Czy istnieje życie po Jermaku?

1 grudnia 2025. Dymisja szefa Biura Prezydenta Andrija Jermaka wywołała efekt wybuchowy. Oprócz licznych komentarzy dotyczących znaczenia tego odejścia dla państwa i samego Wołodymyra Zełenskiego, scena polityczna żywo debatuje nad tym, kto zostanie nowym „Jermakiem”. Obecnie prezydent przebywa w zagranicznej delegacji, dlatego pierwsze nazwiska mogą pojawić się dopiero w środę.

To, że odejście Jermaka wywołało tak silny rezonans, ma prostą przyczynę — nie jest to zwykła dymisja urzędnika. To zmiana architektury władzy budowanej przez ostatnie niemal sześć lat. W tym czasie to właśnie Jermak nadawał tempo i kierunek kluczowym decyzjom: kadrowym, dyplomatycznym, bezpieczeństwa narodowego, parlamentarnym. Nie był jedynie szefem Biura Prezydenta — był, bez cienia przesady, centrum ciężkości całej prezydenckiej pionowej struktury. W pewnym momencie sam Zełenski stał się tak zależny od jego stylu zarządzania, że wiele funkcji prezydenckich de facto wykonywano rękami Jermaka.

W polityce publicznej ukształtowała się paradoksalna konstrukcja: pozytyw trafiał do rankingu Zełenskiego, negatyw — do antyrankingu Jermaka. Szef Biura stał się wygodnym „czarnym pudełkiem”, do którego społeczeństwo wrzucało wszystko, co je oburzało: negocjacje, nominacje, telemaraton, wpadki komunikacyjne, historie w rodzaju „taśm Mindicza”. Tak było aż do momentu, gdy ten mechanizm się załamał — i negatyw po raz pierwszy uderzył w samego prezydenta. Dopiero wtedy Zełenski zdecydował się przerwać ten dziwny sojusz.

Problem w tym, że funkcji Jermaka nie da się zwyczajnie przekazać innej osobie, bo była stworzona pod niego indywidualnie.

Prezydent po raz pierwszy od dawna będzie zmuszony wykonywać pełen zakres swoich konstytucyjnych obowiązków — bez pośrednika, który filtrował, porządkował i kontrolował znaczną część aparatu państwa.

Eksperci chętnie komentują tę nadzwyczajną sytuację w ukraińskiej polityce. Politolog Wołodymyr Fesenko określa ją jako „mini-rewolucję” w systemie zarządzania. Poza tym, jego zdaniem dymisja paradoksalnie może nawet obniżyć napięcie społeczne: Jermak był tak toksyczny dla części elit, że jego zniknięcie ze sceny politycznej odbierane jest jako szansa na nowe otwarcie.

Politolog Serhij Taran widzi w odejściu szefa Biura koniec „ery monowładzy”. Jego zdaniem rozpad pionu Jermaka nieuchronnie doprowadzi do utraty kontroli Zełenskiego nad parlamentem i rozchwiania całej konstrukcji władzy.

Ten „efekt domina” może przynieść poważne zmiany: aż po wymianę marszałka Rady Najwyższej i gruntowną przebudowę rządu. W przestrzeni informacyjnej oznacza to, jak uważa Taran, zmierzch telemaratonu jako narzędzia „politycznej ciszy”. Ale najważniejsze, jego zdaniem, jest coś innego: dymisja Jermaka to dopiero początek „sprawy Mindicza”, a nie jej finał. Rzeczywisty zakres skandalu nawet nie został jeszcze ujawniony.

Analityk Wadym Denysenko formułuje bardziej radykalny wniosek: sama zmiana szefa Biura Prezydenta ma niewielki wpływ na stabilność systemu. Problem nie leży w nazwisku, lecz w tym, że aparat państwowy od dawna działa jak struktura siłowa, a nie instytucjonalna. Usunięcie Jermaka — argumentuje — doprowadzi tylko do usamodzielnienia się służb i osłabienia władzy prezydenta. Prawdziwe zmiany systemowe będą możliwe wyłącznie w kontekście przyszłych wyborów, gdy któryś z kandydatów narzuci debatę o nowym modelu zarządzania.

