20 października 2026. Szósta próba sprzedaży Odeskiego Zakładu Przyportowego zakończyła się fiaskiem. Mimo wcześniejszego zainteresowania ze strony zagranicznych inwestorów, do aukcji z ceną wywoławczą 4,3 mld UAH nie zgłosił się ani jeden chętny. Szef Funduszu Majątku Państwowego Dmytro Natalucha wiąże niepowodzenie ostatniego przetargu z niepewnością polityczną w USA. Problemy z prywatyzacją zakładu sięgają jednak znacznie dalej w przeszłość. Na przeszkodzie jego sprzedaży stoją miliardowe długi, wstrzymana produkcja i konieczność poniesienia ogromnych nakładów inwestycyjnych.
Aukcja dotycząca prywatyzacji 99,57 proc. akcji Odeskiego Zakładu Przyportowego (OPZ) miała się odbyć 19 października. Została jednak odwołana już dzień wcześniej, chociaż amerykańscy inwestorzy wcześniej pisemnie zapewniali Fundusz Majątku Państwowego o gotowości do udziału w licytacji.
Główną przeszkodą w sprzedaży OPZ pozostaje wojna. Zakład znajduje się na wybrzeżu Morza Czarnego, regularnie atakowanym przez rosyjskie rakiety i drony. Inwestor ryzykuje utratę zainwestowanych pieniędzy, a wznowienie produkcji zależy od sytuacji bezpieczeństwa i możliwości transportu morskiego.
Przed ostatnią aukcją do zagrożeń związanych z wojną doszła niepewność polityczna w Stanach Zjednoczonych.
„Poczekajmy do 3 listopada” – tak, według Dmytra Nataluchy, odpowiadali amerykańscy inwestorzy, mając na myśli wybory połówkowe do Kongresu. „Ryzyko związane z wojną stało się bardziej przewidywalne niż ryzyko polityczne” – napisał szef Funduszu. Jak wyjaśnił, przedsiębiorcy nauczyli się już szacować potencjalne straty wynikające z ostrzałów, przestojów i zakłóceń w logistyce. Znacznie trudniej natomiast przewidzieć decyzje polityczne w perspektywie 15-20 lat.
Kłopoty z prywatyzacją OPZ zaczęły się jednak na długo przed pełnoskalową inwazją Rosji. W 2009 roku za przedsiębiorstwo zaoferowano 625 mln USD. Przetarg wygrała spółka Nortima, powiązana z grupą Prywat Ihora Kołomojskiego i Hennadija Boholubowa. Fundusz Majątku Państwowego odmówił jednak zatwierdzenia wyników, uznając, że zaproponowana kwota nie odpowiada wartości zakładu.
W 2016 roku OPZ dwukrotnie wystawiano na sprzedaż. Początkowo za 13,2 mld UAH, później cenę obniżono do 5,16 mld UAH. Nabywców jednak nie znaleziono. Już wtedy potencjalnych inwestorów odstraszało zadłużenie przedsiębiorstwa, przede wszystkim wobec podmiotów powiązanych z Dmytrem Firtaszem.
Nie doszła do skutku również kolejna aukcja, zaplanowana na listopad 2025 roku. Rząd zatwierdził sprzedaż z ceną wywoławczą 4,5 mld UAH, ale zabrakło kupujących. W lipcu 2026 roku gabinet ministrów przyjął nowe warunki, obniżając kwotę początkową do 4,308 mld UAH. Rezultat pozostał taki sam.
OPZ to jedno z największych przedsiębiorstw ukraińskiego przemysłu chemicznego, zdolne do produkcji około 1,3 mln ton amoniaku i 0,9 mln ton mocznika rocznie. Zakład dysponuje własnymi instalacjami przeładunkowymi oraz zbiornikami do magazynowania amoniaku. Tutaj kończy się również rurociąg amoniakalny Togliatti–Odessa, który nie jest objęty prywatyzacją. Podstawową produkcję wstrzymano jeszcze we wrześniu 2021 roku z powodu wzrostu cen gazu ziemnego.
Największym problemem OPZ są jednak długi. Według danych Funduszu Majątku Państwowego na 31 marca 2026 roku przeterminowane zobowiązania wobec wierzycieli wynosiły 17,57 mld UAH. W sprawozdaniu osobno wykazano 475,8 mln UAH zaległości wobec budżetu państwa oraz 266,5 mln UAH niewypłaconych wynagrodzeń.
