Luty miesiąc marzec

24 marca 2022 . Od początku rosyjskiej inwazji minął miesiąc kalendarzowy. W tym czasie Ukraińcy nauczyli się żyć w nowych realiach. I cieszą się z tego, co wcześniej było uważane za oczywiste.

„Mamo, tam znów walą!”. Mój czteroletni synek wpada do domu krzycząc z radości, że słyszy strzały. Żyjemy tak już 4 tygodnie. Albo przy dźwiękach wybuchów i strzałów, albo – w oczekiwaniu kolejnego ostrzału.

Mój mąż, który służy w lokalnej obronie terytorialnej, uczy naszych synów, jak działa kałasznikow i pokazuje, jak go ładować (myślą, że nie wiem o tym).

A przy stole poważnie dyskutujemy, czy dałabym radę zabić wroga, gdyby włamał się do domu. I to też są nowe realia naszego życia, od których nie ma ucieczki.

Kiedyś śmiałam się serdecznie z przyjaciółmi z Izraela, z ich tradycyjnego żartu.

Na pytanie, czy boją się wojny, odpowiadają: a czego się bać, wojna jest daleko,  50 kilometrów od nas. Moja wojna toczy się 10 kilometrów od miejsca, w którym mieszkam. I stopniowo przestaję się bać.

Facebook przypomina nam, czym się martwiliśmy tego dnia w ostatnich latach.

Anomalne opady śniegu w marcu 2013 r. Początek koronawirusa w marcu 2020 roku. Wtedy wydawało nam się, że nadszedł koniec świata. Dziś rozumiemy, jak nieistotne były nasze niedogodności w porównaniu z obecną sytuacją. Kiedy bez przesady chodzi o życie i śmierć.

Mówi się, że biada ma kilka etapów. Ostatnim z nich jest akceptacja. Doszłam już do niej – w trybie przyspieszonym.

Podobno jest to reakcja ochronna psychiki, która nie wytrzymuje już wieści o śmierci ludzi, w tym dzieci. Wcześniej każda taka wiadomość uderzała w ciało z ostrym bólem i rozdzierała duszę. Teraz rozumiem, że muszę zachować zdrowy umysł dla własnej rodziny. Nie mam prawa ich zawieść.

Czasami mam ostre poczucie winy.

Ponieważ nie zabrałam dzieci w bezpieczniejsze miejsce, zostałam w domu, gdzie wojna jest tak blisko, nie mogąc zostawić męża, starszych rodziców i zwierząt. Ale wiem na pewno, że to samo poczucie winy odczuwają ci, którzy wyjechali. W tym przypadku nie ma i nie może być żadnej złej decyzji. Słuchasz tylko swojego serca i intuicji, i modlisz się, aby twoich bliskich nie spotkało to najgorsze.

W moim sercu nie ma nienawiści, nawet do tych łajdaków, którzy drwią z mojej ziemi.

Moim zdaniem można nienawidzić kogoś równego, kto jest na tym samym poziomie ewolucji co ty. Ta wojna pokazała to, o czym od dawna się domyślaliśmy. Rosjanin nie do końca jest człowiekiem. Jest substancją, mieszanką niewolniczego oddania dla swoich panów, nienawiści do wszystkich innych i kompletny brak szacunku dla ludzkiego życia. Czuję do nich tylko pogardę i wstręt, jak do irytujących sierpniowych much, które, czując nadejście zimna, są szczególnie bolesne.

Bez względu na wszystko staramy się myśleć o dobru. W końcu, jakkolwiek dziko może to zabrzmieć, nawet ta straszna wojna przyniosła pozytywy.

Zdaliśmy sobie sprawę, jak nieistotne jest to, co wydawało nam się bardzo ważne. Zaczęli cenić każdą chwilę, uświadamiając, że może to być ostatnia. Przechowujemy każdy okruch chleba – z wdzięcznością, że go mamy i z gorzką myślą, że tysiące naszych rodaków nie widziało go od kilku tygodni.

Ludzie zaczęli się bardziej ze sobą komunikować.

Codziennie piszą do mnie dziesiątki osób – z Ukrainy, z innych krajów, nawet ci, z którymi nie znam się osobiście. Napełnia to duszę ciepłem i nadzieją. Cały świat sympatyzuje z Ukrainą. I ta synergia nie może nie przynieść efektów.

Wieczorem zasypiamy żarliwą modlitwą do wyższych mocy, aby pozwoliły nam przetrwać noc. I każdego ranka – dziękujemy za przebudzenie.

Wychodzę na zewnątrz i obserwuję moje beztroskie dzieci. Wiosna pewnie nadchodzi: słońce świeci jasno, pąki kwitną na drzewach, ptaki śpiewają. Brzozy hojnie dzielą się z nami sokiem, a pije go cała rodzina – pysznie i zdrowo.

Natura ma gdzieś tę wojną: żyje zgodnie ze swoim zwykłym cyklem. Mimo wszystko życie toczy się dalej…

Wiktoria Czyrwa

Facebook
Twitter
LinkedIn