12 lutego 2026. W Ukrainie na poważnie zajęto się kodeksem cywilnym – w Radzie Najwyższej zarejestrowano od razu trzy odpowiednie projekty ustaw. Nie chodzi o kosmetyczne poprawki, lecz o próbę zbudowania od nowa systemu prawa prywatnego. Projekt liczy 832 strony, składa się z dziewięciu ksiąg i był przygotowywany przez niemal sześć lat z udziałem 247 ekspertów.
Autorzy nazywają to próbą stworzenia „kodeksu XXI wieku”, który zastąpi obowiązujący akt z 2003 roku, powstały na długo przed mediami społecznościowymi, handlem internetowym, masową cyfryzacją, a nawet przed rozpoczęciem procesu integracji europejskiej w jego obecnym kształcie.
Twórcy podkreślają, że obecny kodeks cywilny był uchwalany w zupełnie innej rzeczywistości gospodarczej i technologicznej. Przez ponad dwadzieścia lat wprowadzono do niego setki zmian, co doprowadziło do fragmentaryczności regulacji i licznych kolizji. Niektóre instytucje – w szczególności aktywa cyfrowe, nowoczesne sposoby zawierania umów czy czynności prawne w formie elektronicznej – nadal nie mają systemowego uregulowania. Dlatego w dokumencie przewidziano zmiany w zakresie prawa zobowiązań, czynności prawnych dokonywanych elektronicznie, aktywów cyfrowych oraz ogólnych zasad dobrej wiary uczestników obrotu cywilnoprawnego.
Jednak te ważne, choć „nieatrakcyjne medialnie” elementy reformy pozostały poza uwagą opinii publicznej. Największy rezonans wywołała „część rodzinna” Kodeksu, mimo że zajmuje ona mniej niż jeden procent objętości dokumentu.
Pierwotna wersja projektu przewidywała możliwość udzielenia przez sąd zgody na zawarcie małżeństwa od 14. roku życia w nadzwyczajnych okolicznościach (w szczególności w przypadku ciąży lub narodzin dziecka). Formalnie nie oznaczało to ogólnego obniżenia wieku małżeńskiego – podstawowym progiem pozostawało 18 lat, a od 16 lat – w szczególnych przypadkach. Samo jednak wskazanie 14 lat w kodeksie wywołało falę krytyki, zwłaszcza na tle kolejnych „plików Epsteina”, ujawnionych w tym okresie. Przeciwnicy ostrzegali przed ryzykiem legitymizowania małżeństw dziecięcych i potencjalnym konfliktem z prawem karnym. Po wywołanym rezonansie marszałek parlamentu Rusłan Stefanczuk zarekomendował usunięcie tej normy z ostatecznej wersji. Jeden z autorów projektu, deputowany Wołodymyr Watras, potwierdził, że z „wrażliwego” przepisu są gotowi zrezygnować.
Kolejną poważną nowością kodeksu jest to, że po raz pierwszy zaręczyny zyskują znaczenie prawne. Jeżeli po złożeniu obietnicy zawarcia małżeństwa jedna ze stron bez uzasadnionej przyczyny się wycofa, może zostać zobowiązana do pokrycia kosztów przygotowań do ślubu oraz do zadośćuczynienia za krzywdę niemajątkową.
Zwolennicy uważają to za cywilizowany mechanizm ochrony strony działającej w dobrej wierze. Krytycy dostrzegają jednak ryzyko wywierania presji na swobodę decyzji – ich zdaniem małżeństwo powinno pozostać aktem dobrowolnym, bez obawy przed sankcjami.
Oddzielną dyskusję wywołała nowa podstawa rozwodu – brak woli lub niezdolność do posiadania dzieci. Prawnicy ostrzegają, że może to stać się narzędziem nacisku, ponieważ sąd musiałby oceniać okoliczności medyczne i osobiste motywy stron. Krytycy uważają, że taki przepis może postawić jednego z małżonków w pozycji „winnego” z powodu stanu zdrowia lub własnych przekonań.
