Ilu urzędników potrzebuje Ukraina

7 października 2026. Rząd rozpoczyna kolejną optymalizację administracji państwowej. W pierwszym etapie planuje zlikwidować ponad 4 tys. stanowisk oraz zmniejszyć liczbę wiceministrów i zastępców szefów innych centralnych organów władzy wykonawczej. Ukraińska administracja jest jednak redukowana już od lat, a dziesiątki tysięcy stanowisk i tak pozostają nieobsadzone. Ilu urzędników rzeczywiście potrzebuje państwo i czy efektywność administracji można mierzyć ich liczbą?

6 października premier Serhij Korecki poinformował, że rząd planuje zlikwidować ponad cztery tysiące stanowisk w centralnych organach władzy wykonawczej. Nie oznacza to jednak zwolnień: chodzi o stanowiska, które obecnie są nieobsadzone. Jednocześnie rząd zamierza zmniejszyć liczbę wiceministrów o około 20 proc., a zastępców szefów innych centralnych organów – o niemal 18 procent.

Według danych Narodowej Agencji Ukrainy ds. Służby Cywilnej w połowie 2026 roku w kraju było około 190 tys. etatów w służbie cywilnej, z czego ponad 30 tys. pozostawało nieobsadzonych. Pierwszy etap optymalizacji w praktyce usunie więc jedynie część pustych etatów ze struktur organizacyjnych.

Na tym jednak optymalizacja nie ma się zakończyć. Kolejnym krokiem, jak zapowiedział Korecki, będzie funkcjonalna diagnoza administracji państwowej. Rząd chce ustalić, jakie funkcje pełni każdy organ, czy wszystkie są nadal potrzebne i czy się nie dublują. Dopiero potem ma zostać określona struktura poszczególnych instytucji oraz liczba ich pracowników.

Takie podejście nie jest w Ukrainie nowe. Już w 2015 roku, podczas reformowania Ministerstwa Sprawiedliwości, przedstawiciele rządu mówili, że należy zacząć nie od redukcji zatrudnienia, lecz od przeglądu funkcji. Do tej samej idei wróciła Narodowa Agencja Ukrainy ds. Służby Cywilnej na początku pełnoskalowej wojny, proponując organom władzy rezygnację ze zbędnych zadań i skoncentrowanie zasobów na tych najważniejszych.

Redukcja administracji państwowej również nie jest w Ukrainie nowym pomysłem. Już w 2014 roku rząd informował o redukcji 28 tys. urzędników i planował w kolejnym roku zmniejszyć aparat o następne 10 procent. W 2015 roku premier Arsenij Jaceniuk mówił, że liczebność służby cywilnej przez dwa lata z rzędu zmniejszano o 20 procent. W 2019 roku rząd Wołodymyra Hrojsmana postanowił o połowę zmniejszyć liczbę pracowników rejonowych administracji państwowych. Kolejne ograniczenie maksymalnej liczby pracowników organów władzy wykonawczej Rada Ministrów zatwierdziła pod koniec 2023 roku.

Ogólny kierunek dobrze widać w statystykach. W 2015 roku w Ukrainie było niemal 296 tys. urzędników służby cywilnej. Tej liczby nie należy jednak mechanicznie porównywać z dzisiejszymi danymi, ponieważ po przyjęciu nowej ustawy o służbie cywilnej zmienił się zarówno sam system, jak i kategorie pracowników zaliczanych do służby cywilnej. Pod koniec 2020 roku faktycznie pracowało już 182,9 tys. urzędników, pod koniec 2021 roku – 171,5 tys., a pod koniec 2024 roku – 156,3 tys.

W ostatnich latach liczba urzędników zmniejszała się jednak nie tylko w wyniku decyzji rządu. Ludzie sami odchodzili ze służby cywilnej. Tylko w 2023 roku liczba pracujących urzędników zmniejszyła się o ponad 5,5 tys. osób, a pod koniec roku ponad 39 tys. stanowisk pozostawało nieobsadzonych.

Problemy kadrowe istniały jeszcze przed pełnoskalową inwazją, a wojna je pogłębiła. Eksperci programu SIGMA, wspólnej inicjatywy UE i Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, zwracali uwagę na dużą rotację kadr w służbie cywilnej. W 2019 roku wynosiła ona około 12 proc., a w pierwszym kwartale 2023 roku sięgnęła 20 procent. Wśród przyczyn wymieniano niekonkurencyjne w porównaniu z sektorem prywatnym wynagrodzenia, problemy z rekrutacją oraz niestabilność samego systemu.

Samo zmniejszenie liczby etatów nie sprawia jeszcze, że administracja państwowa staje się bardziej efektywna. Izba Obrachunkowa zwraca uwagę, że jeśli pracowników ubywa, a zakres pracy się nie zmniejsza, rośnie obciążenie tych, którzy pozostają. Wraz z doświadczonymi specjalistami państwo może też tracić zgromadzoną przez nich wiedzę i doświadczenie.

Kwestia optymalizacji administracji państwowej nabiera dodatkowego znaczenia w związku z integracją europejską Ukrainy. Reforma administracji publicznej należy do podstawowych obszarów procesu akcesji do UE. Europejskie standardy wymagają nie tylko niewielkiego aparatu administracyjnego, lecz także profesjonalnej służby cywilnej, przejrzystego naboru konkursowego, jasnego podziału kompetencji oraz zdolności instytucji państwowych do wykonywania swoich zadań.

Zlikwidowanie czterech tysięcy nieobsadzonych stanowisk jest więc najprostszą częścią reformy. Znacznie trudniej ustalić, ilu ludzi państwo rzeczywiście dziś potrzebuje i czym powinni się zajmować.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat zmieniła się również sama praca administracji państwowej. Część dawnych funkcji można byłoby zlikwidować lub przenieść do usług cyfrowych. Jednocześnie pojawiło się wiele nowych zadań: integracja europejska, odbudowa kraju, wsparcie weteranów, pomoc międzynarodowa. A wszystko to w czasie wojny.

Dlatego spór o to, ilu dokładnie urzędników powinno pozostać – 150, 120 czy 100 tys. – nie ma większego sensu. Najpierw trzeba określić, czym państwo powinno się zajmować, a dopiero potem policzyć, ilu ludzi jest do tego potrzebnych.

Ukraina już nieraz robiła odwrotnie: najpierw redukowała zatrudnienie, a później znów wracała do dyskusji o zbyt rozbudowanej i nieefektywnej administracji państwowej. Teraz rząd zapowiada, że zacznie nie od arytmetyki, lecz od przeglądu funkcji. I właśnie to pokaże, czy chodzi o rzeczywistą przebudowę administracji państwowej, czy po raz kolejny po prostu wykreślimy kilka tysięcy stanowisk ze struktury etatowej.

Wiktoria Czyrwa

Facebook
Twitter
LinkedIn