Władza gasi pożar

14 listopada 2025. Po operacji „Midas” władza stara się zneutralizować skutki być może największego skandalu korupcyjnego w najnowszej historii Ukrainy. Dymisje ministrów, sankcje wobec partnerów, zapowiedzi restartu spółek państwowych — to dopiero pierwsze kroki. Skandal przewidywalnie wyszedł poza granice kraju: komentują go czołowe zachodnie media oraz rosyjscy propagandyści.

Po ujawnieniu nagrań i szczegółów schematu prezydent Wołodymyr Zełenski publicznie oświadczył, że minister sprawiedliwości Herman Hałuszczenko oraz minister energii Switłana Hryńczuk „nie mogą pozostawać na swoich stanowiskach” ze względu na aferę w sektorze energetycznym. Już 12 listopada rząd na nadzwyczajnym posiedzeniu odsunął Hałuszczenkę od wykonywania obowiązków ministra, a Hryńczuk tego samego wieczoru złożyła rezygnację. Następny krok należy do parlamentu: Rada Najwyższa umieściła kwestie ich odwołania jako pierwsze w porządku obrad zaplanowanych na 18 listopada.

Równolegle władza sięgnęła po kolejny, bardziej stanowczy instrument — sankcje. Na listę trafili przede wszystkim biznesmen Tymur Mindicz, wieloletni partner i współpracownik Zełenskiego ze „Studia Kwartał 95”, którego prokuratorzy uważają za jednego z organizatorów schematu, oraz jego najbliższy partner biznesowy Ołeksandr Cukerman. Według śledczych to właśnie przez ich „back-office” w centrum Kijowa przechodziły strumienie gotówki, legalizowano środki oraz prowadzono „Manhattan” — elektroniczny rejestr czarnej księgowości. Ważny szczegół, podnoszący temperaturę polityczną: Mindicz opuścił Ukrainę na kilka godzin przed rozpoczęciem przeszukań, korzystając z formalnie legalnego pretekstu — jako ojciec trójki nieletnich dzieci.

Zełenski próbuje odciąć się od swojego wieloletniego współpracownika: oświadczył, że nie kontaktował się z Mindiczem od początku śledztwa i że „prezydent kraju prowadzącego wojnę nie może mieć przyjaciół”. Tymczasem zachodnie media i ukraińscy eksperci zadają oczywiste pytanie: czy głowa państwa mogła nie wiedzieć, czym zajmuje się jeden z najbliższych mu nieformalnych graczy, który w praktyce nadzorował sektor energetyczny?

Aby pokazać, że reakcja władz wykracza poza personalne dymisje, rząd ogłosił zakrojony na szeroką skalę audyt wszystkich spółek państwowych ze szczególnym uwzględnieniem energetyki. Premier Julia Swyrydenko podkreśliła, że w sytuacji, gdy kraj żyje według harmonogramów wyłączeń, a wróg codziennie atakuje infrastrukturę energetyczną, jakakolwiek korupcja w tym sektorze jest absolutnie niedopuszczalna. Radom nadzorczym spółek państwowych zlecono weryfikację zakupów, decyzji zarządczych i systemów kontroli.

Osobnym elementem jest „restart” samego Enerhoatomu — od czasowego odsunięcia części kierownictwa po niezależny audyt operacji. Jednocześnie część analityków ostrzega już teraz, że pełny audyt wszystkich przedsiębiorstw państwowych w środku wojny może okazać się bardziej kosztownym gestem politycznym niż narzędziem realnych zmian. Bez odnowy polityki kadrowej, zaostrzenia odpowiedzialności karnej i prawdziwej rozliczalności rad nadzorczych takie kampanie często kończą się głośnymi raportami i minimalnymi konsekwencjami dla schematów.

