Tegoroczny Baltic Business Forum poświęcono przede wszystkim kwestiom energetycznym – tematowi, który dziś jest jednym z kluczowych obszarów polsko-ukraińskiej współpracy. Uczestnicy forum dużo mówili o odbudowie, bezpieczeństwie oraz wspólnych projektach gospodarczych. Jednocześnie podczas jednej z dyskusji byli polscy i ukraińscy dyplomaci przypomnieli, że nawet najbardziej ambitne inicjatywy mogą zostać zagrożone, jeśli Kijów i Warszawa nie nauczą się spokojnie i systemowo pracować nad trudnymi kwestiami historycznymi.
Panel nosił wymowny tytuł: „Polska – Ukraina – Unia Europejska. Między polityką historyczną a historyczną szansą”. Stronę ukraińską reprezentował Andrij Deszczycia – ambasador Ukrainy w Polsce w latach 2014–2022, a także Markijan Malski – dyplomata, były ambasador Ukrainy w Polsce w latach 2010–2014, obecnie dziekan wydziału stosunków międzynarodowych na Lwowskim Narodowym Uniwersytecir im. Iwana Franki. Polskę reprezentował Bartosz Cichocki – ambasador Polski w Ukrainie w latach 2019–2023, a także Jan Truszczyński – wieloletni polski dyplomata, były ambasador Polski przy Unii Europejskiej i główny negocjator procesu integracji europejskiej.
Rozmowa okazała się znacznie szersza niż zwykła dyskusja o Wołyniu czy polityce pamięci.
W rzeczywistości chodziło o to, czy Polska i Ukraina są w stanie przejść przez historyczne konflikty bez niszczenia strategicznego partnerstwa – szczególnie w warunkach wojny i europejskiej integracji Ukrainy. Uczestnicy dyskusji wielokrotnie wracali do myśli, że każde zaostrzenie sporów historycznych między Kijowem a Warszawą nieuchronnie będzie działało na korzyść Rosji, która od lat próbuje wykorzystywać temat pamięci historycznej do skłócenia Polski i Ukrainy.
Andrij Deszczycia zwrócił uwagę na fundamentalny problem: Polska i Ukraina mają różny poziom pamięci historycznej dotyczącej tragedii wołyńskiej. Jak podkreślił, w Polsce o Wołyniu wie praktycznie każdy, podczas gdy w Ukrainie temat ten przez dziesięciolecia nie był częścią ogólnonarodowej debaty historycznej. Dotyczy to szczególnie centralnych i wschodnich regionów kraju.
Deszczycia wyjaśnił, że problem nie polega na niechęci Ukraińców do uczczenia pamięci ofiar, lecz na tym, że temat ten po prostu nie był dostatecznie obecny w świadomości społecznej. Przyznał, że sytuacja zaczyna się zmieniać z powodu masowej obecności Ukraińców w Polsce. Polacy otwarcie mówią o Wołyniu, a Ukraińcy po raz pierwszy stykają się z tym, jak bolesny jest to temat dla polskiego społeczeństwa.
Bartosz Cichocki próbował natomiast spojrzeć na historię polsko-ukraińską szerzej. Wprost stwierdził, że historia jest jednym z głównych dowodów europejskiej natury Ukrainy. Jak powiedział, Ukraina razem z Polakami, Litwinami i Białorusinami była częścią pierwszego wielkiego projektu integracyjnego Europy Środkowo-Wschodniej – Rzeczypospolitej. I właśnie dlatego, podkreślał, historii polsko-ukraińskiej nie można sprowadzać wyłącznie do Wołynia czy kilku lat krwawego konfliktu.
Cichocki przytoczył kilka przykładów, które – jego zdaniem – są dziś niemal nieznane ukraińskiemu społeczeństwu. Mówił o ukraińskiej partii UNDO w międzywojennej Polsce, o tym, że Iwan Franko znaczną część swojej twórczości napisał po polsku, a także o odezwie ukraińskich posłów do Sejmu RP z września 1939 roku, wzywającej Ukraińców do obrony Polski przed niemiecką agresją. Jego zdaniem współczesne ukraińskie spojrzenie na okres międzywojenny często sprowadza się wyłącznie do OUN, podczas gdy rzeczywista historia była znacznie bardziej złożona i zawierała ogromny obszar współpracy.