Znaczna część historii zadłużenia wiąże się ze spółkami grupy Ostchem należącej do Dmytra Firtasza. W 2013 roku przedsiębiorstwo zalegało z zapłatą za dostarczony gaz na kwotę około 193 mln USD. Później, po doliczeniu kar umownych i odsetek, roszczenia wierzyciela przekroczyły 300 mln USD. Spory o te pieniądze przez lata toczyły się przed sądami.
Przed ostatnią aukcją Fundusz Majątku Państwowego opublikował opinię prawną kancelarii Arzinger dotyczącą zobowiązań wobec Ostchem. Prawnicy wskazali, że przyszły nabywca nie powinien ponosić osobistej odpowiedzialności za te długi. Nie oznacza to jednak, że zadłużenie samego przedsiębiorstwa automatycznie zniknie.
Warunki prywatyzacji przewidywały, że nowy właściciel będzie musiał w ciągu roku spłacić zaległości płacowe i zobowiązania wobec budżetu, a także uregulować pozostałe przeterminowane zobowiązania wobec wierzycieli, z wyjątkiem zobowiązań wobec osób objętych sankcjami oraz określonych ustawowo kategorii wierzycieli.
Ponadto kupujący ma obowiązek zainwestować co najmniej 500 mln UAH w modernizację produkcji, zachować podstawowe rodzaje działalności przedsiębiorstwa i przez sześć miesięcy nie zwalniać pracowników z własnej inicjatywy. Musi również zwrócić Funduszowi Majątku Państwowego 16,47 mln UAH wydanych na doradcę prywatyzacyjnego.
A zatem sama cena wywoławcza, minimalne nakłady inwestycyjne i wynagrodzenie doradcy dają łącznie ponad 4,82 mld UAH. Po uwzględnieniu zaległości wobec budżetu i pracowników kwota przekracza 5,5 mld UAH. A to jeszcze bez kosztów pełnego uruchomienia produkcji chemicznej.
Tymczasem zakład nadal przynosi straty. Według Funduszu w 2025 roku wyniosły one 807,4 mln UAH, a tylko w pierwszym kwartale 2026 roku – kolejne 609,3 mln UAH. Średnie zatrudnienie na koniec marca wynosiło 1135 osób.
Przedsiębiorstwo nie zaprzestało jednak całkowicie działalności gospodarczej. Część przychodów uzyskuje z przeładunku zbóż. W 2025 roku przez terminale OPZ przeszło niemal 637 tys. ton ziarna, a w pierwszych trzech miesiącach 2026 roku – ponad 281 tys. ton.
Jak podaje Dmytro Natalucha, utrzymanie zakonserwowanego zakładu kosztuje około 62 mln UAH miesięcznie, czyli blisko 744 mln UAH rocznie. Nie wiadomo przy tym, kiedy przedsiębiorstwo będzie mogło wznowić pełną działalność i zacząć zarabiać wystarczająco dużo, by samodzielnie pokrywać koszty funkcjonowania.
Po kolejnym niepowodzeniu prywatyzacji Fundusz Majątku Państwowego musi zdecydować, co dalej. Natalucha poinformował, że alternatywne scenariusze przygotowano zawczasu, ale na razie nie ujawnił ich szczegółów.
Jednym z możliwych rozwiązań jest rezygnacja ze sprzedaży OPZ jako jednego kompleksu i osobne potraktowanie jego aktywów produkcyjnych oraz portowych. Taki podział utrudniają jednak nie tylko długi i powiązania technologiczne między poszczególnymi częściami zakładu. Niektóre instalacje przedsiębiorstwa służą również do oczyszczania ścieków z miasta Piwdenne, trzeba więc będzie rozstrzygnąć także kwestię dalszego funkcjonowania tych obiektów.
Innym wyjściem jest utrzymywanie przedsiębiorstwa do czasu poprawy sytuacji bezpieczeństwa i powrotu zainteresowania inwestorów. Taki scenariusz oznacza jednak dalsze wydatki, a wraz z upływem czasu urządzenia będą wymagały coraz większych nakładów na remonty i modernizację.
Wygląda na to, że ktoś rzeczywiście przeklął OPZ. Zakładu nie udaje się sprzedać od niemal dwóch dekad. Zmieniają się rządy, szefowie Funduszu Majątku Państwowego, ceny i warunki prywatyzacji, ale rezultat wciąż jest ten sam. I nawet jeśli po amerykańskich wyborach inwestorzy wrócą do rozmów, nie znikną ani wojna, ani miliardowe długi, ani wysokie koszty wznowienia produkcji. Trudno więc oczekiwać, że kolejna aukcja zdejmie tę „klątwę”. Państwo będzie musiało znaleźć inny sposób na przywrócenie zakładu do życia.
Wiktoria Czyrwa
Image by Pete Linforth from Pixabay