5 stycznia 2026. Początek nowego roku przyniósł zmiany kadrowe we władzy. Były szef Głównego Zarządu Wywiadu Kyryło Budanow stanął na czele Biura Prezydenta, ministrowi transformacji cyfrowej Mychajłowi Fedorowowi zaproponowano stanowisko ministra obrony zamiast Denysa Szmyhala. Z kolei Szmyhala prezydent planuje się przenieść na stanowisko ministra energetyki i pierwszego wicepremiera. Intrygą pozostaje los szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Wasyla Maluka: mimo publicznego poparcia ze strony wojskowych prezydent zmusił go do złożenia dymisji
Kluczowa zmiana już się dokonała: Kyryło Budanow zgodził się objąć stanowisko szefa Biura Prezydenta, czym zaskoczył wielu obserwatorów. Według nieoficjalnych informacji Zełenski przez kilka tygodni namawiał Budanowa do przyjęcia tej funkcji, aż w końcu znalazł dla niego przekonujące argumenty. Nietrudno zrozumieć, czemu prezydentowi tak na tym zależało: wygląda to na rozwiązanie kilku problemów jednocześnie, przede wszystkim negocjacyjnego. W otoczeniu prezydenta nie ukrywają, że po kolejnym etapie międzynarodowych konsultacji i rozmów o możliwych formatach zakończenia wojny prezydent potrzebuje osoby, która jednocześnie posiada kompetencje w obszarze bezpieczeństwa, autorytet w środowisku służb siłowych oraz rozpoznawalność i wiarygodność za granicą. Budanow w tym kontekście jawi się jako wybór logiczny: jego działalność zawodowa jest ściśle związana z wojną, co pozwala mu komunikować trudne decyzje – od wymian jeńców po potencjalne porozumienia pokojowe.
Istnieje także wersja, według której powołując Kyryła Budanowa, Wołodymyr Zełenski pozbywa się potencjalnego konkurenta politycznego. Nie jest bowiem tajemnicą, że szef HUR znajdował się w czołówce wszystkich rankingów popularności. O ile w roli szefa wywiadu Budanow mógł pozwolić sobie na funkcjonowanie jako niemal autonomiczny ośrodek siły – z własną infrastrukturą, lojalnym zespołem i reputacją osoby dostarczającej realne rezultaty – o tyle w roli szefa Biura Prezydenta znajduje się w zupełnie innej sytuacji. Każdy sukces łatwo przypisać prezydentowi, a każda porażka staje się winą szefa jego Biura. Właśnie dlatego część rozmówców w kręgach politycznych postrzega to powołanie jako pułapkę: Biuro Prezydenta to miejsce, w którym „spalają się” notowania, i dotąd żadnemu szefowi administracji prezydenckiej nie udało się zbudować własnej kariery politycznej.
Dla samego Kyryła Budanowa to przeniesienie oznacza zmianę roli: odtąd będzie mógł uczestniczyć w podejmowaniu decyzji politycznych i negocjacyjnych. Kierując HUR, mógł formułować oceny i prognozy, lecz nie wpływał bezpośrednio na ramy porozumień określających dalszy przebieg wojny. Stanowisko w Biurze Prezydenta daje mu dostęp do centrum decyzyjnego — od kwestii humanitarnych i wymian po dyskusje na temat możliwych parametrów pokoju i gwarancji bezpieczeństwa — oraz możliwość bycia nie zewnętrznym obserwatorem, lecz uczestnikiem procesu.
Poprzednie stanowisko Kyryła Budanowa pozostaje na razie nieobsadzone, ale już wiadomo, kogo prezydent widzi na jego miejscu. Chodzi o szefa wywiadu zagranicznego Ołeha Iwaszczenkę, który wcześniej pracował na wysokich stanowiskach w HUR.
Przetasowania kadrowe obejmą również Gabinet Ministrów. Obecny pierwszy wicepremier i minister transformacji cyfrowej Mychajło Fedorow, na propozycję prezydenta, ma objąć stanowisko ministra obrony. Jest on przedstawiany jako człowiek „wojny technologicznej”: drony, rozwiązania cyfrowe, szybkie cykle produkcji, innowacje, ściślejsza współpraca z sektorem prywatnym. Zwolennicy takiego rozwiązania przekonują, że jeśli wojna wchodzi w fazę wyniszczenia, w której wygrywa ten, kto szybciej skaluje skuteczne technologie, to resortem obrony powinien kierować nie klasyczny przedstawiciel struktur siłowych, lecz menedżer potrafiący uruchamiać systemy i przełamywać biurokrację.
Krytycy natomiast podkreślają ryzyko: Ministerstwo Obrony to nie tylko drony i cyfryzacja, lecz także ogromna pionowa struktura zabezpieczenia, decyzje mobilizacyjne i kadrowe, współpraca z dowództwem oraz polityczna odpowiedzialność za niepopularne kroki.
Nawet jeśli Fedorow wniesie do resortu tempo i dyscyplinę technologiczną, będzie musiał wejść w obszar, w którym „działają” nie PR i prezentacje, z których słynie, lecz równowaga interesów Sztabu Generalnego, Stawki, parlamentu i partnerów. Na tym tle eksperci mają uzasadnione wątpliwości, czy wystarczy mu doświadczenia twardego zarządzania siłowego w warunkach wojny.