Drugi wymiar reakcji władz to informacja. Od początku było jasne, że śledztwo dotyczące osób z najbliższego otoczenia prezydenta będzie ciosem nie tylko dla poszczególnych figurantów, lecz także dla samego Zełenskiego. Dlatego równolegle z publicznymi deklaracjami poparcia dla NABU i SAP w przestrzeni medialnej uruchomiono inną strategię — próbę przesunięcia akcentów z istoty sprawy na same organy antykorupcyjne. To właśnie odnotowują ukraińscy badacze mediów, analizując treści popularnych anonimowych i prorosyjskich kanałów w Telegramie.

W tym segmencie „Mindicz-gate” przedstawiany jest nie jako historia o systemie łapówkarskim na 100 mln USD w Enerhoatomie, lecz jako rzekoma operacja „zachodnich kuratorów” przeciwko Zełenskiemu.

NABU ukazywane jest jako „ręczne narzędzie Zachodu”, który podobno przechowuje kompromitujące materiały w ambasadach i wypuszcza je do obiegu, gdy trzeba „ukarać” Biuro Prezydenta. Szerzone są teorie spiskowe o podziale wpływów, nacisku na Kijów, zmianie kandydatów na „ulubieńców” Zachodu, przenoszeniu sympatii na stronę dowództwa wojskowego i tak dalej.

W praktyce odbiorcom proponuje się uwierzyć, że każdy ruch Ukrainy w kierunku realnej walki z korupcją nieuchronnie oznacza albo „zewnętrzne sterowanie”, albo „upadek państwa” — i to idealnie służy rosyjskiej propagandzie. Rosyjskie media państwowe i propagandowe wykorzystały operację „Midas” w tradycyjny sposób — przedstawiając ją jako „dowód słabości państwa ukraińskiego” i „kryzys w otoczeniu Zełenskiego”. Analiza portalu „Detektor Media” pokazuje, że główne przekazy sprowadzają się do dyskredytacji infrastruktury antykorupcyjnej, powtarzania narracji o „sterowalności NABU przez Zachód” oraz prób ukazania skandalu jako dowodu „wewnętrznego chaosu” w warunkach wojny.

Na przeciwległym biegunie znajduje się reakcja zachodnich mediów. Reuters, The Washington Post, Financial Times, Politico, czołowe francuskie i włoskie gazety opisują tę historię jako największy skandal korupcyjny czasu wojny, który jednocześnie uderza w reputację kierownictwa i pokazuje, że infrastruktura antykorupcyjna jest zdolna działać również wobec osób zbliżonych do prezydenta.

Media europejskie i amerykańskie bezpośrednio łączą tę historię z wnioskiem Ukrainy o członkostwo w UE oraz przyszłą skalą pomocy finansowej: korupcja w energetyce w warunkach blackoutów i rosyjskiej ofensywy to najgorsze możliwe tło do wyjaśniania własnym podatnikom, dlaczego mają nadal przeznaczać miliardy na Kijów.

Jednocześnie w tych samych publikacjach pojawia się argument przeciwny: fakt, że NABU i SAP były w stanie doprowadzić sprawę do przeszukań, podejrzeń, ujawnienia nagrań, a władza została zmuszona do dymisji oraz sankcji wobec osób bliskich prezydentowi, zachodni politycy i eksperci nazywają dowodem, że ukraińskie instytucje nie stały się dekoracją. Europejscy urzędnicy mówią wprost: nie ma żadnego usprawiedliwienia dla korupcji w kraju prowadzącym wojnę, ale dużo gorszym sygnałem byłoby, gdyby organy antykorupcyjne milczały albo zostały „wyczyszczone” po pierwszych próbach głębszego śledztwa. Niektórzy analitycy określają operację „Midas” jako bolesny, ale konieczny moment prawdy — i dla ukraińskiego społeczeństwa, i dla partnerów z UE oraz G7.

Wiktoria Czyrwa
Image by Edyta Stawiarska from Pixabay

Facebook
Twitter
LinkedIn