Kolejna nowość dokumentu przewiduje możliwość uznania małżeństwa za nieważne w przypadku zmiany płci przez jednego z małżonków. Krytycy wskazują, że może to prowadzić do konfliktu z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w zakresie zakazu dyskryminacji ze względu na tożsamość płciową.
Ponadto dokument zachowuje definicję małżeństwa wyłącznie jako związku kobiety i mężczyzny. Deputowani wprost stwierdzili, że legalizacja małżeństw jednopłciowych w ramach tego kodeksu jest niemożliwa ze względu na konstytucyjną definicję małżeństwa. Jednocześnie grupa robocza nie wyklucza idei odrębnej ustawy o związkach partnerskich.
Prawdziwą nowością stała się możliwość przymusowego pozbawienia prawa do noszenia nazwiska byłego małżonka w przypadku stwierdzenia przez sąd niegodnego zachowania (przemoc, przestępstwo, zdrada itp.). Zwolennicy widzą w tym element moralnej sprawiedliwości, przeciwnicy – niebezpieczny krok w stronę personalizowanych sankcji w sferze prywatnej tożsamości.
Oddzielny blok nowej redakcji Kodeksu cywilnego dotyczy praw dziecka. W szczególności pojawia się idea wprowadzenia dla dziecka od szóstego roku życia odrębnego dokumentu tożsamości: logika autorów jest taka, że od tego wieku dziecko aktywniej wchodzi w relacje społeczne (szkoła, podróże, usługi medyczne, edukacyjne i cyfrowe), a państwo powinno zapewnić mu jasny instrument identyfikacji, który nie sprowadza go jedynie „do wpisu w paszporcie rodziców”.
Równolegle w projekcie wzmacnia się zasadę „najlepszego interesu dziecka” jako kluczowy punkt odniesienia przy podejmowaniu decyzji w sporach rodzinnych: właśnie przez ten pryzmat proponuje się oceniać porozumienia rodziców przy rozwodzie, ustalaniu miejsca zamieszkania dziecka oraz zakresu udziału każdego z rodziców w wychowaniu.
W tym samym kontekście proponowany jest również mechanizm rozwodu przez urząd stanu cywilnego lub notariusza dla par posiadających dzieci (a nie wyłącznie przez sąd, jak ma to miejsce obecnie). Pod warunkiem, że rodzice wcześniej zawarli notarialnie poświadczone porozumienia dotyczące odpowiedzialności rodzicielskiej i alimentów, a notariusz sprawdzi, czy dorośli nie „wymienili” wygody procedury na naruszenie praw dziecka.
Czy nowy kodeks cywilny ma szansę uzyskać wymaganą liczbę głosów w Radzie Najwyższej? Logika polityczna podpowiada, że parlament raczej nie odważy się całkowicie zrezygnować z przyjęcia nowego kodeksu cywilnego. Potrzeba aktualizacji prawa prywatnego jest uznawana praktycznie przez wszystkie frakcje. Nawet krytycy poszczególnych przepisów podkreślają, że niedoskonałości należy poprawiać, a nie niszczyć cały dokument.
Projekt podstawowy uzyskał już poparcie właściwej komisji i ma najlepszą pozycję wyjściową, lecz nadal pozostaje wobec niego wiele pytań. Alternatywne projekty ustaw proponują albo złagodzenie najbardziej kontrowersyjnych norm, albo systemowe doprecyzowanie sformułowań w celu uniknięcia niejednoznacznych interpretacji. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to więc długotrwałe dopracowywanie, usunięcie najbardziej rezonansowych przepisów i stopniowe procedowanie w sali plenarnej jako „oczyszczonego” kompromisowego tekstu. W każdym razie dyskusja nad nowym kodeksem cywilnym potrwa jeszcze nie jeden miesiąc.
Wiktoria Czyrwa
Image by Gerd Altmann from Pixabay