Obecny minister obrony Denys Szmyhal w tym układzie ma objąć stanowisko szefa Ministerstwa Energetyki i pierwszego wicepremiera. Będzie to już trzecie miejsce pracy Szmyhala w krótkim okresie: do 15 lipca 2025 roku był premierem, następnie kierował Ministerstwem Obrony, a teraz ponownie przygotowuje się do objęcia nowej funkcji. Te kadrowe „przesiadki” wywołały falę ironii: w mediach społecznościowych Szmyhala „zdążono” mianować niemal na wszystkie stanowiska po kolei, a kulminacją żartów była fantazja, że pojedzie jako prezydent Wenezueli zamiast Maduro.
Pomijając żarty, eksperci określają nominację Szmyhala do Ministerstwa Energetyki jako antykryzysową: sektor energetyczny znajduje się w trudnych warunkach i potrzebna jest osoba, która potrafi utrzymać system w stanie operacyjnym, nie ma „ogona toksyczności” ani własnych ambicji politycznych.
Decyzje kadrowe w rządzie musi zatwierdzić Rada Najwyższa. Tu nie powinno być opóźnień: najprawdopodobniej deputowani zagłosują za tymi roszadami personalnymi.
Znacznie bardziej skomplikowana jest sytuacja wokół szefa SBU Wasyla Maluka. Według najnowszych informacji, po napiętych rozmowach z prezydentem Maluk ostatecznie zgodził się złożyć dymisję, jednak jego zwolnienie musi jeszcze zatwierdzić Rada Najwyższa. Istnieją poważne podstawy, by sądzić, że głosów za jego odwołaniem może zabraknąć, i jest ku temu kilka powodów.
Po pierwsze, stanowisko samego szefa SBU – wiadomo, że nie chciał odchodzić, argumentując to faktem, iż pod jego bezpośrednim kierownictwem znajduje się kilka ważnych operacji (w tym „Pajęczyna”), które należy doprowadzić do końca. Po drugie – poparcie ze strony wojskowych.
Po pojawieniu się pogłosek o możliwym zwolnieniu szefa SBU w jego obronie wystąpili wpływowi dowódcy — szef Połączonych Sił Mychajło Drapatyj oraz dowódca Sił Systemów Bezzałogowych Robert Browdi („Madziar”). Obaj podkreślali praktyczną skuteczność SBU pod kierownictwem Maluka, systemowość działań oraz fakt, że służba zadaje przeciwnikowi odczuwalne ciosy. Tym samym środowisko wojskowe dało do zrozumienia, że uważa zmianę kierownictwa SBU w tym momencie za ryzykowną, i wszystko wskazuje na to, że tę linię popiera większość deputowanych.
Po trzecie, mało przekonujące wydają się także same motywy odwołania Wasyla Maluka. W prasie i wśród rozmówców we władzy jako główny powód zarzutów wobec niego wskazuje się historię wokół „Mindiczgate”. Zgodnie z tą logiką SBU nie była w stanie lub nie chciała ingerować w konflikt między Biura Prezydenta a organami antykorupcyjnymi, pozwalając NABU i SAP doprowadzić śledztwo do fazy publicznej z przeszukaniami i politycznymi konsekwencjami dla Bankowej. W otoczeniu prezydenta odbierane jest to jako porażka w kontroli nad zapleczem siłowym na tyłach.
Osobno źródła mówią o tym, że Maluk starał się trzymać SBU z dala od wewnętrznych konfliktów politycznych i nie wykorzystywać służby jako narzędzia w walce między różnymi ośrodkami wpływu, co jednak nie odpowiada Bankowej w warunkach twardego przetasowania władzy. Na tym tle w mediach pojawiają się także zarzuty dotyczące nadmiernej autonomii SBU oraz metod jej relacji z biznesem.
Za główny motyw dymisji Maluka uznaje się dążenie Bankowej do przywrócenia kontroli nad organami siłowymi w taki sposób, aby nie pozostawały autonomiczne centra z własną wagą polityczną.
Sam Maluk oświadczył, że odchodzi ze stanowiska szefa SBU, ale pozostaje w strukturach służby, aby „realizować asymetryczne operacje specjalne światowego poziomu, które nadal będą zadawać przeciwnikowi maksymalne straty”. Tym samym położył kres rozmowom o rzekomym przeniesieniu go na miejsce Ołeha Iwaszczenki – na stanowisko szefa Służby Wywiadu Zagranicznego. Jeśli chodzi o obsadzenie wakatu szefa SBU, wśród potencjalnych kandydatów wymienia się generała Ołeksandra Pokłada. Tymczasowo obowiązki szefa Służby Bezpieczeństwa będzie pełnił dowódca Centrum Operacji Specjalnych „A” (jednostka operacji specjalnych SBU znana jako „Alfa”) Jewhen Chmara. To właśnie jego uważa się za bezpośredniego autora operacji „Pajęczyna”.
W sumie te decyzje kadrowe świadczą o dążeniu prezydenta do przebudowy systemu zarządzania pod kątem wyzwań roku 2026. Jednocześnie mowa o głębokiej ingerencji w architekturę siłową, która – mimo wszystkich problemów – w warunkach wojennych pozostawała funkcjonalna. Motywacje tych decyzji prezydenta można zrozumieć, jednak pytanie, czy rozbijanie systemu, który dobrze działał, wyjdzie krajowi na dobre, pozostaje na razie otwarte.
Wiktoria Czyrwa
Na zdjęciu: Wołodymyr Zełenski i Kyryło Budanow. Zdjęcie Biura Prezydenta Ukrainy.