Po dymisji Andrija Jermaka kluczowym pytaniem dla obozu władzy stało się nie tylko to, kto obejmie Biuro Prezydenta, lecz także w jaki sposób zostanie przebudowany cały system zarządzania, który latami opierał się na jego osobistej metodzie pracy. Proces poszukiwania nowego szefa Bankowej okazał się znacznie trudniejszy niż zakładano: Wołodymyr Zełenski rozważa co najmniej sześć kandydatur, a na horyzoncie nie widać żadnej wskazującej na ostateczną decyzję.

W dyspucie publicznej przewijają się cztery główne nazwiska: minister obrony Denys Szmyhal, pierwszy wicepremier i minister transformacji cyfrowej Mychajło Fedorow, szef wywiadu wojskowego Kyryło Budanow oraz zastępca szefa Biura Prezydenta Pawło Palisa. Eksperci już ocenili te kandydatury. Szmyhal — ich zdaniem — to doświadczony i przewidywalny menedżer, zdolny utrzymać stabilność aparatu, jednak jego przejście spowodowałoby kolejny kryzys kadrowy w rządzie. Fedorow uosabia modernizację i technologiczny styl zarządzania, ale jego odejście z funkcji pierwszego wicepremiera rozchwiałoby gabinet tak samo, jak w przypadku ministra obrony. Budanow jest figurą o własnym ciężarze politycznym, a jego przeniesienie do Biura Przydenta wygląda bardziej symbolicznie niż realistycznie. Palisa reprezentuje komponent wojskowy i cieszy się dobrą opinią w strukturach pionowych, jednak pozostaje pytanie, czy klasa polityczna zaakceptuje go jako koordynatora całej administracji cywilnej.

Jednocześnie rozmówcy z otoczenia prezydenta podkreślają, że istnieją jeszcze dwaj mniej oczywiści kandydaci — i właśnie te „niewidoczne” postaci mogą okazać się kompromisowym wyborem Zełenskiego. Prezydent coraz bardziej skłania się ku modelowi „mniej publiczności — więcej sterowności”. Wśród kandydatur na szefa Kancelarii pojawiało się nawet nazwisko obecnej premier Julii Swyrydenko, jednak źródła we frakcji prezydenckiej uważają, że Zełenski nie zdecyduje się na taki krok, by nie wywołać kolejnego kryzysu rządowego.

Równolegle trwa przetasowanie w rządzie. W ekipie prezydenta niemal przesądzono kandydaturę przyszłego ministra sprawiedliwości: według źródeł ma nim zostać przewodniczący komisji prawnej Rady Najwyższej, Denys Masłow. Dla Bankowej jest on korzystny — dobrze zna realia reformy sądownictwa, jest przewidywalnym menedżerem i może szybko uruchomić pracę ministerstwa sparaliżowanego rezonansem wokół „taśm Mindicza”. Zupełnie inna sytuacja panuje w Ministerstwie Energetyki: kandydatury wciąż brak. Wcześniejsi faworyci — Serhij Korecki i Andrij Herus — odmówili, a resort działa dziś pod kierownictwem p.o. ministra Artema Nekrasowa. W obozie władzy przyznaje się, że poszukiwania potrwają dłużej, niż zakładano — w warunkach wojny i skandali korupcyjnych niewielu jest chętnych, by objąć jeden z najbardziej ryzykownych działów.

Analitycy podkreślają, że skutki dymisji Jermaka nie ograniczają się wyłącznie do decyzji kadrowych w Biurze Prezydenta i rządzie. Mowa o znacznie szerszym przeformatowaniu całego systemu politycznego, które potrwa nie tygodnie, lecz miesiące.

Nowy szef Bankowej w sposób nieunikniony wyznaczy model współpracy między prezydentem, parlamentem i strukturami siłowymi, a więc również tempo podejmowania decyzji w czasie wojny.

W Radzie Najwyższej otwarcie mówi się, że powołanie ministra sprawiedliwości oraz uchwalenie budżetu to dopiero pierwsze kroki przed szeroką przebudową, która może zmienić układ sił władzy. W praktyce kraj wchodzi w okres głębokiej politycznej zmiany: od tego, jak szybko zespół Zełenskiego wypracuje nową konfigurację zarządzania, zależeć będzie nie tylko efektywność państwowej machiny, lecz także jej odporność w najbardziej krytycznym momencie najnowszej historii Ukrainy.

Wiktoria Czyrwa

Foto: Biuro Prezydenta Ukrainy

Facebook
Twitter
LinkedIn