Gaz na eksport

17 sierpnia 2026. Ukraina przygotowuje się do częściowego wznowienia eksportu gazu z własnego wydobycia, zakazanego po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny. Na pierwszy rzut oka decyzja wydaje się paradoksalna: kraj sam kupuje gaz za granicą i nadal gromadzi zapasy przed sezonem grzewczym. Jednocześnie jednak na rynku wewnętrznym pojawiła się nadwyżka gazu, którą firmom wydobywczym coraz trudniej sprzedać.

Eksport ukraińskiego gazu jest faktycznie zamknięty od marca 2022 roku. Wówczas rząd ustalił zerowy kontyngent eksportowy, ponieważ w warunkach wojny priorytetem stało się zabezpieczenie potrzeb krajowych odbiorców. Teraz podejście to może się częściowo zmienić. Ostatecznej decyzji jeszcze nie ma: przygotowano projekt rozporządzenia, który musi jeszcze zatwierdzić Gabinet Ministrów.

Proponowany model przewiduje dość rygorystyczne ograniczenia. Firmy wydobywcze będą mogły sprzedawać za granicę nie więcej niż 15 proc. gazu wydobytego przez nie w poprzednim miesiącu. Łączny dopuszczalny wolumen eksportu będzie co miesiąc określać Ministerstwo Energetyki.

Przy obecnym poziomie wydobycia, według wyliczeń firmy konsultingowej ExPro, teoretycznie może to być około 250–260 mln metrów sześciennych miesięcznie.

Najważniejsze pytanie jest jednak inne: dlaczego w ogóle mówi się o eksporcie, skoro Ukraina jednocześnie importuje gaz? Odpowiedź tkwi w strukturze rynku. Po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny przemysł gwałtownie ograniczył zużycie gazu – niemal o połowę. Tymczasem prywatne firmy wydobywcze, które w dużej mierze zaopatrują właśnie odbiorców komercyjnych, utrzymały stosunkowo stabilny poziom produkcji. Tylko w maju tego roku prywatne firmy wydobyły ponad 330 mln metrów sześciennych. W rezultacie w jednym segmencie rynku gazu może być za dużo, choć dla zbilansowania całego systemu kraj musi go kupować za granicą.

Sytuację dodatkowo komplikuje różnica cen. Z powodu zakazu eksportu, słabszego popytu wewnętrznego oraz znacznego udziału sprzedaży po cenach regulowanych ukraiński rynek praktycznie oderwał się od europejskiego.

W lipcu gaz w Ukrainie kosztował o ponad 30 proc. mniej niż na europejskim hubie TTF. Różnica przekraczała 20 euro za MWh – najwięcej od 2025 roku.

Dla odbiorcy tani gaz to niewątpliwa korzyść. Dla branży wydobywczej sytuacja jest bardziej skomplikowana. Jeśli firma nie może sprzedać części wydobytego surowca albo jest zmuszona sprzedawać go na ograniczonym rynku po znacznie niższej cenie, spadają jej przychody, a wraz z nimi – możliwości inwestowania w nowe odwierty i odbudowę uszkodzonych obiektów.

To właśnie jeden z głównych argumentów zwolenników częściowego otwarcia eksportu. Prezes ICC Ukraine Wołodymyr Szczełkunow uważa, że dodatkowe przychody mogą zostać przeznaczone na remont infrastruktury gazowej, zakup sprzętu, poszukiwania geologiczne i wiercenia. W ten sposób państwo w praktyce daje branży możliwość pozyskania dodatkowych środków z rynku, a nie z budżetu.

Jednocześnie uczestnicy rynku i eksperci podkreślają, że nie ma mowy o swobodnej sprzedaży ukraińskiego gazu za granicę. Chodzi o kontrolowany mechanizm, w ramach którego państwo zachowa możliwość zmiany dopuszczalnych wolumenów w zależności od sytuacji.

Limity mają być regularnie aktualizowane z uwzględnieniem rzeczywistego wydobycia, zapasów w podziemnych magazynach oraz stanu infrastruktury gazowej. Sprzedaż ma się odbywać za pośrednictwem giełdy, a niewykorzystanego w danym okresie wolumenu nie będzie można przenieść i doliczyć do kolejnego kontyngentu. W razie pogorszenia bilansu gazowego eksport będzie można wstrzymać.

Na konieczność takiej kontroli zwraca uwagę również główny pracownik naukowy Narodowego Instytutu Studiów Strategicznych Hennadij Riabcew. Jego zdaniem sprzedaż nadwyżek za granicę i uzyskiwanie wpływów dewizowych jest całkowicie logiczne, ale dopiero po zagwarantowaniu potrzeb ukraińskich odbiorców. W czasie wojny decyzja o wielkości dostaw zagranicznych, uważa ekspert, powinna pozostać w gestii rządu.

Pojawiają się również propozycje, by kontrola była jeszcze bardziej elastyczna. Dyrektor programów energetycznych Ukraińskiego Instytutu Przyszłości Andrian Prokip dopuszcza możliwość określania wolumenu przeznaczonego na eksport nie tylko raz w miesiącu, lecz także na krótsze okresy – na przykład tydzień, dziesięć dni lub pół miesiąca. Pozwoliłoby to szybciej reagować na zmiany zużycia i wydobycia oraz skutki kolejnych rosyjskich ataków.Jednak nawet przy takiej kontroli nie da się całkowicie wyeliminować ryzyka. Rosja nadal atakuje ukraińską infrastrukturę gazową, dlatego dzisiejsza nadwyżka nie gwarantuje, że za kilka miesięcy kraj nie będzie musiał zmierzyć się z niedoborem.

Mimo to sytuacja z zapasami jest w tym roku znacznie lepsza. Już w drugiej połowie lipca w podziemnych magazynach znajdowało się około 13 mld metrów sześciennych gazu. Tyle właśnie wynosi rządowy cel na początek sezonu grzewczego, można więc uznać, że został on już w praktyce osiągnięty. Łączna ilość gazu w magazynach nie jest jednak równoznaczna z wolumenem dostępnym dla ukraińskich odbiorców: część zapasów jest niezbędna do technologicznego funkcjonowania magazynów, a część może należeć do innych właścicieli.

Otwarte pozostaje więc pytanie, czy kraj nie będzie później zmuszony importować po wyższej cenie gazu, który wcześniej pozwolono sprzedać za granicę. Dlatego sam limit 15 proc. nie gwarantuje bezpieczeństwa. Znacznie ważniejsze będzie to, jak szybko państwo będzie w stanie zmieniać kontyngenty, jeśli spadnie wydobycie, wzrośnie zużycie lub zostanie uszkodzona infrastruktura gazowa. Proponowany system będzie działał tylko pod jednym warunkiem: możliwość zarabiania na rynku zagranicznym nie może mieć pierwszeństwa przed zgromadzeniem zapasów gazu, których Ukraina będzie potrzebować zimą.

Wiktoria Czyrwa
Photo by david Griffiths on Unsplash

Facebook
Twitter
LinkedIn