraz lokalizacja przedsiębiorstwa.

Zwraca na to uwagę również przewodniczący parlamentarnej komisji finansów Danyło Hetmancew. Jego zdaniem ocenianie sytuacji na rynku pracy wyłącznie na podstawie liczby ofert i szybkości ich obsadzania jest niewystarczające – ważne jest również to, jakie dochody uzyskuje człowiek po podjęciu pracy.

Aby zmniejszyć nierównowagę na rynku pracy, Hetmancew proponuje działania w kilku kierunkach jednocześnie: kształcenie specjalistów zgodnie z rzeczywistymi potrzebami gospodarki, aktualizację prawa pracy oraz ograniczanie zatrudnienia w szarej strefie.

Pierwszy krok w tym kierunku został już zrobiony: rząd uruchomił eksperymentalny projekt prognozowania potrzeb rynku pracy na dziesięć lat, na podstawie którego ma się zmienić również sposób kształtowania zamówienia państwowego na kształcenie specjalistów i wykwalifikowanych pracowników.

Jednak nawet lepiej dopasowane zamówienie państwowe i przekwalifikowanie pracowników nie rozwiążą problemu automatycznie. Jeśli potrzebny przedsiębiorstwu specjalista znajduje się w innym regionie, proponowane wynagrodzenie mu nie odpowiada albo dany zawód wymaga długiego przygotowania, formalna obecność zarówno wakatu, jak i osoby bez pracy nie prowadzi jeszcze do zatrudnienia.

Ukraińskiej gospodarce brakuje więc nie po prostu ludzi, lecz pracowników o odpowiednich kwalifikacjach, w odpowiednim regionie i na takich warunkach, które pozwolą pracodawcy i pracownikowi dojść do porozumienia. Wraz ze zmniejszaniem się liczby ludności w wieku produkcyjnym ta luka może stawać się coraz bardziej odczuwalna.

Wiktoria Czyrwa

Facebook
Twitter
LinkedIn