12 września 2025. Współzałożycielka jednej z największych firm budowlanych w Kijowie – Stolitsa Group, Władysława Mołczanowa, znalazła się w centrum głośnego śledztwa. NABU (Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy) i SAP (Specjalna Prokuratura Antykirupcyjna) podejrzewają ją o udział w schemacie nielegalnego przejęcia i legalizacji 18 hektarów państwowej ziemi w pobliżu rynku „Stolicznyj”. W sprawie pojawia się skandaliczny były poseł Jurij Iwanuszczenko oraz inni wpływowi gracze kijowskiego rynku deweloperskiego.
Obecnie wobec Mołczanowej zastosowano środek zapobiegawczy w postaci kaucji w wysokości 100 mln UAH. Prokuratura domagała się trzykrotnie wyższej kwoty, jednak nawet ogłoszona suma wygląda bezprecedensowo. Razem z Mołczanową zarzuty usłyszało jeszcze pięć osób. Wszystkim zarzuca się czyny z art. 191 § 5 oraz art. 209 § 3 Kodeksu karnego – przywłaszczenie majątku państwowego na szczególnie dużą skalę oraz legalizację aktywów. Sankcje przewidują do dwunastu lat pozbawienia wolności i konfiskatę mienia.
Historia konfliktu wokół „Stolicznego” rozpoczęła się na długo przed obecnymi procesami. Rynek, którego budowę rozpoczęto w 2010 roku, stał się przedmiotem rywalizacji różnych grup wpływów. Początkowo kontrolowały go struktury powiązane z Iwanuszczenką, później w kapitale pojawiły się też spółki związane ze Stolitsa Group. Kiedy w 2019 roku deweloperzy postanowili skonsolidować aktywa i wykupić pakiet kontrolny, porozumienie z większościowym akcjonariuszem upadło. Wypłacona zaliczka zniknęła wraz ze sprzedawcą, akcje przepisano na inną osobę, co doprowadziło do otwartej konfrontacji z procesami sądowymi, bójkami na terenie rynku i medialnymi wojnami. W 2021 roku strony zawarły ugodę, lecz to właśnie jej postanowienia NABU teraz traktuje jako dowód wyzbycia się i legalizacji ziemi.
Śledczy twierdzą, że w tym okresie zorganizowano schemat: zmieniono przeznaczenie 157 hektarów państwowej ziemi, 18 hektarów „rozproszono” na dziewięć osób fizycznych, a następnie odsprzedano spółkom uznawanym za powiązane z Mołczanową. Umowy, zdaniem prokuratorów, były fikcyjne, gdyż nie znaleziono potwierdzeń płatności. Następnie te działki stały się częścią porozumień między Iwanuszczenką a deweloperką, co – według NABU – stało się podstawą do zarzutów o nielegalne przejęcie majątku na szczególnie dużą skalę i pranie aktywów.
Sama przedsiębiorczyni stanowczo odrzuca oskarżenia. Oświadczyła, że nigdy osobiście nie spotkała się z Iwanuszczenką, a historia ma źródło w jego wojnach korporacyjnych. Jej zdaniem to właśnie prawnicy Iwanuszczenki w 2021 roku złożyli wniosek do NABU, aby skompromitować jej biznes. Adwokaci Mołczanowej w sądzie podkreślali, że nie doszło do żadnej zmiany przeznaczenia gruntów, ponieważ działki poza granicami miejscowości z definicji mają status rolniczy. Odrzucili także wycenę ziemi na 160 mln UAH, wskazując, że według ekspertyz w 2021 roku maksymalna wartość nie przekraczała 43 milionów.
W swoim publicznym oświadczeniu Mołczanowa nazwała sprawę zamówioną i związaną z próbą zniszczenia projektów biznesowych, w których uczestniczy. Przypomniała, że w czasie pełnoskalowej wojny pozostała na Ukrainie, pomagała w tworzeniu linii obronnych wokół stolicy, a jej fundacja przekazała armii ponad 250 mln UAH. Jej zdaniem działania NABU i SAP są niebezpiecznym sygnałem dla inwestorów: jeśli dziś przyszli do niej, to jutro mogą wtargnąć i do innych przedsiębiorców.
Dodatkowo do sprawy karnej dziennikarze przypominają o innych skandalach wokół projektów deweloperskich Stolitsa Group. To m.in. konflikt wokół kompleksu mieszkaniowego „Warszawski”, gdzie zabudowa powstawała na terenach przeznaczonych pod zieleń i przestrzenie publiczne, a także problemy z podtopieniami i pleśnią w budynkach. Kolejny epizod dotyczył budowy kompleksu w pobliżu Głównego Obserwatorium Astronomicznego NAN Ukrainy, gdzie w projekcie pojawiały się spółki synów Mołczanowej. Do tego dochodzą materiały śledcze dotyczące transferu środków przez cypryjskie offshore’y – schemat powszechny w biznesie deweloperskim, ale zawsze budzący podejrzenia opinii publicznej.
Sprawa może się przeciągnąć na lata – samo rozpatrzenie materiałów i rozprawy zajmie od trzech do pięciu, prognozują prawnicy. Tymczasem dla samej Mołczanowej proces staje się nie tylko wyzwaniem prawnym, ale i kwestią reputacji. Deweloperka jednak podkreśla, że nie zamierza uciekać z kraju i będzie bronić swojego imienia w sądzie.