Rozmowa z Maryną Tovkach, właścicielką salonu urody Chameleon w Szczecinie

– Jak wyglądały początki działalności w Polsce?

– Razem z córką dołączyłam do męża, który przyjechał do Polski pierwszy. Córka podjęła studia, a ja od razu zaczęłam szukać zatrudnienia w swoim zawodzie. Wtedy jeszcze nie znałam języka polskiego. Jestem w branży fryzjersko – kosmetycznej od 25 lat, a przez ostatnie 15 prowadziłam własną firmę. Dzięki doświadczeniu i umiejętnościom szybko znalazłam pracę w salonie, który dopiero rozpoczął działalność. Właścicielka nie miała zawodowego doświadczenia w tej dziedzinie. Próbowałam więc udzielić rad dotyczących usług oraz preparatów. Szefowa miała jednak inne poglądy na prowadzenie biznesu. Z tego powodu po miesiącu się zwolniłam. Postanowiłam otworzyć własny salon urody w Szczecinie.

Założyłam spółkę z.o.o. przez internet. Rejestracja firmy w Polsce jest prosta, jak w Ukrainie. Do założenia spółki nie jest potrzebna nawet Karta Pobytu ani status obywatela. Wymagany był tylko paszport. Kapitał startowy to 5000 zł.

– Dalej też poszło tak gładko ?

– Po rejestracji zaczęliśmy szukać pomieszczenia do wynajęcia. Wybraliśmy lokal w centrum miasta, przy galerii handlowej. Takie usytuowanie nie przyniosło zamierzonych efektów. Ludzie przyjeżdżali tam przede wszystkim na zakupy. Nie planowali wizyt w salonie urody. Natomiast cena za wynajem była zbyt wysoka. Razem z dodatkowymi płatnościami wychodziło 5500 zł miesięcznie. W pomieszczeniu brakowało ogrzewania. Właściciel obiecywał je zamontować, lecz tego nie zrobił. Błędem było nieumieszczenie tego zobowiązania w umowie wynajmu. Trudności pojawiały się ze względu na nieznajomość przepisów. Na przykład podczas rejestracji spółki wpisaliśmy swój adres zamieszkania. Należało natomiast podać adres siedziby firmy. Mieliśmy przez to kłopoty z dokumentacją. Zwykły człowiek, tym bardziej obcokrajowiec, nie poradzi sobie bez dobrej księgowej. Są to dodatkowe wydatki – 700-800 zł miesięcznie. Po roku działalności zrozumiałam też, że warto konsultować się z prawnikiem.

– Czy są różnice w zarobkach oraz wymaganiach?

– Wymagania co do poziomu usług kosmetycznych są podobne. Są jednak drobne różnice. W Ukrainie uwagę zwraca się przede wszystkim na kwalifikacje pracownika. Natomiast w Polsce dla klientów najważniejszy jest serwis. Spora część naszych klientów pochodzi z Ukrainy. Przed pandemią nie brakowało też turystów zagranicznych. Córka, która pomaga mi w prowadzeniu zakładu, zna polski, angielski oraz hiszpański. To znacznie ułatwiało pozyskiwanie klientów. Znajomość języków obcych okazała się koniecznością.

Po wprowadzeniu obostrzeń ruch znacznie się zmniejszył. Wiele osób w ogóle zrezygnowało z usług. Obroty obniżyły się nawet o 70 proc. Zarobki są mniejsze również dlatego, że dopiero rozpoczęliśmy działalność i mamy stosunkowo mało stałych klientów. W Ukrainie prowadziłam salon przez dłuższy czas, więc ta grupa była znacznie większa. Teraz większość funduszy teraz przeznaczamy na rozwój firmy. Ostatnio zainwestowaliśmy w reklamę w mediach społecznościowych. Prowadzenie salonu w Polsce jest ściśle związane z mediami społecznościowymi. W Ukrainie można przyjść do salonu i od razu być przyjętym. Natomiast w Polsce większość klientów rezerwuje wizytę przez internet. Siedzibę również należało zarejestrować pod adresem biura wirtualnego.

– Co poradziłaby Pani tym, którzy zaczynają prowadzić działalność ?

– Wielu początkujących przedsiębiorców liczy na prawo pobytu w Polsce po otwarciu firmy. Tymczasem należy otrzymać zezwolenie na pobyt. Druga rzecz dotyczy specyfiki pracy. Jeżeli człowiek nie jest związany, tak jak w moim przypadku, z branżą kosmetyczną, lepiej zainwestować w inny biznes. Bardzo ważne jest znalezienie wykwalifikowanych pracowników. To jest skomplikowane nie tylko w Polsce, ale też w Ukrainie. Profesjonaliści przeważnie prowadzą własną działalność. Z tego powodu zatrudniałam początkujących, których szkoliliśmy. Zatrudnienie przypadkowych osób to niebezpieczeństwo straty klientów z powodu niskiej jakości usług. Kolejna kwestia to znajomość języka polskiego. Kontakt z klientem jest bardzo ważny. Ciężko jest też prowadzić dokumentację w nieznanym sobie języku. Naleźy również przygotować większy kapitał na niezaplanowane wydatki. Radziłabym nie otwierać firmy za ostatnie posiadane fundusze. Trzeba przyjąć, że pierwszy rok działalności może przynieść straty.

Rozmawiała: Karina Serednia