Ziarno o smaku krwi

13 lutego 2024. Rolnicy w Polsce rozpoczęli kolejny protest i zapowiedzieli, że potrwa on miesiąc. Protestujący zaczęli blokować drogi i przejścia graniczne z Ukrainą. Dwa dni temu doszło do wydarzenia, które wstrząsnęło ukraińskim społeczeństwem. Protestujący wyrzucili zboże z ukraińskich ciężarówek w pobliżu punktu kontrolnego w Dorohusku. Co kolejna eskalacja konfliktu będzie oznaczać dla obu krajów?

Przede wszystkim warto zauważyć, że blokada granicy spowodowała ogromne straty dla Ukrainy, która krwawi z powodu wojny. Według Europejskiego Stowarzyszenia Biznesu, Ukraina traci około 1 mln UAH każdego dnia. A według Denysa Marchuka, wiceprzewodniczącego Wszechukraińskiej Rady Agrarnej, w listopadzie-grudniu 2023 r. ukraińska gospodarka straciła ponad 1,5 mld euro z powodu strajków, które zablokowały działanie punktów kontrolnych na zachodnich granicach. Ponadto ukraińscy przedsiębiorcy stracili kontrakty i klientów w krajach europejskich, ponieważ towary nie zostały dostarczone na czas.

Ekspert podkreśla, że blokada punktów kontrolnych spowodowała 40 proc. spadek eksportu produktów rolnych drogą lądową. Na blokadzie granicy najbardziej ucierpieli eksporterzy z zachodnich regionów Ukrainy, którzy zazwyczaj dostarczają swoje produkty do Europy.

W związku z ostatnimi wydarzeniami w ukraińskich mediach społecznościowych pojawiło się wiele wpisów w stylu: oto właśnie jest prawdziwa „przyjaźń” Polaków. Nie brakuje jednak bardziej pragmatycznych komentarzy i chęci zrozumienia tego, co się dzieje.

Wielu ukraińskich analityków uważa, że przyczyna protestów rolników w Polsce leży nie tylko i nie tyle w Ukrainie. Fundamentalnym źródłem problemu jest nieskuteczna polityka Brukseli, która w gruncie rzeczy zabija przemysł rolniczy w Europie. Rolnicy strajkują obecnie nie tylko w Polsce, ale w całej UE. W kontekście znacznie bardziej restrykcyjnych regulacji rynkowych i standardów produkcji, ukraińskie zboże trafia na rynek europejski nie zawsze spełniając normy. To naturalnie wywołuje oburzenie rolników. I łatwo jest zrozumieć rolników w UE, ponieważ są oni przede wszystkim zainteresowani własnymi zarobkami, a nie problemami sąsiedniej Ukrainy.

Jednak w każdym przypadku absolutnie niedopuszczalne jest niszczenie ukraińskich zbiorów, które były w tranzycie do krajów bałtyckich. 

„Ukraińcy dosłownie przelewają krew na polach, na których wyrasta to zboże. Zbieranie pszenicy na polu, które widziało wojnę, jest jak praca sapera. Takie działania są podłe i haniebne” – powiedział burmistrz Lwowa Andrij Sadowyj.

Ministerstwo Polityki Rolnej i Żywności również zareagowało na wysypywanie zboża z transportu. „Rozumiemy, kiedy polscy rolnicy bronią swoich interesów w cywilizowany sposób. Jednak ten przypadek zniszczenia ukraińskiej pszenicy nie ma nic wspólnego z pokojowymi protestami ani pod względem prawnym, ani moralnym. Oczekujemy, że sprawcy zostaną szybko zidentyfikowani i ukarani” – czytamy w oświadczeniu ministerstwa.

Resort przypomina, że wielu ukraińskich rolników uprawia zboże pod ciągłym ostrzałem, ponosi ogromne straty w wyniku wojny i jest zmuszonych ryzykować życie, aby zebrać plony.

Zdaniem Tarasa Kaczki, wiceministra rozwoju gospodarczego, handlu i rolnictwa Ukrainy, brak reakcji polskich władz na zniszczony ładunek doprowadzi do nasilenia ksenofobii i przemocy politycznej. Jedynym rozwiązaniem, która jego zdaniem może uratować sytuację, jest zniesienie wszystkich blokad i gwarancje bezpieczeństwa dla ukraińskich ładunków w Polsce.

Kaczka podsumowuje: „jeśli obojętność wobec przemocy do ukraińskich towarów w Polsce będzie się utrzymywać, nie zdziwię się, gdy zobaczę zniszczone ciężarówki z polskim serem lub polskie towary po prostu zniszczone na półkach ukraińskich supermarketów”.