Jednocześnie B. Cichocki bardzo wyraźnie dał do zrozumienia, że problem dla strony polskiej nie polega już wyłącznie na samej historii. Jak mówił, podczas oficjalnych polsko-ukraińskich rozmów strony dyskutowały nie tyle o wydarzeniach sprzed 80. lat, ile o współczesnych decyzjach państwa ukraińskiego. Chodziło o moratorium na ekshumacje, zakaz wyświetlania filmu Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”, spory wokół pomników, nazw ulic i decyzji władz lokalnych.
Cichocki de facto przyznał, że historii zmienić się nie da, ale współczesna polityka pamięci bezpośrednio wpływa dziś na nastroje społeczne i decyzje polityczne.
Jednym z najostrzejszych fragmentów dyskusji była kwestia przeprosin za Wołyń. Cichocki wprost powiedział, że nigdy nie popierał żądań wobec Wołodymyra Zełenskiego czy innych współczesnych ukraińskich polityków, aby przepraszali za zbrodnie sprzed niemal 90 lat. Postawił proste pytanie: jaki związek ma obecne ukraińskie kierownictwo z tamtymi wydarzeniami?
Zdaniem byłego ambasadora polskie rodziny przede wszystkim chcą nie politycznych gestów, lecz możliwości odnalezienia miejsc pochówku swoich bliskich, przeprowadzenia ekshumacji i godnego ich pochowania. To właśnie – według niego – było prawdziwym sednem konfliktu.
Jednocześnie Cichocki przyznał, że kwestie historyczne mają bezpośredni wpływ na współczesną polską politykę. Wyjaśnił, że przeciętni wyborcy mogą nie rozumieć skomplikowanych sporów gospodarczych dotyczących zboża, metalu czy procedur wejścia Ukrainy do UE, ale doskonale rozumieją historyczne traumy. Dlatego każdy polski rząd będzie zmuszony reagować na te emocje.
Co więcej – dyplomata de facto ostrzegł, że poparcie dla Ukrainy w Polsce nie jest automatycznie gwarantowane na zawsze. Jeśli polskie społeczeństwo nie będzie widziało rozwiązania problemów historycznych, które uważa za ważne, może to wpłynąć również na gotowość dalszego wspierania Ukrainy militarnie, finansowo i politycznie. Za szczególnie niebezpieczny uznał okres powojenny, kiedy Ukraina zmierzy się z trudnymi reformami, problemami gospodarczymi i ryzykiem wzrostu populizmu. Wtedy – jak stwierdził – „temat wołyński” może ponownie stać się narzędziem walki politycznej.
Andrij Deszczycia odpowiedział na to bardzo osobiście. Powiedział, że Ukraińcy zaczynają inaczej postrzegać polski ból przez własne doświadczenie wojny z Rosją. Dziś w Ukrainie są tysiące rodzin, które nie wiedzą, gdzie pochowani są ich bliscy polegli na froncie. I właśnie dlatego temat grobów, pochówków i prawa do pamięci stał się dla ukraińskiego społeczeństwa znacznie bliższy niż wcześniej.
Jednocześnie Deszczycia podkreślił, że jeśli słowo „przepraszam” padło już wiele razy, to słowo „dziękuję” Polsce za pomoc z 2022 roku Ukraińcy powinni powtarzać nieustannie. Wprost powiedział, że bez polskiego wsparcia Ukraina mogłaby nie przetrwać pierwszych miesięcy pełnoskalowej inwazji.
Szczególnie emocjonalnie zabrzmiał jego pomysł postawienia pomnika polskim kobietom na granicy polsko-ukraińskiej – tym, które w lutym 2022 roku pomagały ukraińskim kobietom z dziećmi uciekającym przed wojną. Deszczyca powiedział, że osobiście widział te sceny na granicy i uważa, że to właśnie zwykli Polacy zrobili wtedy dla Ukraińców rzeczy, których nie da się zapomnieć.
