16 czerwca 2025. Komisja Podatkowa Rady Najwyższej Ukrainy przyjęła poprawkę do projektu ustawy nr 13134, która wywołała duży rezonans w środowisku rolniczym. Chodzi o wprowadzenie 10-procentowego cła eksportowego na rzepak i soję – dwie kluczowe rośliny techniczne uprawiane głównie przez małych i średnich producentów rolnych. To właśnie oni najboleśniej odczują skutki tej zmiany i jako pierwsi podnieśli alarm.
Zmianę zgłosili deputowani Dmytro Kysyliwski i Andrij Motowłowć, którzy argumentują, że trzeba stymulować krajowe przetwórstwo i zwiększać wartość dodaną eksportu. Jak wyjaśniają nie chodzi o ograniczenie eksportu jako takiego, lecz o zmianę bodźców – z eksportu surowców na rzecz ich głębszego przetwarzania.
Według Dmytra Kysyliwskiego, Ukraina produkuje rocznie do 5 milionów ton rzepaku i soi, z czego tylko jedna trzecia trafia do krajowego przetwórstwa. Reszta eksportowana jest głównie do Unii Europejskiej, gdzie surowce przekształcane są w gotowe produkty już w europejskich zakładach. Zdaniem autorów, obecny model to utrata potencjalnych przychodów dla ukraińskiej gospodarki.
W ciągu ostatnich dwóch lat w Ukrainie powstały nowe zakłady tłuszczowe o łącznej mocy przekraczającej 3 miliony ton, a kolejne są w budowie. Stwarza to podstawy do rozwoju krajowego przetwórstwa na szeroką skalę, które – według Motowłowcia – może zapewnić nie tylko wpływy budżetowe, ale także miejsca pracy, inwestycje w regionach i zmniejszenie zależności od eksportu surowców. Dodatkowo, według treści poprawki, cło mają płacić nie producenci, lecz eksporterzy – czyli traderzy, którzy i tak, jak twierdzą autorzy, uzyskują największe marże. Producenci, którzy zdecydują się na sprzedaż na rynek krajowy, nie będą objęci tym obowiązkiem.
Taka interpretacja spotkała się jednak ze stanowczym sprzeciwem środowisk rolniczych, zwłaszcza wśród małych i średnich gospodarstw. Najbardziej kategorycznie wypowiedziała się Ukraińska Rada Rolna, która wskazuje, że niezależnie od tego, kto formalnie zapłaci cło, to ostateczne straty poniesie rolnik.
Według analiz działu badawczego Rady, po wprowadzeniu cła ceny skupu rzepaku i soi w kraju spadną co najmniej o 15 proc., ponieważ traderzy będą przerzucać koszty na producentów. Tym samym, w warunkach wojny, problemów logistycznych i niestabilności kursowej, drobni i średni rolnicy tracą część i tak już ograniczonego zysku.
Jak zauważa Ołeksandr Mohylewcew, żołnierz i członek Ukraińskiej Rady Rolnej, to właśnie małe i średnie gospodarstwa zapewniają bezpieczeństwo żywnościowe kraju – zwłaszcza w czasie wojny. Są elastyczne, lokalne i zdolne do szybkiego reagowania na wyzwania, dlatego państwo powinno je wspierać, a nie obciążać dodatkowymi ograniczeniami fiskalnymi.
„Mały rolnik nie dysponuje własnym zapleczem przetwórczym, dlatego sprzedaje surowce. A cło obniża ceny skupu na rynku wewnętrznym, pozbawiając go uczciwego wynagrodzenia za pracę i zmniejszając rentowność gospodarstwa. Dla wielu z nich eksport roślin oleistych to jedyna możliwość uzyskania wyższej ceny. Ograniczenie eksportu poprzez cło odbiera im tę szansę i uzależnia od zmonopolizowanych krajowych przetwórców” – podkreśla rolnik.
Dodatkowe ryzyka wynikają z międzynarodowych zobowiązań Ukrainy. Umowa stowarzyszeniowa z UE przewiduje stopniową likwidację ceł i zabrania jednostronnego wprowadzania nowych, stałych ograniczeń handlowych, w tym ceł eksportowych. Eksperci ostrzegają, że jeśli poprawka wejdzie w życie, może to nie tylko wywołać reakcję Brukseli, ale też osłabić zaufanie do Ukrainy jako przewidywalnego partnera handlowego.
Szacunki dotyczące wpływu na budżet również są niejednoznaczne.
Zgodnie z analizą Kijowskiej Szkoły Ekonomii, budżet państwa może zyskać około 6,2 mld UAH, a branża przetwórcza – kolejne 1,3 miliarda. Ale straty rolników sięgną co najmniej 7,6–7,7 mld UAH, a łączna strata dla gospodarki może wynieść od 80 do 170 mln UAH. Jeszcze gorsza sytuacja dotyczy soi: według obliczeń KSE, budżet państwa zyska dodatkowe 4,1–4,7 mld UAH, a przetwórcy – 4,3–4,4 mld. Natomiast rolnicy poniosą straty w wysokości 9,1–9,3 mld UAH, co doprowadzi do czystych strat ekonomicznych rzędu 200–500 mln UAH – czyli po odliczeniu wpływów budżetowych i korzyści dla przetwórców.
Analitycy podkreślają, że problemem nie jest tylko skala kwot, lecz złamanie zasady rynkowej neutralności państwa. Narzędzia pośredniego nacisku, takie jak cło, tylko pogłębiają konflikt między dużymi przetwórcami a producentami, co może zagrozić stabilności społecznej w regionach, gdzie rolnictwo jest podstawowym źródłem dochodu.
W rezultacie poprawka, która w zamierzeniu miała wspierać rozwój krajowego przetwórstwa, jest postrzegana przez środowisko rolnicze jako mechanizm redystrybucji zysków na korzyść kilku największych graczy rynkowych – kosztem drobnych i średnich gospodarstw. Dyskusja w parlamencie trwa, jednak ryzyko polityczne i napięcia społeczne wokół tej inicjatywy rosną — szczególnie w związku ze zbliżającym się szczytowym okresem eksportowym w lipcu–sierpniu.
Wiktoria Czyrwa
Image by congerdesign from Pixabay