Żadna ze stron konfliktu granicznego nie chce takiej sytuacji. Były członek Rady Najwyższej Borysław Bereza ocenia incydent: „Po tym, jak polscy wolni rolnicy wysypali zboże z kilku ukraińskich samochodów na drogę przy granicy z Polską, niektórzy zaczęli traktować wszystkich Polaków w sposób uogólniony i obrażać się na wszystkich. Niektórzy zaczęli pisać, że Polacy są naszymi wrogami. To jest błąd. Wielki błąd. Nie Polacy są naszymi wrogami i nie wszyscy Polacy są dziwakami”.

Jego zdaniem to właśnie Polacy byli i pozostają adwokatami Ukrainy w Europie. Dlatego, podkreśla Bereza, nigdy nie powinniśmy generalizować swoich ocen. Nie ma potrzeby tworzenia wyimaginowanych wrogów, gdy istnieją prawdziwi. Musimy zdać sobie sprawę, że każda zbrodnia ma swoją nazwę. A w sytuacji na granicy przede wszystkim.

Polscy rolnicy, zdaniem ukraińskich ekspertów, uparcie nie chcą zrozumieć, że to ukraińskie zboże pozwala polskim hodowcom zarabiać pieniądze, że ogranicza wzrost cen żywności dla polskich konsumentów, a upadek ukraińskiego sektora rolnego rodzi pytanie o przetrwanie nie tylko ukraińskiej gospodarki, ale także o utrzymanie globalnego bezpieczeństwa żywnościowego. Przyjmując takie stanowisko, polscy rolnicy chcąc nie chcąc  idą  na rękę Putinowi, ponieważ wskutek ich działań ukraińskie zboże po prostu pozostanie w Ukrainie. To jest dokładnie to, czego chce Rosja.

Ministerstwo Polityki Rolnej przytacza konkretne liczby na poparcie tej tezy.

W sezonie 2023/24, według stanu na 1 lutego, Ukraina zmniejszyła eksport zboża o 13,3 proc. do 23,9 mln ton w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego sezonu, podczas gdy Rosja zwiększyła go o 23 proc. do 38,5 mln ton. W ubiegłym roku Rosja zwiększyła eksport kukurydzy o 79 proc. do 7,125 mln ton w porównaniu do 2022 r., w szczególności na Łotwę – z 95 do 223 tys. ton, do Holandii – z 7 do 31 tys. ton, do Włoch, które nie kupiły rosyjskiej kukurydzy w 2022 r. – do 28 tys. ton. To aktywny eksport taniego rosyjskiego zboża wpływa na spadek cen na światowych rynkach, a nie dostawy z Ukrainy, jak błędnie uważają polscy rolnicy.

Twierdzą oni, że konkurencja z Ukrainy uderzyła w ich zyski, ponieważ ukraińscy producenci nie są związani przepisami UE.

„Nasycenie produktami z Ukrainy, które nie są wytwarzane zgodnie ze standardami i procedurami UE, jest dla nas ogromnym obciążeniem” – wyjaśnia jeden z protestujących. Ministerstwo Polityki Rolnej ma na to odpowiedź: “Wszystkie produkty eksportowane do UE przechodzą wszystkie niezbędne procedury kontroli jakości, dlatego oskarżenia o niską jakość ich produktów są nieprawdziwe”.

Komentując fakt, że ukraińskie zboże zostało rozsypane na asfalcie, słynny ukraiński pisarz wolontariusz Adriy Lyubka poprosił, aby wziąć pod uwagę, że jest to również przestępstwo – naruszenie cudzej własności. Dlatego polski  rząd nie powinien zmarnować szansy na uspokojenie protestów i postawienie sprawców przed sądem.

„Co w tej sytuacji powinno zrobić ukraińskie społeczeństwo, ukraińska diaspora w Polsce i oficjalna ukraińska dyplomacja? Odpowiedź jest oczywista: uspokoić emocje i obrócić je na swoją korzyść. Ponieważ tranzyt broni jest ważniejszy niż tranzyt zboża, a Polska powinna być naszym strategicznym partnerem. Nie czas na obelgi, czas na dojrzałą politykę i stanowisko męża stanu. Ponieważ za niepodjęcie tego kroku zapłacą nie tylko Ukraińcy, ale także Polacy, i to nie tylko pieniędzmi, ale także spokojną przyszłością swojego kraju” – podkreśla Lyubka.

Oksana Markarova, ambasador Ukrainy w Stanach Zjednoczonych, podziela to samo stanowisko: „Bardzo ważne jest, aby unikać uogólnień i pokusy wyrzucania na partnerów tego, co powinno być wyrzucane na wroga. Mamy tylko jednego wroga – Rosję”.

Wiktoria Czyrwa
Photo by Tomas Hertogh on Unsplash

Facebook
Twitter
LinkedIn