21 stycznia 2026. Ukraińscy producenci uzbrojenia przygotowują się do wejścia na rynki zagraniczne. Warunkiem jest jednak uruchomienie przez państwo jasnego i kontrolowanego mechanizmu eksportowego oraz przygotowanie przez firmy swoich produktów do standardów partnerów.
Według ocen Ukraińskiej Rady Przemysłu Zbrojeniowego pierwsze realne kontrakty eksportowe mogą zostać podpisane nie wcześniej niż w drugiej połowie 2026 roku. Do tego czasu producenci będą musieli przejść pełen cykl przygotowań: dostosować wyroby do międzynarodowych norm, zakończyć testy i certyfikację, zbudować model serwisowy, system szkoleń dla personelu partnerów, logistykę części zamiennych oraz wsparcie remontowe. To właśnie te „poza bojowe” etapy są dziś kluczową barierą wejścia na rynki zagraniczne.
Jak podkreśla dyrektor wykonawczy Ukraińskiej Rady Przemysłu Zbrojeniowego Ihor Fedirko,
większość firm posiada już robocze kontakty z zagranicznymi partnerami oraz wstępne porozumienia. Jednak realizację dostaw blokują jednak trzy czynniki: ukraiński system zezwoleń, długie cykle testów i certyfikacji za granicą oraz skomplikowane procedury zakupowe w krajach UE i NATO.
Przedstawiciele branży wyjaśniają, że jednym z głównych problemów jest sama logika ukraińskiego systemu kontroli eksportu, który kształtował się jeszcze w czasach pokoju z myślą o pojedynczych, incydentalnych dostawach uzbrojenia. System ten pozostaje powolny i oparty na dokumentacji papierowej oraz nie jest przystosowany do sytuacji, w której eksport może obejmować dziesiątki typów produktów i setki kontraktów — tak jak ma to miejsce we współczesnym sektorze defence tech, gdzie wyroby szybko się zmieniają i są regularnie aktualizowane.
Dodatkowym utrudnieniem jest brak jasnej wykładni, co dokładnie i na jakich warunkach może być wywożone jako potwierdzona nadwyżka produkcyjna. Każdy przypadek przechodzi indywidualną ścieżkę uzgodnień, a producent nie jest w stanie z góry przewidzieć ani terminów, ani wyniku procedury. Dla zagranicznych partnerów taka niepewność staje się poważnym czynnikiem blokującym współpracę.
Kolejnym problemem jest brak synchronizacji ukraińskich zezwoleń z procedurami obowiązującymi w UE i NATO. Nawet gdy produkt jest gotowy, partnerzy muszą przejść własne cykle testów, certyfikacji i zamówień publicznych, a opóźnienia po stronie ukraińskiej uniemożliwiają zszycie tych procesów w czasie.
W warunkach wojny państwo działa z maksymalną ostrożnością, obawiając się wycieku technologii, eksportu „niewłaściwej” nomenklatury lub konkurencji z potrzebami frontu, jednak właśnie ta ostrożność dziś kosztuje czas i kontrakty. Dlatego rynek nie mówi o upraszczaniu procedur za wszelką cenę, lecz o potrzebie jasnych i przewidywalnych zasad – wyraźnie określonej listy produktów nadwyżkowych, zdefiniowanej procedury dopuszczenia oraz kontroli po dostawie. Bez tego eksport pozostaje możliwy formalnie, ale w praktyce jest hamowany.
Szczególną rolę w przygotowaniu eksportu mają odegrać specjalne kanały wejścia dla partnerów. W 2026 roku stawia się na pracę poprzez biura eksportowe w Berlinie i Kopenhadze, które mają uprościć drogę ukraińskich producentów do standardów, procedur i mechanizmów zakupowych państw zachodnich.
W branży oczekuje się, że to właśnie bieżący rok stanie się przełomowy: eksport ma wyjść poza polityczne deklaracje i przejść do funkcjonowania w ramach jasnych zasad. Chodzi o określenie listy nadwyżkowej produkcji, uruchomienie pilotażowych rozwiązań i pierwszych kontraktów, a następnie skalowanie wyłącznie w tych segmentach, które nie stwarzają ryzyka dla zabezpieczenia Sił Zbrojnych.
Poparcie dla takiego podejścia wśród producentów jest niemal jednomyślne: ponad 90 proc. firm opowiada się za otwarciem kontrolowanego eksportu. Kluczowy warunek dla rynku pozostaje niezmienny — na eksport może trafiać wyłącznie potwierdzona nadwyżka produkcyjna, bez uszczerbku dla priorytetu zaopatrzenia frontu.
Dla większości firm eksport jest sposobem na wykorzystanie mocy produkcyjnych, których państwo fizycznie i finansowo nie jest w stanie w pełni zakontraktować.
W 2025 roku całkowite zdolności produkcyjne ukraińskiego przemysłu obronnego szacowano na około 35 mld USD, podczas gdy faktyczne zamówienia państwowe wynosiły jedynie 12–12,5 mld USD. Oznacza to, że blisko 60 proc. potencjału pozostawało niewykorzystane. W segmencie dronów dalekiego zasięgu zdolności produkcyjne na 2026 rok mogą sięgnąć nawet 35 mld USD w ramach jednego kierunku, co wymaga długoterminowego planowania i stabilnych kontraktów.
Dyskutowany jest także system zabezpieczeń, który ma rozwiać główne obawy społeczne i bezpieczeństwa. Obejmuje on wielopoziomową weryfikację producentów i asortymentu, ocenę międzyresortową, potwierdzenie nadwyżek przed dopuszczeniem do eksportu oraz kontrolę po dostawie.
Równolegle rozważany jest mechanizm finansowy w postaci cła lub specjalnej opłaty eksportowej, dzięki której część wpływów walutowych wracałaby w formie dodatkowych zakupów dla Sił Zbrojnych. Dla rynku tworzy to prostą logikę: nadwyżka nie „odpływa” z wojny, lecz jest konwertowana na nowe kontrakty krajowe.
W warunkach wojny eksport w obszarze defence tech postrzegany jest jako sposób na utrzymanie i rozwój branży w ramach potwierdzonej nadwyżki. Gdy producenci otrzymują kontrakty eksportowe, mogą pracować seryjnie, obniżać koszty jednostkowe, planować produkcję z wyprzedzeniem i inwestować w rozwój technologii, zamiast funkcjonować od kontraktu do kontraktu. W efekcie eksport wspiera również obronność: produkcja seryjna czyni uzbrojenie tańszym i bardziej dostępnym dla zamówień państwowych, a stabilna branża szybciej dostosowuje się do potrzeb frontu. W ten sposób ukraiński przemysł obronny stopniowo przestaje być tymczasową wojenną nadbudową i staje się pełnoprawnym sektorem gospodarki, opartym na jasnych zasadach i długofalowych perspektywach.
Wiktoria Czyrwa
Image by Oleg Mityukhin from Pixabay