Markijan Malski próbował przenieść dyskusję z tematu historycznych sporów na płaszczyznę wspólnej przyszłości. Stwierdził, że dziś Polska i Ukraina znajdują się na etapie „braterstwa broni” i razem walczą o europejskie wartości. Jego zdaniem zwycięstwo Ukrainy będzie również zwycięstwem moralnych, kulturowych, religijnych i cywilizacyjnych zasad Europy.
Jednocześnie Malski zwrócił uwagę na inny temat, o którym – jego zdaniem – mówi się zbyt mało: trudność powojennej odbudowy Ukrainy. Wprost stwierdził, że po wojnie kraj zmierzy się nie tylko z problemem pieniędzy, ale także z nielegalną bronią, korupcją, przestępczością, ryzykiem powrotu oligarchicznych układów oraz ogromną międzynarodową konkurencją o prawo zarabiania na odbudowie.
Właśnie dlatego – zdaniem Malskiego – Polska ma szansę stać się kluczowym partnerem Ukrainy w powojennej odbudowie. Podkreślił, że Polska i Ukraina mają wspólną przestrzeń gospodarczą, bliskość kulturową i wzajemne zrozumienie, dlatego polski biznes może stać się jednym z głównych uczestników przyszłej rekonstrukcji Ukrainy.
Osobnym dużym blokiem dyskusji był temat przyszłego polsko-ukraińskiego College of Europe we Lwowie – faktycznie wspólnego europejskiego centrum edukacyjnego do przygotowania ukraińskich specjalistów ds. integracji europejskiej.
Jan Truszczyński przyznał, że UE raczej nie będzie bezpośrednio finansowała stworzenia takiej instytucji, ale zaznaczył, że podobny projekt można byłoby zrealizować dzięki polsko-ukraińskiej współpracy z późniejszym wsparciem europejskich programów.
Bartosz Cichocki poparł ten pomysł. Wprost stwierdził, że Ukraina potrzebuje dziś nie „mentorów”, lecz „armii wykonawców” – ludzi zdolnych czytać europejskie ustawodawstwo i wdrażać je w praktyce. Właśnie do przygotowania takiej nowej ukraińskiej eurobiurokracji – jego zdaniem – potrzebne jest takie centrum edukacyjne.
Cichocki przypomniał również, że po ograniczeniu amerykańskich programów wsparcia w Ukrainie bez pracy pozostało wielu ukraińskich specjalistów od integracji europejskiej. Jego zdaniem Polska mogłaby pomóc zachować ten potencjał kadrowy, tworząc własne centrum analityczne i edukacyjne.
Jan Truszczyński podkreślił, że przykład Macedonii Północnej pokazał, jak niebezpieczne jest przenoszenie sporów historycznych do procesu negocjacji z Unią Europejską. Jak przypomniał, spory między Grecją a Macedonią Północną, a następnie między Bułgarią a Skopje, faktycznie na lata zablokowały europejską integrację tego kraju.
Właśnie dlatego – podkreślał Truszczyński – Polska świadomie nie wprowadziła żadnych historycznych wymagań do negocjacyjnych ram Ukrainy z UE. I właśnie dlatego kwestie historyczne między Kijowem a Warszawą powinny być rozwiązywane oddzielnie – poprzez dialog, historyków i mechanizmy dwustronne, a nie poprzez blokowanie europejskiej przyszłości Ukrainy.
Podsumowując, dyskusja podczas Baltic Business Forum pokazała, że nawet w najbardziej bolesnych kwestiach relacji polsko-ukraińskich obie strony coraz częściej próbują mówić nie tylko o przeszłości, ale również o przyszłości. Jednocześnie coraz wyraźniej widać, że historia nigdzie nie zniknęła i nadal bezpośrednio wpływa na politykę, nastroje społeczne oraz strategiczne decyzje obu państw. I właśnie dlatego Kijów i Warszawa są zmuszone szukać takiej formuły, w której trudna wspólna pamięć nie będzie niszczyć strategicznego partnerstwa.
Wiktoria Czyrwa