Czy leki dotrą do aptek?

16 września 2026. Seria rosyjskich ataków na duże magazyny farmaceutyczne zmusiła rynek do pilnej przebudowy systemu dostaw leków. Na razie nie ma niedoborów, jednak w niektórych regionach już występują problemy z dostępnością określonych preparatów, a zapasy niektórych pozycji mogą wystarczyć jedynie na dwa-trzy tygodnie. Problem polega już nie tylko na tym, ile leków zniszczono, lecz także na tym, jak zapewnić ich nieprzerwane dostawy do aptek.

W ostatnich tygodniach rosyjskie ataki uszkodziły lub zniszczyły kilka dużych obiektów logistyki farmaceutycznej. Wśród nich znalazły się kompleksy „Biokon”, magazyny „Optima-Farm”, Universal Logistic, „BaDM”, Teva oraz „Apteki Dobrego Dnia”. Tylko w kompleksie „Biokon” w obwodzie kijowskim, zajmującym około 45 tys. m², utracono towary o wartości ponad 15 mld UAH. W jego dwóch magazynach przechowywano preparaty różnych kategorii – od zwykłych środków na kaszel po drogie leki onkologiczne. Na razie nie ma mowy o wznowieniu działalności kompleksu.

Skutki takich ataków nie ograniczają się jednak do zniszczonych leków. Wraz z nimi z systemu wypadają ogromne powierzchnie magazynowe, przez które przechodziły dostawy do aptek w różnych regionach. Dystrybutorzy muszą następnie zmieniać trasy dostaw, redystrybuować zapasy między regionami, zwiększać obciążenie innych magazynów i szukać alternatywnych miejsc składowania. W rezultacie atak na jeden duży obiekt wywołuje „efekt domina” w całym łańcuchu dostaw. Dlatego leki mogą fizycznie pozostawać w Ukrainie, a jednocześnie być czasowo niedostępne w konkretnym mieście czy aptece.

Zwraca na to uwagę założyciel serwisu rezerwacji leków Liki.ua Jurij Czertkow.

Jak mówi, niedobór może przybierać różne formy: preparat może być dostępny w Ukrainie, ale czasowo niedostępny w konkretnym mieście. Może zniknąć określona marka, podczas gdy jej odpowiedniki nadal będą dostępne. Problemy mogą dotyczyć konkretnej dawki, wielkości opakowania, dziecięcej lub iniekcyjnej postaci leku.

Apteczne Stowarzyszenie Zawodowe Ukrainy już informuje o czasowej niedostępności niektórych preparatów u dostawców oraz opóźnieniach w dostawach. Jeszcze tydzień temu większość leków była dostępna, dziś niektóre pozycje znaleźć jest trudniej. Autorka materiału przekonała się o tym na własnym przykładzie: w żadnej ze sprawdzonych przez nią kijowskich aptek nie było L-tyroksyny, którą stale przyjmują między innymi pacjenci po usunięciu tarczycy.

Brak konkretnego preparatu w aptekach nie oznacza jednak jeszcze, że pacjent zostaje bez niezbędnego leczenia. W wielu przypadkach można go zastąpić lekiem zawierającym tę samą substancję czynną. Jak wyjaśnia dyrektor Państwowego Centrum Eksperckiego Ministerstwa Zdrowia Edem Adamanow, takie preparaty może w Ukrainie produkować pięć-dziesięć firm. Dlatego czasowy brak jednego leku generycznego rynek jest w stanie zrekompensować odpowiednikami. Trudniej jest z lekami oryginalnymi, które mogą nie mieć zamienników, choć producentom zależy na jak najszybszym wznowieniu ich dostaw.

Najbardziej narażone na braki są leki, które mają niewielu producentów lub dostawców, wymagają specjalnych warunków przechowywania lub zachowania łańcucha chłodniczego i nie mają wystarczającej liczby alternatyw terapeutycznych. Takie problemy z dostępnością są szczególnie niebezpieczne dla pacjentów, którzy muszą stale przyjmować określone leki.

Jednocześnie nie ma obecnie podstaw, by mówić o systemowym niedoborze leków w całej Ukrainie. Państwowe Centrum Eksperckie Ministerstwa Zdrowia zapewnia, że szczepionki i insuliny są dostępne. W przypadku preparatów niezbędnych w leczeniu chorób onkologicznych, rzadkich oraz hemofilii działa inny łańcuch dostaw – znaczną ich część kupują państwo i szpitale.

W przypadku rzadkich i drogich leków ratujących życie tworzone są również państwowe zapasy, które ze względów bezpieczeństwa przechowuje się w niewielkich partiach w różnych miejscach. Duzi międzynarodowi producenci mają zapasy w magazynach w Europie, co pozwala w razie potrzeby szybciej uzupełniać je w Ukrainie.

Margines bezpieczeństwa nie jest jednak nieograniczony. Według Czertkowa system utrzymuje się obecnie dzięki zapasom, redystrybucji leków, alternatywnym trasom oraz pracy pozostałych magazynów. Jeśli ataki będą trwały, każde kolejne uderzenie będzie zmniejszać ten margines.

Dodatkowe ryzyko stwarza gwałtowny wzrost popytu. Jeśli ludzie zaczną kupować leki nie na zwykły okres, lecz od razu po kilka opakowań, czasowe braki mogą pojawić się nawet tam, gdzie obiektywnie nie było niedoboru. Dlatego specjaliści radzą, by nie wykupywać leków na masową skalę. Osoby wymagające stałej terapii powinny natomiast mieć rozsądny zapas tych preparatów, których rzeczywiście potrzebują.

Rynek farmaceutyczny już zaczyna dostosowywać się do nowej rzeczywistości. Wcześniej duże partie importowanych leków mogły być przechowywane w jednym magazynie przez dwa-trzy miesiące. Po zniszczeniu dużych centrów logistycznych taki model staje się zbyt ryzykowny. CEO „BaDM” Dmytro Babenko przewiduje przejście na bezpośrednie dostawy do dystrybutorów w mniejszych partiach.

Równolegle następuje rozproszenie zapasów. Zamiast koncentrować duże ilości leków w jednym miejscu, firmy będą musiały korzystać z większej liczby magazynów i tras oraz mieć możliwość szybkiego przerzucania towaru z jednego regionu do drugiego. To bardziej skomplikowana i droższa logistyka, ale po serii rosyjskich ataków staje się ona kwestią nie tylko efektywności biznesu, lecz także dostępności leków.

Na razie leki w Ukrainie są. Pytanie brzmi, jak szybko i stabilnie system farmaceutyczny będzie w stanie dostarczać je tam, gdzie czekają na nie pacjenci.

Wiktoria Czyrwa
Image by Pexels from Pixabay

Facebook
Twitter
LinkedIn